Abdykacja cesarza stała się faktem, dokonanym - niestety. Mniej więcej na początku 2002 roku Ihsahn oficjalnie ogłosił do publicznej wiadomości rozpad wielkiego Emperor-a. Cóż, wieść ta wstrząsnęła całym metalowym światkiem. Ihsahn pytany o powód takiej decyzji powiedział, iż muzycy Emperor poczuli spełnienie artystyczne. Na otarcie łez wydali w swej karierze ostatni LP, który nazwano dumnie ,,Prometheus - The Discipline Of Fire & Demise".
,,There Was Nothing..."
Dlaczego ,,Prometheus..."? Albowiem cały album jest piękną powieścią o historii bohaterskiego Tytana, który z miłości do ludzi skradł dla nich olimpijski ogień, aby nigdy więcej nie musieli lękać się potęgi przyrody. Prometeusz przez swój uczynek musiał zapłacić najwyższą karę. Śmierć? Nie! Zeus uznał, że śmierć byłaby dla tytana nagrodą. Kazał go przybić do skał Kaukazu. Aby zwiększyć mu cierpienia każdego dnia Ojciec bogów przysyłał orła, który pożerał buntownikowi wiecznie odrastającą wątrobę. Tak w dużym skrócie można by przedstawić mit o szlachetnym Prometuszu.
Wracając jednak do płyty. Ta bardzo różni się od wcześniejszych dokonań zespołu. Przede wszystkim jest bardzo techniczna. Nie znajdziecie tu prawie nic co charakteryzowało ,,In The Nightshade...". W sumie jest to jakby przedłużenie pomysłów muzycznych z ,,IX Equilibrium". Być może przyczyną tego jest fakt, iż Ihsahn stworzył ten album praktycznie sam. Właściwie śmiało można uznać Prometheusa za solowy projekt tego pana, gdyż to on napisał przepiękne liryki i muzykę na płytę, nagrał partie basu, większość gitar, klawisze oraz oczywiście wokale. W dodatku zajął się produkcją tego dzieła. Jednym słowem geniusz.
O pieśniach zawartych na albumie można rzec jedno - bardzo dobre z dwoma wyjątkami. Mianowicie chodzi mi o The Eruption i The Prophet. Obie są wspaniałe oraz chwytają za serce. Gdyby Emperor grał jeszcze jakieś koncerty to bankowo te utwory byłyby szlagierami. Na szczególną uwagę zwraca także linia wokalna. Ihsahn potrafi wydać z siebie wręcz nieziemskie odgłosy, wrzaski, ryk a także przepięknie zaśpiewać swoim czystym głosem.
,,...Now That I Am gone, Lay thorns On My Grave"
Heh, szczerze mówiąc mam dziwne uczucia pisząc tą recenzję. To tak jakby napisało się pochwalną relację z pogrzebu najlepszego przyjaciela. Tak, przyjaciela, bowiem Emperor to nie była zwykła kapela black metalowa jakich obecnie mamy multum. Z pewnością nie! Muzyka Ihsahna, Samotha i Tryma jest czymś o wiele wartościowszym aniżeli przyziemne sprawy. Liczy się tylko honor i duma!
W każdym razie Emperor odszedł w chwale na jaką bezapelacyjnie zasłużył.
Cóż jeszcze mogę dodać? Chyba tylko, że warto nabyć Prometheusa do własnej kolekcji.
POLECAM
Ocena: 9/10