Children Of Bodom
"Something Wild"

Children Of Bodom - 'Something Wild'
spis utworów:
  1. Deadnight Warrior
  2. In The Shadows
  3. Red Light In My Eyes pt. 1
  4. Red Light In My Eyes pt. 2
  5. Lake Bodom
  6. The Nail
  7. Touch Like Angel Of Death

ocena:
-9/10

"Something Wild" to pierwsza płyta z charakterystycznym Reaperem na okładce, fińskiej kapeli metalowej Children Of Bodom. Bardzo często jest tak, że debiutanckie albumy wielu zespołów są naprawdę świetne, nie inaczej jest tym razem. Płytę charakteryzują świetne partie gitarowe w wykonaniu Alexiego. Cechą wyróżniającą ją spośród późniejszych nagrań zespołu jest mniejszy nacisk na partie klawiszowe (chociaż na "Hate Crew Deathroll" też przystopowali z keyboardem, ale to już temat na osobny artykuł). Dzięki temu album jest trochę bardziej surowy (jak na Children Of Bodom oczywiście), jednak nie jest to jego wadą.

Zastanawiać może natomiast ilość piosenek i długość samej płyty. Na "Something Wild" zamieszczone jest tylko 7 utworów a ich łączna długość nie trwa więcej niż 32 minuty. No, to już jest trochę przegięcie, dłuższe longplaye były wydawane nawet kiedyś na winylach (a te jak wiadomo mają mniejszą pojemność niż płyty CD). Jednak na samą zawartość nie sposób narzekać, gdyż, jak zwykle zresztą w przypadku CoB, jest ona po prostu znakomita.

Pierwszy kawałek to "Deadnight Warrior", który od razu daje takiego kopa, że ja nie mogę! Jest dość krótki (3 minuty, ok. 20 sekund, ale tak naprawdę zaczyna się dopiero gdzieś od połowy minuty). Tak, ta wszędobylska krótkość to największa wada płyty. Mimo wszystko jednak kawałek świetny, nie ma co! Potem na arenę wkracza "In The Shadows". No, tu już jest trochę dłużej i nawet lepiej. Jest trochę więcej klawiszy, znowu cudownie zgrywają się one z solówkami gitary elektrycznej. Jest to jeden z lepszych utworów na płycie. Jednak najlepszy jest chyba kolejny kawałek, mianowicie "Red Light In My Eyes pt.1". Bardzo często zmienia się w nim melodia i szybkość muzyki. Od agresywnego "naparzania" po spokojne, niemalże liryczne deklamowanie słów. Jeden z najlepszych utworów w dorobku zespołu! Jego druga część też jest niezła, nie dorównuje jednak pierwszej. Właściwie to już całkowicie inny utwór, więc to chyba zrozumiałe. Następna piosenka to "Lake Bodom". Intro do niej jest jednym z najlepszych jakie kiedykolwiek słyszałem. Muszę powiedzieć, że już wcześniej pokładałem w tym utworze wielkie nadzieje (ściągnąłem sobie z internetu MID'a tej piosenki i mi się spodobał (co jest nie lada wyczynem, gdyż raczej nie jestem fanem formatu MIDI :P)). W każdym bądź razie troszeczkę się zawiodłem, ponieważ w dalszej części utworu jest już trochę mniej ciekawie niż na początku, co nie znaczy jednak, że "Lake Bodom" jest złą piosenką. Zaprawdę powiadam wam, należy ją posłuchać :D. Kolejnym utworem jest "The Nail". Zaczyna się dość przydługawymi szumami i monologiem jakiegoś kolesia, co trzeba przyznać, w jakimś stopniu buduje klimat. Po tym wchodzi gitara i zaczyna się normalna już piosenka. Bardzo dobra pozycja. Płytę zamyka utwór "Touch Like Angel Of Death". Jest to jeden z moich faworytów jeżeli chodzi o tą płytę. Naprawdę godny przesłuchania.

Jak łatwo można wywnioskować z powyższej recenzji, Children Of Bodom bardzo dobrze zadebiutowało tym albumem. Ocena byłaby pewnie trochę wyższa gdyby nie ta długość płyty. Owszem, stawiam na jakość a nie na ilość, ale są jednak pewne granice. Dlatego dziewiąteczka z maleńkim minusikiem.


© Copyright by Gnu

data: [15.01.2004]

gnu@tenbit.pl