Children Of Bodom
"Hatebreeder"

Children Of Bodom - 'Hatebreeder'
spis utworów:
  1. Warheart
  2. Silent Night, Bodom Night
  3. Hatebreeder
  4. Bed of Razors
  5. Towards Dead End
  6. Black Widow
  7. Wrath within
  8. Children of Bodom
  9. Downfall

ocena:
10/10

Każdy z nas ma w swojej kolekcji płyt/mp3 album, który darzy szczególnym szacunkiem i uznaniem. Album, który silnie odcisnął się w pamięci słuchacza, który zmienił (choć trochę) jego postrzeganie muzyki. Album od którego być może zaczynał swoje obcowanie z muzyką, czy danym jej gatunkiem. Jak łatwo można się domyślić, patrząc na ocenę jaką wystawiłem temu krążkowi, taką płytą jest dla mnie "Hatebreeder" znanej i lubianej fińskiej grupy metalowej Children Of Bodom. Co jest w niej takiego niezwykłego? Hmmm... trudno powiedzieć, jednak jest ona według mnie pretendentem do miana płyty idealnej. O samej zawartości krążka wypowiem się nieco później, najpierw jednak opowiem Wam jak ja zareagowałem po pierwszym jej wsłuchaniu. Lojalnie uprzedzam, że teraz będzie trochę prywaty, jednak fragment ten da pełniejszy obraz moich pobudek dzięki którym wystawiłem taką a nie inną ocenę.

Otóż parę lat temu, kiedy słuchałem JUŻ muzyki rockowej, ale JESZCZE NIE trawiłem metalu przeczytałem o Children Of Bodom, że jest świetnym zespołem muzycznym. Jako, iż nawet Eld, który często udzielał się niegdyś w Kąciku Muzycznym, chwalił ten zespół (ba, nawet przez jakiś czas nosił ksywkę wywodzącą się z nazwy tej grupy) postanowiłem sprawdzić z czym to się je. Zorganizowałem sobie taką zieloną płytkę, włożyłem do discmana i... poczułem się jakbym słuchał muzyki klasycznej. Tak, muzyki klasycznej, gdyż każdy element, każdy nawet najmniejszy i najcichszy dźwięk został zagrany po prostu perfekcyjnie! Nigdy wcześniej nie słyszałem takich solówek gitarowych, nie wiedziałem, że możliwa jest tak udana symbioza pomiędzy gitarą elektryczną a klawiszami. Obraz grupki spoconych, nieogolonych i owłosionych kolesi z wiosłami w łapach i w czarnych wdziankach już nigdy nie nawiedzał mojej łepetyny, gdy tylko usłyszałem wyraz "metal". Zrozumiałem, że ta muzyka nie jest taka nieskomplikowana jak wydawało mi się na początku. No, teraz już wiecie, że płytka naprawdę przypadła mi do gustu, przejdźmy więc do opisu właściwego.

Na płycie znajduje się dziewięć "wypasionych na maxa" kawałków, które trwają łącznie... około 38 minut (sic!). Nie jest to na pewno imponująca długość płyty, jednak ja stawiam nie na ilość, ale na jakość. A ta, co tu kryć, jest powalająca! Fakt, jest to płyta krótka, jednak nie ma na niej żadnych elementów granych "na siłę", które mają tylko przedłużyć nasze doznania związane z obcowaniem z albumem. Jest to po prostu esencja muzyki, sam miód!

Album otwiera utwór pt. "Warheart" i już pierwsze jego dźwięki zachwycają. Świetne intro utworu. Już nawet nie mówię o słowach go otwierających. Jako ciekawostkę podam, że pochodzą one z filmu biograficznego o Amadeuszu Mozarcie, bodajże pt. "Amadeusz", ale nie jestem pewien (gdybyście widzieli moją reakcję gdy podczas oglądania tego filmu je usłyszałem... jej, niesamowite). Jak widać moje skojarzenie z muzyką klasyczną nie było wcale takie bezsensowne. Po interku następuje zmiana melodii, co jest częstym zabiegiem stosowanym przez chłopaków znad Bodom, przez co płyta nie ma prawa się szybko znudzić. Nie można na pewno powiedzieć o niej, że jest zagrana na jedno kopyto i nie da się odróżnić jednej piosenki od drugiej. Z całą pewnością "Warheart" to jedna z lepszych piosenek na krążku. Już po pierwszym jej przesłuchaniu można stwierdzić, że Children Of Bodom to zespół bardzo melodyjny, charakteryzujący się świetnym warsztatem muzycznym i niewiarygodną wręcz techniką gry. Widać, że nie są to jacyś laicy. Po "Warhearcie" następuje "Silent Night, Bodom Night". Niech was nie zmyli tytuł, to nie jest na pewno "Cicha noc" ani żadna inna kolęda. Jest to kolejny świetny utwór na płycie (tak mogę powiedzieć o wszystkich piosenkach :)). Nizła solówka. Potem na arenę wkracza tytułowy "Hatebreeder". Piosenka rozkręca się i pod koniec znów możemy usłyszeć niezłą solówkę, która nadaje się idealnie na zakończenie utworu. Po tytułowej piosence można usłyszeć charakterystyczne dźwięki przypominające grę na harfie. Tak, to "Bed of Razors" i wszystko jasne :P. Następny jest "Towards Dead End". Po prostu znakomity początek, charakteryzujący się szybkim tempem, podwujnym basem i długaśnym, skomplikowanym riffem (choć nie jestem do końca pewien czy to jesczcze przydługawy riff, czy już solówka). Boskie. Dalej też nie jest gorzej, świetny moment kulminacyjny w którym Alexi wykrzykuje słowa "Kill me, hurt me, fuck me, rape me, you won't have me!". Boooskie. Następnie jest czarna wdowa, czyli "Black Widow". I co ja tu mogę powiedzieć, też bardzo dobry kawałek, może nie tak świetny jak "Towards Dead End" czy "Children of Bodom", jednak i tak niezły. Następny w kolejce jest "Wrath within". Nie wyróżnia się on niczym szczególnym, jednak nie można powiedzieć, że jest przeciętny, or something (wild :)). Po prostu solidna, rzemieślnicza robota, a może nawet i coś więcej. Kolejny, przedostatni już utwór to "Children of Bodom". I co ja tu mogę powiedzieć, piosenka po prostu wymiata, bez dwóch zdań! Jedna z najlepszych o ile nie najlepsza piosenka Childrenów. Świetny początek, w którym czuć wielki power i rock and roll! Dalej wcale nie jest gorzej. Tego po prostu trzeba posłuchać. Polecam (jak zwykle zresztą :)) wszelkiej maści solówki czy to gitarowe, czy też keyboardowe. Jest to najdłuższy kawałek na płycie. Płytę zamyka "Downfall", wcale nie gorszy od pozostałych. Był taki okres w którym puszczałem go sobie na okrągło. Wyrrrrrąbiste!

Tak oto dotarłem do końca opisywania tej jakże znaczącej dla mnie płyty. Jeżeli słuchasz porządnej muzyki metalowej to pewnie i tak już ten krążek znasz, jednak jeżeli jeszcze go nie słyszałeś to koniecznie zorganizuj go sobie. Kub go, pożycz od kolegi, nie wiem, po prostu wysłuchaj go! Naprawdę warto, nawet jeśli growl działa na ciebie jak sól na ślimaki (ja też go kiedyś nie trawiłem, a teraz nie wyobrażam sobie Children Of Bodom bez niego). No, czemu jeszcze to czytasz, zasuwaj do muzycznego!


© Copyright by Gnu

data: [05.01.2004]

gnu@tenbit.pl