Arch Enemy - "Wages Of Sin"
Palce chaotycznie biegają mi po klawiaturze, w myślach mam bałagan, a na widok pewnej płyty w czerwonej oprawie ślinię się i nie mogę usiedzieć na miejscu. A wszystko przez album szwedzkiej grupy Arch Enemy i jej piękną wokalistkę Angelę Gossow. Szwedzi udowadniają nam, że czasy Abby dawno już minęły i
w muzyce tej skandynawskiej nacji nie ma miejsca na milusińskie wokale.
Nie będę oryginalny, bo w cieniu tej płyty i tak każda oryginalność nic nie znaczy, i powiem to, co mówi każdy recenzent w kontekście "Wages Of Sin": ale ta babka ma głos! Angela sprawia mylne wrażenie niczemu niewinnej
blondynki, a to co pokazuje za mikrofonem w Arch Enemy nie może się równać niczemu. Wydobywa ona z siebie gardłowe blasty, opętańcze wrzaski z łatwością faceta o naprawdę solidnym stażu w tej materii. Jeszcze nigdy nie słyszałem, aby kobieta tak "śpiewała". Pamiętam jak długo trwałem w osłupieniu nie mogąc uwierzyć, że
wokalistką jest właśnie przedstawicielka płci pięknej! Totalna masakra! Ale to nie wszystko. Niesamowity wokal dopełnia
arcywspaniałe instrumentarium. Nie wiem z kim zawarli pakt muzycy Arch Enemy, nie wiem co wypili przed nagraniami, ani czego też słuchali - nie wiem i wiedzieć nie chcę. Przy tej płycie blednie cały
geniusz szwedzkiej sceny. Nawet mocno przeze mnie upodobany "Clayman" In Flames nie jest wstanie zagrozić pozycji "Wages Of Sin", któremu wg mnie należy się miano najlepszego krążka rodem ze Szwecji, a kto wie czy
tylko ze Szwecji...
Jakaż energia i siła burząca tkwi w tej muzyce. Po krótkim wprowadzeniu do albumu w postaci miłego dla ucha, ale jakże mylącego co do dalszej części partii
fortepianu następuje ostre i siarczyste wejście perkusji, a za chwilę szybkiego melodyjnego riffu - to pierwszy utwór "Enemy Within". Cóż za symfonia spływa na moje uszy wraz z rozpoczęciem kolejnego kawałka
"Burning Angel", po nim kolejne wgniatające w ziemię głazy w postaci takich
arcydzieł jak "Heart Of Darkness", "Ravenous" czy "Savage Messiah" - pięć pierwszych numerów to akustyczna burza. Reszta także jest wspaniała.
Prześwietny "Behind The Smile", delikatny przerywnik
instrumentalny "Snow Bound" czy "Shadow And Dust" to obok pierwszych pięciu
utworów najjaśniejsze punkty krążka. A trzeba wiedzieć, że tutaj nie ma słabych piosenek!
Na "Wages Of Sin" mamy świetny obraz muzyki powstałej z połączenia szwedzkiej sceny death metalowej i
heavy\thrashu. Ostre jak brzytwa gitary, cudowne solówki, podkreślające inspiracje muzyków grupami NWOBHM czy też
świetne kanonady perkusyjne stanowią ozdobę muzyki. O ile często In Flames próbowało
umelodycznić wokale, to w Arch Enemy przede wszystkim stawia się na agresywny growling Angeli i warsztat duetu gitarzystów - braci Michaela i Chris Amottów. Mamy na "Wages Of Sin" wszystko co w muzyce metalowej najlepsze, a więc agresję, znakomite solówki rodem z nagrań heavy metalowych i cały czas te mocne acz chwytliwe riffy. Arch Enemy trąci trochę z thrash metalu, można się doszukiwać wpływu prekursorów nurtu melodyjnego death jak Dark Tranquillity czy At The Gates - ale jednak te wszędobylskie melodyjne zagrywki wyjęte z
płyt Iron Maiden nakreślają styl autorów "Wages Of Sin", który w wielkim skrócie można nazwać heavy metalem z growlingiem. Dla mnie jest to
jedna z najlepszych rzeczy jaka powstała w ogóle, zbiór najbardziej
smakowitych kąsków w metalu, a przede wszystkim niesamowicie kopiąca w dupę muzyka. Polecać wypada mi tę płytę wszystkim fanom klasycznych odmian metalu, melodycznego deathu i innej czadowej jazdy. Cudo!
Ocena: 10/10.
© PhantoM <phantom777@o2.pl>
Copyright by © PhantoM 2004