NIRVANA
"Nevermind"
Większość recenzji ''Nevermind'' - jakie czytałem oczywiście - zaczynają się : ''Trudno jest recenzować tę płytę legendę...'' czy coś w tym stylu. No dobra reckę trzeba jakoś zacząć, a tu 22:27. Khmm... Swoją przygodę z Nirvaną rozpocząłem dosyć dawno bo gdyby nie to że moja siostra jej słuchała i miała ''tę kasetę legende'', to bym tak wcześnie jej (Nirvany) nie słuchał. Oczywiście teraz to mam płytę, jakoś ta kaseta tajemniczo mi zniknęła. Koniec kiepskiego wstępniaka, kiepskiej recenzji.
Po wydaniu ''Bleach'' (świetna płyta)Nirvana trafiła pod opiekę wytwórni ''Geffen''. A chyba wiecie co za tym idzie. No, dobra może nie wszyscy. ''Sub Pop'' (czyli poprzednia wytwórnia) miała problemy finansowe, więc Kurt i spółka, chcąc wydać płytę, musieliby wyłożyć na nią trochę kasy. Jednak po wielu staraniach zostali zauważeni przez większą wytwórnię. I tak oto przedstawiała się historia z wytwórniami. Na płycię jest więcej piosenek skierowanych do większości osób. Popowe melodie i ostre gitarowe granie razem dały coś niesamowitego. Na ''Bleach'' najlepiej przyjmowaną piosenką na kocertach był ''Love Buzz''. Na ''Nevermind'' prawie każda piosenka jest tak dobrze odbierana. Począwszy od ''Smells Like Teen Spirit'' aż po Something... pfu ''Endless, Nameless''. Sorry za pomyłkę.
Większość osób interesująca się twórczością Nirvany zna pewnie historię kawałka ''Smells Like Teen Spirit''. Otóż jedna z koleżanek Kurta namalowała na murzę napis Kurt Smells Like Teen Spirit. Kurt uznał to jako komplement, bo myślał że pachnie jak nastoletni duch. Otóż była w tym odrobina humoru koleżanki, która miała na myśli śmierdzący dezodorant ''Teen Spirit''. Jednak tkwiła w tym pewna aluzja o której nie wiedzą wszyscy fani, gdyż Kurt w tamtym czasie spotykał sięz pewną dziewczyną o imieniu Tobi(Po zerwaniu z Tracy oczywiście). Tobi używała ''Teen Spirit'', a według kumpeli Kurta śmierdział jak ''Teen Spirit'' , bo się przespał z Tobi uff... Mam nadzeje, że wszystko zrozumieliście. Teraz przejdę do opisu utworów otóż jest ich 12 plus jeden ukryty. Wspomniany wcześniej ''Smells Like Teen Spirit'' odniósł największy sukces, to wszystko dzięki wspaniałemu początkowemu riffowi i świetnym, wykrzyczanym refrenie. ''Lithium'' to utwór który przeszedł wiele mutacji jednak ta jest najbardziej melodyjna. Te wersje, które ja mam są bardzo zróżnicowane, jedna zagrana na gitarze akustycznej, druga zagrana na całkowitym przesterze. I to właśnie w tej pierwszej wersji granej z przesterem ''Lithium'' brzmiał bardzo surowo, chaotycznie, niemelodyjnie, jednak tak naprawdę ''Lithium'' poprzez swoją melodię może wciągnąć każdego. ''Polly'' historia zgwałconej dziewczyny.Ta piosenka pierwotnie była nagrywana na gitarze elektrycznej, jednak ta wersja jest najbardziej odpowiednią, żeby wejść na tą płytę. Świetną piosenką według mnie jest również ''Something In The Way'' z udziałem wiolonczeli. Wymieniłem najlepsze według mnie piosenki, jednak pozostałe są równie dobre. Dziwnie bym się czół wywyższając jakąś jedną piosenkę. Na Nevermind wszystkie piosenki są bardzo dobre. ''In Bloom'' (pozdrowienia dla redaktorki Nirvana Corner, może coś tam do was skrobnę) był jednym z czterech singli promujących album. Powiem wam, spełnił swoją rolę, nie to że tekst jest świetny(''sprzedaj dzieci za jedzenie''), to jeszcze ten zawalisty refren, zawaliste zwrotki i na koniec zawalista solówka(czy nie macie wrażenia że za dużo tu zawalistych rzeczy). ''Come As You Are'' to już inna bajka. Wspaniała ballada(wygrywam ją ciągle na swoim nowym akustyku, którego dostałem od świętego mikołaja he,he), która oprócz swojej pięknej melodii, zawiera również tekst do którego powinni stosować się wszyscy. Odjazdowymi kawałkami są również ''Breed'' i ''Territorial Pissing''. Wiecie co, one jakoś tak odstają od reszty. Nie znaczy to że są gorsze, po prostu są inne. Lubię również ''Drain You'' za to jak fajnie wypada na koncertach. Ta piosenka ma świetną melodię, która dla osób lubiących muzykę pop może się spodobać. Tak, Tak przedstawie już wam ''Lounge Act''. Ten utwór był moim numerem jeden jeśli chodzi o Nirvane, jednak gdy usłyszałem ''Dumb'' zmieniłem zdanie. Jak słuchacie ''Lounge Act'' to ustawcie głośność na maksymalną, a wtedy na początku utworu usłyszecie śmieszne ''beczenie''(co znowu beczenie !?Przecież było w poprzedniej recenzji). ''Stay Away''(bardziej podobał mi się wczesny tytuł tej piosenki, ''PAY TO PLAY'') i ''On A Plain'' to utwory najbardziej popowe na tym albumie. Są fajne. Przy słuchaniu albumu dochodzimy do takiego momentu w którym ''Something In The Way'' się kończy i nastaje cisza. O co chodzi przecież napęd CeDe chodzi (fajnie wyszło mi to zdanie ha,ha). Włączamy swojego Winampa i przewijamy końcówkę Something... o 10 minut do przodu i... BUM!!! Nastaje chaos, Kurt się drze, wszystko wariuje tak, tak to oczywiście ''Endless, Nameless''. Wujek Toorock opowie wam historię tego kawałka. Gdy zespół pracował nad kawałkiem ''Lithium'' Kurtowi nie wychodziła gra na gitarze. Wkurzył się chłopak i zaczął maltretować swoją gitarę, po chwili pozostali członkowie kapeli dołączyli się do niego i tak oto powstał Chocapic... sorry ''Endless,Nameless''. Fajny jest szczególnie pod koniec, gdy gitara już ledwo żyje. No dobra koniec już opisywania wszystkich kawałków. Powiem wam, że jak dacie ten album w ręce kogoś kto nie lubi Nirvany, na pewno po przesłuchaniu jego ją pokocha. Wiecie o czym to świadczy? Nie wiecie!? No dobra, wystawiam albumowi Nevermind ocenę -10/10.
Rok wydania: 1991
Produkcja: Butch Vig i Nirvana
Wytwórnia: Geffen
Skład: Kurt Cobain, Chris Novoselic, Dave Grohl
Album zawiera :
1. Smells Like Teen Spirit
2. In Bloom
3. Come As You Are
4. Breed
5. Lithium
6. Polly
7. Territorial Pissings
8. Drain You
9. Lounge Act
10. Stay Away
11. On A Plain
12. Something In The Way + Endless,Nameless
PS.1 Pozdrowienia dla całej redakcji KM i Metallica,Nirvana Corner i jeszcze dla Nirvanki(cze Sylwia).
PS.2 Gdy pisałem reckę słuchałem recenzowanego albumu, serio! Nie wierzycie?No, dobra słuchałem również zrzędzenia siostry i swojego brzdąkania na gitarze.
PS.3 Koniec.