MICHAEL CRICHTON - "Człowiek terminal"

  

Właśnie skończyłem czytać powieść Michael’a Crichton’a pt. ”Człowiek terminal”. Dlatego też postanowiłem zaraz po przeczytaniu napisać tą recenzję i podzielić się z wami moimi przeżyciami i obiekcjami na temat tej właśnie książki (aż taka zła...?:) - m.).

Akcja rozgrywa się w marcu 1971 roku. Jest to generalnie historia, która toczy się w ciągu zaledwie pięciu dni. Do szpitala w Los Angeles trafia Harry Benson. Z pozoru nie widać u tego człowieka żadnej choroby, jednak w rzeczywistości cierpi on na epilepsję psychomotoryczną. Pewnie nikomu z was nic nie mówi ta nazwa. A więc nasz bohater dostawał silnych napadów, w wyniku czego nie mógł siebie samego kontrolować i zaczął wszystko niszczyć a także atakować ludzi, po czym budził się w dziwnych miejscach i nie wiedział jak tam trafił. Dlatego też do szpitala przywiozła go Policja, na dodatek skutego kajdankami. W momencie kiedy Benson trafia na oddział poznajemy wielu lekarzy, którzy mają swoje smutki jak i radości. Dowiadujemy się także iż ich życie nie jest usłane różami i w rzeczywistości są to dosyć samotne osoby. Na następny dzień zostaje zaplanowana operacja, polegająca na wszczepienu do jego mózgu specjalnych elektrod oraz na prawe ramię specjalnego mechanizmu, który jest promieniotwórczy. Dla ciekawostki taka operacja zostaje po raz pierwszy przeprowadzona na człowieku, gdyż wcześniej robiono je tylko na małpach i wyniki nie były zbytnio optymistyczne. Zabieg zostaje pomyślnie przeprowadzony , jednak po tym kiedy wszyscy są zadowoleni iż po raz pierwszy udało się dokonać tego na człowieku staje się coś nieprzewidywalnego. Co się dzieje - tego już wam nie zdradzę, ale zapewniam was iż od tego momentu nie oderwiecie się od książki aż do jej  końca.

Michael Crichton napisał świetną powieść, która zawiera w sobie miks thrillera psychologicznego z małą domieszką s-f. Może momentami nie można zbytnio się doczytać i trzeba powtarzać całe zdania, ale to ze względu na dosyć zawiły i trudny język jaki posługuje się autor. Książkę czyta się bardzo szybko i można całość ukończyć w przeciągu 1-2 dni, a to ze względu także iż ma ona zaledwie 200 stron. Crichton napisał tą powieść przeszło 30 lat temu i w momencie kiedy była ona tworzona przewidział jedną rzecz, a dokładniej operacje prowadzone satelitarnie. Bardzo przypomina mi to Arthura C. Clarke'a który już niejednokrotnie w swych dziełach przewidywał różne wydarzenia/rzeczy które miały miejsce kilkanaście czy kilkadziesiąt lat później.

Podsumowując, pozycja ta jest wręcz idealna dla każdego kto lubi czytać dobre książki a ta na pewno jest co najmniej dobra. Minusów znaczących nie dopatrzyłem się w tej powieści, może jedynie mogę przyczepić się do tego iż jest ona dosyć stara i niektórych rzeczy w dzisiejszych czasach się nie stosuje. Jednak tym niemniej książkę warto przeczytać, choćby dlatego aby zobaczyć jak rozwijała się twórczość Michael'a Crichton'a przez te lata. W mojej hierarchii jest ona bardzo wysoko i mogę wystawić jej ocenę 9+/10.

Ps. Na podstawie książki nakręcono w 1997 roku film o tym samym tytule.

To tyle - RVD!

Powiem szczerze - choć Crichtona lubię (i to bardzo), głównie za Park Jurajski, Kulę i Kongo, to jednak Człowiek Terminal nudził mnie straszliwie. Tak bardzo, że... nie dotarłem nawet do połowy książki! Nie wiem, czego tym razem zabrakło... Po prostu nie zaciekawiła mnie ta książka - a skoro fana(tyka) tego autora nie interesuje - to, hmm... Nie jest dobrze. Nic to, każdy ma wzloty i upadki... - m.