JACEK PIEKARA – „Młot na czarownice”

Skończywszy „Sługę Bożego” (dla niewiedzących: „Sługa” to prequel „Młota…”) poczułem pewien niedosyt. Po prostu chciałem więcej!!! Czym prędzej się więc „wybrałem” do mojej ukochanej księgarni internetowej. Na drugi dzień książka była moja!!!!!!!

Po otwarciu przesyłki moim oczom ukazała się znowu cienka okładka (dosłownie i w przenośni), ale o tym potem. Książka składa się tak jak poprzedniczka z pięciu opowiadań. Naturalnie bohater jest ten sam. W woli przypomnienia: Mordimer Maddedrin - licencjonowany inkwizytor Jego Ekscelencji biskupa Hez – Hezronu. Ponownie śledzimy poczynania jego i jego trzech „goryli”. Opowiadania różnią się trochę od tych ze „Sługi..”. Uświadczymy tu mniej tych soczystych opisików. W ogóle, Piekara zrezygnował z takiej ilości akcji jaką mogliśmy ujrzeć w poprzednim jego dziele. Nie ma więc już tyle seksu, przemocy, krwi itd. Autor zrezygnował z tego na rzecz tajemniczości, spokoju i niepewności. W niektórych momentach wydawało mi się że czytam jakiś „kryminał fantasty”. I nie jest to bynajmniej minus! Książka nabrała dzięki temu swoistego klimatu który nie pozwala się oderwać od niej na pięć minut.. Całość nabrała również więcej humoru (zakończenie drugiego opowiadania, mimo że trochę chamskie, wywołało u mnie napad śmiechu J). Dopatrzyłem się jednak jednego minusa w opowiadaniach. Mianowicie Piekara prawie w każdym z nich powtarza nam o zdolnościach jednego z kompanów Mordimera i jest to taki sam urywek tekstu w każdym opowiadaniu. Rozumiem że opowiadania są skonstruowane tak żeby można je było opublikować oddzielnie, ale to trochę irytuje i trochę traci na tym klimat. Niestety, ponownie nie doczekałem się połączenia linią fabularną (może jeśli ukarze się następna część to się doczekam J).

Wydanie klasyczne dla fabryki słów (mają jednak kilka miłych dla oka okładek J) – miękka okładka i słaba ilustracja. Widnieje na niej niebieskooka kobieta, ubrana w czarną szatę (mam nieodparte wrażenie że to Maryja, ale mogę się mylić). Wokoło niewiasty ognie a za nią krzyż. Jak dla mnie ponownie słabizna. Znalazłem jeszcze jednego buga na końcu książki, na tylnej okładce. Otóż pewien recenzent magazynu „Fantasty” zachwyca się najnowszym dziełem Jacka Piekary. Jest to fragment wycięty z recenzji „Sługi bożego” zamieszczonej we właśnie magazynie „Fantasty”. Trochę to śmieszne. J

„Młot na czarownice” różni się trochę od „Sługi Bożego” jednak wcale mu to na złe nie wychodzi. Książkę pochłania się jeszcze szybciej niż wcześniejszą część. Ponownie jestem na tak!!! 

necrid

  P.S Reckę pisałem dla tych którzy albo przeczytali „Sługę Bożego” albo moją recenzję tejże właśnie książki. Doszedłem do wniosku że nie ma sensu pisać dwa razy to samo.

P.S2 necrid@o2.pl