ANDRZEJ PILIPIUK - „Kuzynki”
Był wspaniały piątkowy ranek. Jako że jutro miały być mikołajki, postanowiłem zakupić kilka dobrych „fantastyk”. Niestety „Brodaty Święty” nie przyniósł mi kasiorki, przez co miałem niemałe problemy z odebraniem przesyłki J. Jednak udało mi się zdobyć fundusze (dzięki, babciu J). I powiem szczerze: opłacało się robić tyle zamieszania tylko dla tej jednej książki.
Od razu uprzedzam, że „Kuzynki” są całkowicie wolne od Jakuba Wędrowycza. Przyjęło się, że mówisz Pilipuk myślisz Wędrowycz i na odwrót. Jednak brak Jakuba i spółki wyszedł tej miodnej pozycji na dobre .Książka opowiada o pani pracującej w CBŚ-u. Niewiasta ta testuje najnowszą aparaturę pozwalającą na odnalezienie i identyfikację dowolnej osoby znajdującej się w przeogromnej bazie danych. Pewnego dnia wyżej wymieniona kobieta postanawia odszukać swoją krewną. Gdy znajduje ją baza danych okazuję się, że szanowna kuzynka ma parę wieków na karku. Jakby tego było mało do akcji wkręca się hrabianka -wampirka z Bałkanów, która jak się okazuje również ma spore doświadczenie życiowe. Głównym celem tej kobiecej trójcy jest odnalezienie alchemika, który posiadł tajemnicę kamienia filozoficznego (odnalezionej kuzynce skończył się prawie cały zapas, przez co może skończyć swe dość długie życie). W pewnym momencie dochodzą czarne charaktery i, jak mówi pewna piosenka disco polo, robi się impreza na full. J
Powieść jest świetna. Na jej stronach krzyżują się komputer i szabla oraz kałasznikow i sztylet (trochę zmieniony cytat z tyłu książki). Całość jest napisana w bardzo łatwy do przetrawienia sposób oraz przesycona inteligentnym humorem, przez co nabiera jeszcze lepszego smaku.
Teraz o wydaniu. Książka ma prawie 300 stron i jak przyzwyczaiło nas wydawnictwo Fabryka Słów - miękką okładkę. Dla mnie właśnie to okładka jest największym i jedynym minusem. Nie dość że miękka to jeszcze przedstawia jedną z bohaterek (w takiej smętnej pomarańczowej scenerii) i XIX wieczny „czajnik” do herbaty. Po czymś takim można się spodziewać taniego obyczaju a nie wciągającej fantastyki. Książka kosztuje niewiele ponad 25 złotych.
Podsumowując: powieść jest warta swojej ceny. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli ktoś zniechęcił się do Pilipiuka przez Wędrowcza to na pewno zmieni swój stosunek do tego jednego z najlepszych fantastów polskich. Fanatykom Wędrowcza (sam nim jestem) książka również przypadnie do gustu. Po prostu miód!!!!!!!!!!!!!!!
Książki nie czytałem, ale widziałem okładkę - i co do jej oceny zgodzić się nie mogę. Uważam, że jest bardzo ładna, nieco może upiorna w swej stonowanej kolorystyce i zachęca do kupna książki, nieważne z jakiego gatunku by była (choć nazwisko autora może o tym co nieco powiedzieć, a zresztą zawsze pozostaje tekst z ostatniej strony). - m.