J. R. R. TOLKIEN - "Hobbit"
W dzisiejszych czasach, fantasy uległa już tak dosadnej komercjalizacji że gdy powiesz Tolkien, to nawet największy debil, nie znający się w ogólne na książkach będzie wiedział o kogo mnie więcej chodzi. Tak, to przecież ten zgrzybiały dziadzio co napisał Władcę Pierścieni, no nie? Fajoski filmik, super sceny walki, no a te efekty specjalne/komputerowe, aż mi szczena z wrażenia opadła. Wiesz co, a słyszałem że to niby na podstawie jakieś książki nakręcone, czy jakoś tak, nie? Taaaa... a wiesz ile ta książka ma stron? Ponad tysiąc chłopie, tyle to by ci chyba z miesiąc zajęło.... No nie p****** aż taki po(kręcony, powiedzmy - m.) to ja jeszcze nie jestem żeby tyle czytać, wolę film se 'oglondnąć'. Żenujące, nieprawdaż?! Jednak jakie prawdziwe, porozmawiajcie chociażby ze swoimi kumplami/kumpelami a mogę się założyć, że wcale nie usłyszycie coś wielce innego. A jeśli już by się zapytać, takiego delikwenta, co to 'Hobbit", co to 'Silmarillion', to ujrzycie zapewne tylko opuszczoną w dół koparę i nic więcej. Tak się jednak składa, że żeby zrozumieć wszystko o co chodzi w LotRze same trzy tomy podstawowe niestety nie wystarczą! Trzeba jeszcze dodatkowo, chociażby w stopniu minimalnym poznać wydarzenia napisanego wcześniej 'Hobbita', a trzeba ci bowiem drogi czytaczu wiedzieć, iż jest to książka równie urodziwa co sam Władca. Dlaczego (?), czytajmy dalej...
Głównym bohaterem "Hobbita" czyli tam i z powrotem jak mówią inni, jest nie kto inny jak stryjaszek Froda, czyli Bilbo Baggins. Bilbo jak przystało na porządnego hobbita w swoim pięknym, spokojnym, sielankowym życiu stroni od wszelkiej maści przygód czy też niebezpieczeństw. Jednak pewnego dnia sytuacja ulega diametralnej zmianie, kiedy to do chatki naszego poczciwego hobbita ładuje się jakiś zdziwaczały czarodziej o ksywce Gandalf z bandą obleśnych krasnoludów z Thorinem Dębową Tarczą na czele. Po omówieniu spraw ważnych, o których dowiecie się czytając książkę :P, cała hałastra wyrusza na podbój góry samotnej, zamieszkiwanej przez okrutnego Smauga - paskudnego smoka, jakby ktoś nie wiedział. Oczywiście sprawa nie wygląda tak pięknie jak chociażby ja ją przedstawiłem, dlatego też w wędrówce do zamierzonego celu przeszkadzają im, nie tylko różnego typu potworasy jak wargowie czy też gobliny, ale także ci najgorsi i najbardziej przerażający tzn. ludzie ;). Czyli mówiąc krótko przygód na pewno nie zabraknie, a nagroda wciąż czeka - zatem w drogę, towarzysze...
Książka z którą przyszło mi obcować już dobrych parę lat temu zachwyciła mnie, co pamiętam do dzisiaj nawet, powalającymi opisami przyrody, krajobrazu... świat przedstawiony przez Tolkiena jest po prostu magiczny. Śródziemie urzeka i nikt mi nie powiem, że tak nie jest! Po prostu kiedy już zagłębisz się po uszy w świat tworzony przez mistrza, to będzie z początku przynajmniej, w jakiś tam sposób onieśmielony czy też oczarowany. Tak, książka na pewno w pierwszym kontakcie jest czytelnikowi jak najbardziej miła. Ach, te powalające sceny walki, potyczek, ucieczek wszystko to przeżywa się tak bardzo że nawet tchu nie wystarcza aby przerzucać kolejne strony. Jednak kiedy już ukończycie swoją przygodę z "Hobbitem", na pewno zorientujecie się moi drodzy, patrząc już nieco bardziej obiektywnie, iż książka niewątpliwie, tak jak to mówi znakomita większość wymienionych we wstępie osób, do wybitnych nie należy. Osobiście czytając teraz omawianą powieść po raz drugi, byłem przerażony tym z czym miałem do czynienia! Cały ten wielki magiczny świat wydał mi się niczym innym jak tylko i wyłącznie zwyczajną prostacką bajeczką dla dzieci, a te wieśniacko-sielankowe klimaty przyprawiały mnie nawet, jako czytelnika jak najbardziej odpornego na głupawe książki, o ból głowy. No i co chyba najważniejsze akcja na swój własny wybitny sposób jest tak bardzo liniowa, że czytając praktycznie zawsze wiesz co wydarzy się za chwilę (liniowa akcja w książkach, hmm... Przewidywalna, rzekłbym - m.). Zawsze nasz strachliwy, wiecznie głodny, roztargniony Baggins wyjdzie z opresji cało, co więcej nie ma tu mowy o jakichkolwiek stratach. Jakby władca pierścieni był utrzymany w klimatach "Hobbita" to cała wielka wojna o pierścień zakończyła by się pewnie nokautem w pierwszej rundzie na skazanym już z góry na porażkę i tak Sauronie, a Theoden, Boromir i cała reszta poległych miałaby pod koniec książki się równie dobrze co Gadnalf czy Frodo! Powiedzmy to sobie w końcu w oczy, cukierkowość "Hobbita" wręcz przeraża! Może to i przez to że wielkim fanem fantasy niestety nie jestem, a poza horrorem nie widzę zbyt wiele, jednak swego czasu bardziej bałem się o los głównego bohatera w "Harrym Potterze i komnacie tajemnic" niż w "Hobbicie". To co zapewne godne uwagi w książce po za znakomitą narracją, to także całkiem przyzwoicie przedstawiona metamorfoza, czyli przeistoczenie głównego bohatera. Ostatni raz z czymś takim spotkałem się nigdzie indziej jak w 'Potopie' Sienkiewicza, natomiast tutaj jest równie dobrze co u naszego znakomitego noblisty. To w jaki sposób nasz kochany (bo jakże go nie pokochać ;)) Bilbo w miarę upływu kartek przeistacza się w dzielnego, szlachetnego i mężnego Hobbita przez duże "H" jest naprawdę imponujące. Jednak z kolei patrząc nieco w drugą stronę można by stwierdzić, że reszta bohaterów to tylko nic innego jak uzupełnienie postaci głównego bohatera. A chciało by się dowiedzieć czegoś więcej o Gandalfie, Thorinie... czy też chociażby o ostatnim przetrwałym smoku czyli Smaugu (tak się to piszę?).
Cóż, szkoda naprawdę wielka SZKODA, czytając po raz drugi w swym życiu tą książkę myślałem, iż "Hobbit" jeszcze raz urzeknie mnie tym, czym wprost zaczarował mnie w dzieciństwie... a tu nic :(. Lektura jest wg mnie pozycją co najmniej średnią, przeznaczoną głównie dla osób młodszych, którym "Tam i z powrotem" się na pewno spodoba (NAJMNIEJ średnią? No to nie jest źle.. - m.). Mimo wszystko jednak polecam, chociażby dla znakomitych, powalających rozmachem opisów krajobrazów... ale czy to wystarczy?
mrc2oo2