Mimo swego niewątpliwego geniuszu, Agatha Christie pisała - oprócz takich dzieł jak np. "Dziesięciu Murzynków" - także książki mniej ciekawe... I to właśnie do takich zaliczyć można tytuł "Pani McGinty nie żyje" - niestety...
Niestety - piszę ponieważ w tej książce drzemie ukryty potencjał, który - moim zdaniem - został przez panią Christie nie do końca wykorzystany. A wszystko to dzięki fabule, która została przemyślana tak doskonale a jednocześnie tak nieumiejętnie przedstawiona. Pomysł na historię był NAPRAWDĘ IDEALNY!!! Człowiek żadko ma okazję czytać książkę przedstawiającą tak wspaniale przedstwione wydarzenia. Dlaczego więc jest to tytuł co najwyżej dobry? Czytajcie, a przekonacie się.
Po pierwsze, fabuła która przedstawia się tak: Pewnego razu znakomity detektyw - Hercules Poirot, wróciwszy wieczorkiem do swojego domu, zastaje jegomościa, którego - jak sobie potem przypomina - zna z dawnych czasów. Człowiekiem tym jest nadinspektor Spence z policji w Kilchester. Nie przybył on bynajmniej do Poirota w celach towarzyskich, lecz ze sprawą... Otóż Spence'owi przyznano sprawę morderstawa pani McGinty. Wszystkie ślady wskazywały na jej współlokatora - Jamesa Bentleya. Jak stwierdziła policja, a następnie sąd był to napad rabunkowy. Bentleya skazano na karę śmierci. Jednak Spence'owi nie wydaje się, by zrobił to właśnie on i dlatego zwraca się z proźbą o pomoc do Poirota. Hercules nie odmawia i jedzie na miejsce rozwiązać zagadkę. Nie będzie to jednak sprawa łatwa, gdyż brak jest śladów oraz świadków... Ale od czego niby jest nieopisany geniusz Herculesa Poirot i jego "małe, szare komórki"?! :)
Może nie wywnioskowaliście tego z powyższych zachwytów, ale fabuła to naprawdę mocna strona tej książki. Ta cała gmatwanina, zupełny brak poszlak i tajemniczość sprawiają, że czyta się ją ze sporą przyjemnością! Dlaczego "tylko"? To właśnie jest ta "ciemna strona"...
Teraz trochę o wadach tej książki... Na szczęście takich jest niewiele. Jedną z nich (ale za to największą) jest zbyt duża ilość dialogów. Ta cała gadanina do niczego nie prowadzi, a i ciekawa też nie jest. Jest to bardzo męczące, zwłaszcza w kryminałach... wiadomo - czytelnik nie może doczekać się jakiegoś "ruchu" w akcji.
Czas na podsumowanie! Pozycja ta jest warta polecenia, zwłaszcza teraz - w te mroźnie, zimowe wieczory, gdy czasu po uszy, a na dworze zbyt zimno, by choćby wystawić za okno czubek nosa. Nie prezentuje ona sobą nic nowego, nic takiego nie wniosła do gatunku kryminałów. Mimo wszystko hisoria Bentleya jest ciekawa i mając na zbyciu parę złociszy możecie ją poznać.
| Plusy: -świetna fabuła!!! -ciekawa i całkiem "przyswajalna" |
| Minusy: -zbyt długie i nic nie wnoszące do akcji dialogi |
| Ocena: 4/6 |