Loty kosmiczne przestały być już dawno zarezerwowane tylko dla bajek z serii science - fiction. Tak samo próby nawiązania kontaktu z cywilizacjami pozaziemskimi - stały się przedmiotem badań naukowych. Drake, znany amerykański astrofizyk, podał wzór, według którego można określić ile wysoko rozwiniętych cywilizacji jest w naszej Galaktyce. Oto ten wzór:
N = n · P1 · P2 · P3 · P4 ·
t1/T
Należy się Wam teraz parę słów na temat tego wzoru:
n - całkowita ilość gwiazd w Galaktyce,
P1 - prawdopodobieństwo, że dana gwiazda posiada system planetarny,
P2 - prawdopodobieństwo powstania życia w tym układzie planetarnym,
P3 - prawdopodobieństwo wykształcenia się z tego życia istot rozumnych,
P1 - prawdopodobieństwo, tego, że istoty rozumne osiągną wysoki stopień techniki,
t1 - średni czas trwania tak zwanej ery technologicznej danej cywilizacji,
T - czas istnienia Galaktyki.
Wiadomo - wzór bardzo ogólny. Jak do tej pory jesteśmy w stanie ogólnie stwierdzić 'P1', bo przecież są odkrywane nowe planety krążące wokół innych Słońc. Reszta jest wielką niewiadomą. Najważniejsze jest to, że mamy podstawę. Teraz nic innego nam nie zostaje jak szukać wyjaśnień cząstkowych na drodze do rozwiązania Całości.
Byłoby to bardzo ekscytujące badać organizmy żywe zamieszkujące inne planety, jaką mają budowę wewnętrzną i zewnętrzną. Nie muszą przecież chodzić tak jak my na nogach, ale unosić się w powietrzu i być otoczone białą poświatą... Znamy przecież najróżniejsze żywe organizmy zamieszkujące naszą planetę: od bakterii, które są prokariotami aż do wielkich drzew, czy waleni będących eukariotami. Musiała być jakaś przyczyna, że wielkie gady ery mezozoicznej wyginęły. Dlaczego? Czy takie ogromne "żyjątka" są w stanie jeszcze raz się rozwinąć?
Znany Wam z wywiadu zamieszczonego w pierwszej części tego hiper długiego arta, J. S. Szkłowski "wpadł" na pomysł dlaczego tak się stało, dlaczego nie ma już tych organizmów pośród nas. W ciągu
ostatniego tysiąca lat zaobserwowano co najmniej sześć wybuchów gwiazd supernowych. Znana nam jest także supernowa z roku 1054, która pozostawiła swój
ślad w postaci Mgławicy Kraba, emituje ona ogromne ilości promieni kosmicznych. Może Słońce, a co za tym idzie, również i Ziemia znalazły się kiedyś w takim obszarze? Na pewno tak było, jeśli jakaś supernowa eksplodowała w pobliżu. Od początku istnienia Ziemi, jakieś 10 razy. Czyli tłumacząc to wszystko na ludzki, musiały istnieć w dziejach Ziemi okresy, gdzie promieniowanie kosmiczne były dziesiątki a nawet setki razy silniejsze od obecnego. Mogło to mieć ogromne skutki zarówno pod względem biologicznym jak i genetycznym. Organizmy, które żyły krótko, ucierpiały najmniej, ponieważ powstawały mutanty zdolne do pochłonięcia zwiększonej dawki promieniowania, a długowieczne ucierpiały katastrofalnie. Dlatego raz powstawały bujne, wielkie rośliny, a innym razem ich nie było. Podobnie ze zwierzętami...
Ale nie tylko ta hipoteza jest rozpatrywana. Formy życia na naszej planecie mogły się wytworzyć z "nasienia" jakie zostawił tu statek kosmiczny przed milionami, miliardami lat. Życie mogło się wziąć od mikroskopijnej cząsteczki, rozwijało się bardzo powoli, aż osiągnęło stadium, w którym potomkowie pierwotnych mikrobów, dzisiejsi ludzie, latają w kosmos, budują ISS i... polecą na inne planety, by zostawić tam swoje "nasienie". Podobnie mogło być dawno temu, kosmici przylecieli przez przypadek na pustą planetę, zostawili swoje odpadki (a może "śmieci"), z których rozwinęły się nowe formy życia. Hmmm...
Od dawien dawna obserwujemy zafascynowanie ludzi inną niż ziemska, cywilizacją. Chociażby w literaturze znajdziemy informacje o pozaziemskich sondach kosmicznych wysłanych do naszego Układu Słonecznego, by zbadać czy istnieje tu życie i jak ewentualnie nawiązać z nim kontakt.
Badacz zza oceanu - Roger Mac Govarn pisze w artykule O możliwościach kontaktów z pozaziemskimi istotami rozmumnymi ("Science and Technology in Space" - 1968) uważa, że jest wielce prawodopodobne, iż sondy kosmiczne wielokrotnie trafiały do naszego Układu Słonecznego celem obserwacji życia na naszych planetach i przekazania wyników do innych układów planetarnych, z których je (t.zn sondy) wysłano. Oczywiście teoria niepodparta faktami to g****o, więc Mac Govarn przytoczył informacje, że w rejonie Ziemi wykryto pewien rodzaj fal elektromagnetycznych, których pochodzenia nie można ustalić. Te fale właśnie miałyby niby być nośnikami informacji do ich ojczystych planet.
Przypuszczenia Mac Govarna znalazły poparcie u szkockiego astronoma, Duncana Lunana, który w 1973 roku ogłosił, iż cywilizacja zamieszkująca planetę krążącą wokół gwiazdy Epsilon w gwiazdozbiorze Wolarza próbuje nawiązać kontakt od 300000 lat. Wysłali więc ku nam swoją sondę kosmiczną, która znajduje się trochę dalej niż Księżyc. Statek ten nadaje specjalne sygnały, które miałyby zdradzić nam swoją obecność.
Dawno temu, bo prawie 80 lat wstecz, stwierdzono przypadek dwukrotnego odbierania jednych i tych samych sygnałów radiowych, wysłanych z nadajników na Ziemi. Pierwszy, naturalnie jest odbijany przez ziemską jonosferę (1/7 sekundy), drugi powraca z opóźnieniem 3 - 30 sekund. Dlaczego? Nikt nie wie. N. Tesla twierdzi, że jest to skutek działalności obcej cywilizacji. Do jego opinii dołączyła druga, profesora R. Bracewella z Instytutu Radiostronomii Uniwersytetu Stanford w USA. On uważa, że o wiele bardziej zaawansowana niż nasza cywilizacja, oddalona o ponad 100 lat świetlnych, próbuje nawiązać z nami kontakt. Wysyła więc ku nam swoje sondy kosmiczne, znajdują się one aktualnie w naszym Układzie Słonecznym i odbijają radiosygnały nadane z Ziemi z opóźnieniem do 30 sekund. Gdybyśmy potrafili te sygnały rozszyfrować moglibyśmy otrzymać... telewizyjny obraz owej sondy!!!
Doświadczenie opisane powyżej miało miejsce 11 października 1928 roku, Lunan naniósł na prostokątny układ współrzędnych opóźnienia impulsów. Uzyskał w ten sposób zarys gwiazdozbioru Wolarza, przy czym jego gwiazda Alfa (Arktur - najjaśniejsza gwiazda w tym gwiazdozbiorze i jedna z najjaśniejszych na niebie) jest przedstawiona w położeniu, jakie zajmowała, według Lunana, przed trzystoma tysiącami lat. Wyciągnął z tego wniosek, że sonda ta przebywa w Układzie Słonecznym od bardzo dawna i jest to pewnego rodzaju automat, gdyż zaczęła działać, gdy ludzie wymyśleli radio i zaczęli z niego korzystać.
Eksperyment z 1928 roku Lunan poddał analizie. Otrzymane w ten sposób informacje mają brzmieć następująco (oryginał: Międzygwiezdna sonda w pobliżu Księżyca? "Problemy" 1974, nr 5): "Początek stąd. Nasz dom - gwiazda Epsilon w gwiazdozbiorze Wolarza. Która jest gwiazdą podwójną. Żyjemy na szóstej planecie z siedmiu, licząc na zewnątrz od naszego Słońca, Z dwóch naszych Słońc ono jest większe. Nasza szósta planeta ma jeden księżyc, nasza czwarta planeta ma trzy, planety pierwsza i trzecia mają po jednym księżycu. Nasz statek znajduje się na orbicie wokół waszego Księżyca. Czas określa pozycja gwiazdy Arktur."...
Oczywiście owa hipoteza spotkała się z krytyką. Inaczej zresztą być nie mogło. Jedną z największych wątpliwości budzi możliwość opracowania mapy na podstawie echosygnałów, ponieważ tak wykonany opis nieba może dać rezultaty tylko przypadkowe. Pomijając tę sprawę, jest jeszcze kilka innych: dlaczego rzut gwiazdozbioru Wolarza został naniesiony na układ współrzędnych, dlaczego zakodowano informacje w opóźnieniach wyrażonych w naszych sekundach, dlaczego ta sonda coraz rzadziej daje o sobie znać, dlaczego (i to najważniejsze) tak skomplikowanego urządzenia do tej pory nie udało się odkryć? Zjawisko echosygnałów może pochodzić od pasów Van - Allena, które otaczają Ziemię, część promieniowania zatrzymują, a część odbijają.
Lunan nie dał za wygraną i postawił wniosek, by w jednym z zadań w ramach planu badawczego amerykańskej stacji orbitalnej Skylab było bardzo szczegółowe sfotografowanie wyznaczonych przez niego rejonów nieba. Czy tak się stało - nie wiem. W każdym bądź razie Epsilon Wolarza znajduje się 104 lata świetlne od nas. Rzeczywiście jest gwiazdą podwójną, składa się z dwóch słońc, które okrążają wspólny środek ciężkości. Pierwsze słońce jest mniejsze, niebieskobiałe, drugie
większe, żółtoczerwone, bardzo podobne do naszego. Lunan przypuszcza iż na szóstej planecie z siedmiu okrążających większe słońce, znajduje się
cywilizacja, która poszukuje z nami kontaktu.
Korzystałem z następujących źródeł:
"Przybysze z kosmosu - rzeczywistość czy fantazja" - Andrzej Donimirski
Harry
Kotlet