Gracze wszystkich krajów łączcie się!!!
Numer 40, Marzec 2004, Cena: 0 Rubli, www.am-gry.prv.pl, amgry@o2.pl
  ! Wstępniak
  ¤ Demo-Testy
  N OR
  Á Recenzje
   Gadanie
  Ä Kąciki
   Game Over
  h TNT
  ł Stuff
   Listy
   Redakcja
   Prenumerata
   Współpraca
  U Forum
  ű GC ON-LINE
  š amgry@o2.pl
  r Zamknij GC
Życie


Gordon Freeman

  Umierał i wiedział o tym. Upadł na podłogę. Wstał. Upadł. I znowu wstał, chwilę postał na swoich chwiejnych nogach, po czym postanowił zrobić krok naprzód i z wielkim hukiem znowu wylądował na ziemi, w drodze przy okazji zahaczając o bardzo drogi sprzęt do analizy plazmy, który wraz z nim i z tysiącem próbówek, z podejrzaną zawartością, spadły na kafelkowaną posadzkę. Chwilę leżał na twarzy, po czym przewrócił się na plecy resztką sił. Szkło było na całej posadce i pochodziło praktycznie z każdej rzeczy znajdującej się w pomieszczeniu. Z jedynej ocalałej jarzeniówki w odstępach paro sekundowych rozbłyskało światło oświetlając jego pokrwawioną twarz. Przejechał językiem po dolnej wardze, na której wciąż była świeża krew. Patrzył w górę i w rozbłyskującym, co chwilę świetle widział sterylny sufit, który teraz już taki sterylny nie był. Plamy krwi, przypalone miejsca i liczne siatki pęknięć. "To była walka" - pomyślał zmęczony. Zamknął oczy i słuchał. Iskry z rozbitych urządzeń z sykiem startowały w powietrze, aby równie nagle jak się pojawiły, zniknąć, uszkodzony wentylator skrzypiał z każdym swoim powolnym obrotem, było słychać buczenie prądu i awaryjne popiskiwania z uszkodzonych komputerów.

  Po chwili w tle dało się słyszeć syrenę awaryjną i mechaniczny głos mówiący o ewakuacji placówki. Nie zwracał na to wszystko uwagi, dopóki nie usłyszał swojego nazwiska. "Dr. Merhants proszony o jak najszybszy kontakt ze służbami bezpieczeństwa... Dr. Merhants proszony... " - charczał w oddali głośnik. "A więc już wiedzą" - pomyślał doktor. Z wielkim trudem zwalczył ochotę na olanie tego wszystkiego i zaśnięcie, przysunął się do rzędu stołów laboratoryjnych, złapał się ręka za blat i z wielkim wysiłkiem podniósł się z zasłanej odłamkami szkła i innych rzeczy podłogi. Chwilę stał oparty o blat, z czoła powoli spływała krew na oczy, doktor rękawem fartucha przetarł je sobie i spojrzał w swoje odbicie w metalowej szafce na próbki. Po chwili odpoczynku postanowił, że ma dość siły, aby znowu spróbować poruszać się. Pierwszy krok, z wielką siłą trzymał się blatu, aby nie upaść, drugi krok. Słychać chrupoczenie przemieszanego szkła z metalem i plastikiem. Trzeci krok, kręci mu się w głowie, czwarty i piąty, zachwiał się, ale nie upadł, padł twarzą na zimny metalowy blat i ciężko oddychał. "No to tylko jeszcze parę kroczków, możesz to zrobić!" - sam motywował się do dalszej walki, ze swoją własną słabością. Znowu zaczął powoli iść w stronę terminala. Jeszcze tylko 10 metrów, 8, już tylko 3 i chwila odpoczynku. Tutaj blat się kończył i przed nim były tylko 3 puste metry podłogi zasłanej odłamkami. Doszedł do końca blatu i oparł się o ścianę. Teraz posuwał się bardzo wolny wsparty o ścianę. Przez 10 minut nie pokonał nawet pół metra. Coraz trudniej mu się oddychało, połamane żebra przebiły płuca. W końcu po dłuższej walce z samym sobą dotarł przed terminal i padł zmęczony na stół. Chciał zasnąć, tak bardzo był zmęczony, ale wiedział, że jeszcze nie teraz, że jeszcze nie wykonał swojego zadania.

  Przez chwilę walczył z sennością, otworzył oczy i skierował swój wzrok na terminal. Wyświetlacz był zniszczony, ale diody nadal migały wesoło na obudowie, więc działał. "Dzięki Bogu!" - pomyślał uradowany naukowiec i sięgnął po klawiaturę strząsając z niej szczątki sprzętu laboratoryjnego. Uszkodzony wyświetlacz nie był dla niego żadnym problemem, znał te systemy przecież na pamięć, w końcu tyle lat z nimi przepracował, zresztą i tak nic by nie widział, bowiem jego pęknięte okulary leżały koło zwłok Martina. Przez moment wstukiwał komendy dla systemu, gdy usłyszał jakieś wytłumione krzyki i niezidentyfikowane dźwięki w oddali. Przez chwilę nasłuchiwał na wpół stojąc oparty o laboratoryjne szafki, po czym krzyki umilkły. Wrócił do wpisywania komend, gdy nagle drzwi z hukiem poleciały na podłogę wzbijając obłok składający się ze szkła i plastiku. Doktor począł nerwowo i coraz szybciej wpisywać nowe dane do komputera. Nie odwracał się, choć wiedział. Nagle wszystko ucichło i słychać było tylko dźwięk klawiszy i chrzęszczące szkło pod czyimiś zbliżającymi się krokami. Doktor spodziewał się bólu, lecz ten go i tak zaskoczył. Krew trysnęła na zniszczone wyświetlacze, a odgłos szybkiej serii z karabinu rozległ się echem po laboratoriach. Doktor ostatnim agonalnym ruchem próbował nacisnąć na klawiaturze enter, ale mu się to nie udało - jego ciało przeszyła druga seria z karabinu. Żołnierz wyciągnął z ust cygaro i zaczął się śmiać. GAME OVER - pojawił się duży trójwymiarowy napis, żołnierz, doktor i zniszczone laboratorium powoli znikło w tle.

  Marcin ze wściekłością zdjął okulary 3D i rzucił je w kąt. "Cholera ten Half-Life 7 jest strasznie trudny!!!" - pomyślał, zdjął rękawice do gry i resztę osprzętu, wyłączył grę. Przeszedł do kuchni.
- Światło, średnie natężenie. - wydał polecenie Marcin. Podszedł do lodówki, i ręka na kolorowym wyświetlaczu dotykowym złożył zamówienie na jutro na śniadanie, zobaczył, co jest w lodówce, przeskanował kody paskowe i usunął przeterminowaną żywność. Włączył książkę kucharską i na chybił trafił wybrał jakąś chińską potrawę. Program przeskanował lodówkę w poszukiwaniu składników. Paru brakowało, program zapytał się czy złożyć zamówienie. Marcin zgodził się, zamówienie poleciało poprzez sieć Wi-Fi do dostawcy żywności. Po paru minutach odpowiednie składniki pojawiły się w lodówce, a Marcin był biedniejszy o parę kredytek. Udzielił programowi prawa dostępu do urządzeń kuchennych, po czym zdjął wyświetlacz - tablet z lodówki i przeszedł do dużego pokoju. Światło zapaliło się automatycznie pamiętając ostatnią jego wizytę, ale on je zgasił i rozkazał włączyć 3D holo na ścianę przed nim. Przypomniał sobie o Tablecie trzymanym w ręku. Przez chwilę bawił się w kucharza i zmienił lekko przepis. Nie lubił ostryg. Odrzucił tablet na bok.

  - I kanał informacyjny, język polski dubbing, prezenterka Magda, ubrana w to, co zawsze - wydał polecenie. Przed nim pojawiła się piękna dziewczyna gładko recytująca wiadomości.
"Zjednoczone Kraje Europy grożą poważnymi sankcjami handlowymi dla Rosji, jeżeli ta nie wycofa sowich wojsk z Chin." - Prezenterka przechadzała się po murze chińskim, a wokół niej było widać walczące wojska chińskie i rosyjskie. Koło prezenterki granat rozerwał Chińczyka. "To było dobre!" - pomyślał Marcin, i wyciągnął rękę przed siebie zanurzając ją w hologram - przewinął do tego momentu, powiększył lewy górny róg z Chińczykiem, zwolnił tempo i wyciszył prezenterkę. Obejrzał to dokładnie, po czym zapisał jako plik wideo i przesłał do swojego komputera i puścił wiadomości z powrotem. Teraz prezenterka opowiadała o wielgachnym pożarze Los Angeles - przechadzała się pomiędzy wielgachnymi płonącymi wieżowcami, koło niej spadały kawałki zniszczonej konstrukcji i szkło.
"Pożar trafi Los Angeles już od półtora miesiąca, wszyscy mieszkańcy zostali już dawno ewakuowani, wszystkie firmy i instytucje zlikwidowały i przeniosły swoje placówki - miasto straciło już swój status, nawet, jeżeli służbom uda się opanować żywioł, nic nie zwróci miastu dawnej świetności. Miasto zostało odcięte od świata zewnętrznego i nie stanowi zagrożenia dla otaczających je terenów." Kamera teraz pokazywała płonące hektary miasta z lotu ptaka. Marcin zrobił parę screenshotów, poddał je szybko obróbce i wysłał jako tapetę na swój terminal. W międzyczasie program kuchenny poinformował o zakończeniu przyrządzania potrawy, Marcin zawiesił realizacje zamówienia i kazał czekać potrawie ciepłej. Teraz zaczęły się wiadomości polityczne. Marcin znudzony przewinął do przodu, do wiadomości lokalnych. "Grupka terrorystów zwących się "Grupa do walki o wolną Ziemię" zniszczyła pobliską stację przekaźnikową T11, ale technicy szybko usunęli awarie. Uwaga dla mieszkańców pobliskich apartamentów - prosi się o nie wychodzenie z domu, bowiem powietrze jest nadal zanieczyszczone szkodliwymi substancjami, które uwolniły się w chwili wybuchu stacji przekaźnikowej. Odpowiednie służby już oczyszczają teren."
"Heh, kto by miał zamiar wychodzić na zewnątrz?" - Pomyślał ze zdziwieniem Marcin. Odkąd pamięta nigdy nigdzie nie ruszał się z domu - bo nie było takiej potrzeby - cokolwiek by zechciał zobaczyć zobaczy na holo, cokolwiek by zechciał mieć zamówi w e-buy.com i mi przyślą w ciągu paru minut. "Po co ktoś miałby wychodzić na te brudne i zniszczone ulice, pełne niebezpiecznych bezdomnych, którzy są gotowi za parę kredytek zabić? Brrr..." - Marcin wyłączył wiadomości i uruchomił swój terminal. Odebrał pocztę, znowu parę tysięcy maili, szybko program je przefiltrował, usunął wszystkie i wyświetlił podsumowanie: 6921 reklam, 1217 wirusów oraz robaków, 871 propagandowych listów od przeróżnych nielegalnych ugrupowań. Wyłączył program pocztowy i wszedł na inter-chat, ale wyłączył podgląd wideo - jak zawsze. Każdy tak robił. Odszukał swój pokój, było na nim parę znajomych, szybko zalogował się i wszedł na niego.

///mArcin has joined mArcin_28a26s1c32 room.
///Topic is: HL 7 jet za trudny!!! set by mArcin at 5:11 PM Wendsday 21 jan 2068
trademark: Witaj mArcin!
mArcin: cze all!
_zo5ia_: co tam u ciebie?
mArcin: dopshe, jako leci...
trademark: grales moshe w Unrila usemke? ? ?
_zo5ia_: ja gralam! nudny, wole hl 7...
trademark: <)
mArcin: Eee tam, gram i gram all time w tego half-life'a i nie moge przejsc....
trademark: unril rzadzi!!
_zo5ia_: a slyszeliscie o tej wysadzonej stacji przekaznikowej kolo nas?
trademark: n ie?
mArcin: noooo...
_zo5ia_: Nie mozna wychodzic z domuff...
trademark: no i co z tego?
mArcin: no wlasnie, wielkie mi cos i tak nie wychodzimy nigdy przeicez...
_zo5ia_: wiem, ale oni cos ukrywaja przed nmai, to nie byl zwykly wybuch...
trademark: bzdurt pleciez, czemu mielby nas oklamtwav?
mArcin no wlanie, spadaj!
_zo5ia_:nie serio, tak mysle
trademark: wyrzuc ja i pogadajny o czyms innym
mArcin: %unconnect _zo5ia_
///_zo5ia_ has lost conection, and left room
trademark: o wlasnie tk trzeba postepowac z kobietanii
(...)

  Po długo godzinnej dyskusji z trademarkiem, jego najlepszym przyjacielem, na chacie, na temat nowych systemów operacyjnych, Marcin postanowił w końcu przegryźć tą chińszczyznę. Wszedł do kuchni, lecz coś było nie tak. Po dłużej chwili Marcin zorientował się że światło nie zapaliło się automatycznie. Wydał więc głosową komendę, lecz nadal panowały ciemności. Marcin nie wiedział co zrobić. Nigdy nic podobnego mu się nie przytrafiło. Wrócił do dużego pokoju i wywołał okno swojego terminala. Napisał szybko list i wysłał go do admina. Jednak list nie został wysłany - wyskoczył błąd, Marcin pierwszy raz widział żeby program odmówił współpracy. "Nie można wysłać wiadomości, ponieważ nie można ustanowić połączenia." Co to ma znaczyć?!!? - pomyślał w panice Marcin. Rozkazał włączyć I kanał informacyjny, lecz na ekranie pojawił się tylko krótki lakoniczny napis - "No signal". Po chwili światło w pokoju zamigotało i zgasło. Wszystkie komputery w chwilę potem wywaliły błąd o braku wystarczającego napięcia i się wyłączyły. Cichy szum wentylatora tłoczącego powietrze do mieszkania Marcina umilkł. Spanikowany Marcin siadł na środku podłogi w ciemności. Nie wiedział kompletnie co zrobić. "Przecież to niemożliwe, nigdy coś takiego się nie stało..."
- myślał przerażony i płakał, tak płakał pierwszy raz od dawień dawna...

  Po paru godzinach bezczynnego siedzenia, wśród absolutnej ciszy i ciemności, Marcin wstał i ruszył w kierunku drzwi, których nigdy nie otwierał - bo wiedział, że prowadzą one na zewnątrz. Przez parę minut mocował się ze starym zamkiem, gdy ten wreszcie puścił. Marcin lekko dotknął drzwi, a te z hukiem wypadły na zewnątrz, a do środka domu Marcina wtargnęło ostre białe światło, które oślepiło jego oczy. Marcin nic nie widząc padł na ziemię. Pod dłońmi poczuł dziwną chropowatą i szorstką powierzchnię. "Czy to jest ziemia?" - pomyślał zdumiony. Usłyszał nagle dziwny dźwięk i ze zdziwieniem przypomniał sobie, że już go przedtem kiedyś słyszał - Tak, to był odgłos broni, znał ten dźwięk z wielu gier, w jakie grał, to był odgłos strzałów. Próbował spojrzeć przed siebie, otworzył oczy, lecz nie widział nic oprócz oślepiającego światła. Kolejna głośna seria z karabinu, tak blisko niego. I znowu kolejne strzały - tuż przed nim. Marcin poczuł ostry ból rozlewający się po całym ciele i padł na twarz, na tą dziwną szorstką i chropowatą powierzchnie. Próbował otworzyć oczy, ale nadal nic nie widział. Zamknął je, bo go bolały. Słyszał tylko chlupot krwi, która wylewała się z jego ciała, czuł jej zapach i ciepło... Umierał. Tym razem naprawdę...

 

© 2004 Copyright by Games Corner. Design by Gordon Freeman. All rights reserved!!!