Wstępniak - Teksty - Listy - Redakcja - Wyjście

     
 

Dla czego właśnie RS3?
Elpie

Nigdy jakoś nie przepadałem za grami FPS. Wiadomo jako recenzent grywałem w takowe, nawet przy niektórych, nieźle się bawiłem (Medal of Honor: AA, Call of Duty) jednak nigdy nie dawało mi to tyle radości, co pykanie w jakiegoś RPGa, ale to się niedawno zmieniło...

Jakby to nie zabrzmiało, jestem graczem, który raczej preferuje gry, w których nieco trzeba pomyśleć, a co się z tym wiążę FPS były przeze mnie kojarzone raczej jako coś, co służy temu, aby wyżyć się po ciężkim dniu w szkole (nie mówię, że to źle, bo to czasem naprawdę pomaga ;)). Jednak po zagraniu w R6: Rouge Spera, me zdanie uległo (dosłownie) delikatnej zmianie, a zupełnie przemodelowało się po zagraniu w mą nową komputerową miłość – Rainbow Six 3: Raven Shield. Początkowo podszedłem do tych gier jak do zwykłego Shotera, jednak każdy, kto chociażby raz w tą grę pocinał wie jak to się kończy. Po całkowitej zmianie postrzegania tego dzieła (tak, dzieła), stopniowo zacząłem się zagłębiać w mechanikę gry. Zacząłem dostrzegać jej piękno. Okazało się, że FPS może być również bardzo wymagający (planowanie, które w dalszym ciągu szlifuje). Gra ta daje mi niesamowitą satysfakcję, gdy ukończę misję w 100% według ustalonego planu, bez żadnej straty w ludziach. Odczuwam wtedy coś dla mnie niebywałego. Żadna gra nigdy wcześniej nie dała mi tyle satysfakcji po ukończeniu (nawet całości) co dało mi Rainbow Six 3 po rozegraniu jednej misji. Ta gra stanowi dla mnie przełom. Zazwyczaj utrzymuje dystans do gier (bo to przecież „tylko” gra), ale w tym wypadku jest inaczej. Nigdy wcześniej, w żadnej gierce nie przechodziłem żadnej misji na kilka różnych sposobów, ot tak, dla relaksu. A tak jest teraz. I nie przeszkadza mi to, że często jeden błąd kosztuje śmierć całej drużyny, nieważne. Nawet nie denerwuje się, gdy wróg zabija mi odbitego zakładnika kilka metrów przed miejscem, gdzie kończy się misja. Wtedy poprostu zaczynam spokojnie od początku. I nieważne, czy zaczynam misję piąty, czy dziesiąty czy dwudziesty piąty raz bawię w dalszym ciągu wyśmienicie.
Co ciekawe, nie irytują mnie nawet błędy. Nie przeszkadza mi to, że moi towarzysze w głupich okolicznościach giną z własnej głupoty. Również nie razi mnie to, że ciała przeciwników po zgonie nieraz nienaturalnie się wyginają, to wszystko to dla mnie detal, bardzo drobny detal.

No cóż stało się, chociaż nigdy się tego nie spodziewałem, stało się. Zachwycam się FPSem, który zrzuca z tronu mojego prywatnego rankingu ulubionych gier, takie tytuły jak GTA3, Splinter Cell, a w końcu również Baldur’s Gate. A więc ogłaszam moją nową ulubioną gierką jest (tamtadam!) Rainbow Six: Raven Shield i najprawdopodobniej długo się to nie zmieni, no przynajmniej do ukazania się kolejnej części ;). 

 
     

© 2004 by Rainbow Six Center - Games Corner