Wing Commander
Wing Commander pozwala nam wcielić się w postać pilota wojskowego walczącego po stronie ludzkości w przestrzeni kosmicznej. I powiem wam że udaje mu się to zadanie naprawdę doskonale.
ZALETY...
Twórcy zaopatrzyli ten symulator w świetną fabułę. Mianowicie kilkuletnia wojna pomiędzy ludźmi a Kilrathi (przypominający humanoidalne koty kosmici) wyniszcza galaktykę. My jako świeżo upieczony pilot zostajemy zaś przeniesieni na linię frontu. Nie mamy tu co prawda samodzielnie wygrać wojny ale kto powie że każda jednostka na wojnie jest ważna i bezcenna dostaje nagrodę. Kiedy już przejdziemy do zabawy, pobawimy się trochę na automatach (niezbyt długo ale się pobawimy) i zobaczymy wnętrze statku TCS Tiger Claw służącego w sektorze Vega. Przy stoliku siedzi dwóch pilotów (zawsze innych), za ladą stoi barman, gdzieś na ścianie wisi tablica z wynikami pilotów, a w koncie stoi wspomniany automat. Na automacie można potrenować, na tablicy obejrzymy wyniki pilotów (wszystkich z dywizjonu), a z postaciami możemy porozmawiać. I to nie tylko cześć i spadam bo usłyszymy od nich porady, pozdrowienia, pocieszenia i wszystko co najlepsze! Takie małe życie po bitwie, którego brakuje w większości tytułów. Dalej (czyli w następnej sali) przejdziemy do baraków. Na ziemi leżą łóżka polowe, czyli odpowiednik slotu do zapisu gry, na szafce wisi wspomniany w recenzji Necra plakat kobitki (a nawet nie jednej), a dzięki samym szafkom obejrzymy medale które otrzymaliśmy (a wierzcie mi że takowych za siedzenie z założonymi rękami się nie dostaje). Mimo wszystko prędzej czy później ujrzymy jednak odprawę przed misją. Na podeście stoi dowódca, ławeczki okupują piloci i grzecznie słuchają dowódcy. Po jakimś czasie przychodzi czas na naszą część odprawy gdzie ujrzymy mapę sektora i porady. Czasami są to prośby o zachowanie szczególnej ostrożności z powodu dobrego pilota po stronie przeciwnej czy coś w tym stylu (co ważne- tutaj dobrzy piloci są NAPRAWDĘ dobrzy i nie ma szans by niedoświadczony gracz się ich pozbył). Później automatyczna procedura startowa (ale przy bardzo ładnej animacji) i jesteśmy w kosmosie. W tle migotają gwiazdy, w przestrzeni latają asteroidy, planety, mgławice i miny, a my w swoim małym stateczku. W kabinie migotają światełka, wyświetlacz obserwuje zniszczenia, drugi wyświetlacz cały czas utrzymuje kurs, a my jesteśmy zagapieni w ładnie wykonaną kabinę (chociaż na początku zbyt obszerną jak dla mnie). W chwilkę później będziemy mieli okazje skorzystać z broni pokładowej, a to za sprawą przeciwników. I tu pierwsze zaskoczenie- wszystkie statki w grze to dwuwymiarowe sprite'y. Później jednak zacząłem ten szczególik uznawać za zaletę. Dlaczego? Może dlatego że przeciwnicy są niezwykle szczegółowi, a my możemy strzelać dokładnie tam gdzie chcemy (ciśniemy w kabinę? To proszę bardzo. A może w silniki? Nie ma sprawy.), a o tym fakcie uświadomi nam wyświetlacz odpowiedzialny za atak gdzie zaobserwujemy czerwone plamy na miejscu ugodzenia przeciwnika. Nie pobawimy się jednak z kociakami samodzielnie bo wredni skrzydłowi próbują nam pomóc (co więcej, naprawdę nam pomagają!). Nie, nie przeczytaliście się ;). W grze mamy sprawnie działających skrzydłowych wzorowanych na lotnictwie wojskowym. Co więcej niektórzy mają własny charakter (np. Maniac ciągle kręci beczki podczas lotu i atakuje szarżą i z pianą na ustach [robi mniej więcej tyle by zasłużyć na przydomek]). I mimo że czasami sami wchodzą pod lufę, to niezbyt często, a później rekompensują ten fakt siadając na ogon przeciwnikowi. Może wróćmy do grafiki. W kabinie myśliwca widzimy wyświetlacze, od tarcz, poprzez silniki, paliwo, temperaturę broni (działka się przegrzewają), stan owych spluw, komputer nawigacyjny, komputer odpowiedzialny za cel i w końcu radio. Nie bójcie się! Pomimo że trochę tego jest, nie zasłania nam to widoku na przeciwników. Jako jeszcze cztery pierwsze opcje (tarcze, silniki, paliwo, temperatura broni) posiadają własne, maleńkie miejsce w kokpicie, to już reszta (stan broni, komputer nawigacyjny, atak, radio) mieszczą się na dwóch wyświetlaczach, których funkcje zmieniamy klawiszami. Co ciekawe- wyświetlacz czasami siada. I to nie tak jak w X-Wingu, gdzie po prostu wybuchał lub się wyłączał, bo tu (poza wybuchami) mamy także ciekawą burzę śnieżną. Co jeszcze lepsze- nieraz udaje się nam taki wyświetlacz restartować (pomimo tego iż restart 8ogranicza się tu jedynie do ciągłego wciskania klawisza odpowiedzialnego za daną funkcję, nieraz się przez niego napocicie). Teraz statki przeciwników. Jak już wspomniałem, są to dwuwymiarowe obiekty z masą szczegółów i wszystkie są utrzymane w brązowej tonacji (dla kontrastu- nasze statki są raczej zielonkawe). Są to raczej zwinne i celne skubańce, które nieraz odstrzeliły mi uzbrojenie. Tak, tak, potrafią ci doszczętnie zdemolować broń (najgorzej jest kiedy faktycznie zniszczą ci wszystko, łącznie z działkami, a już zmierzają ku nas kolejne wrogie patrole), a także wszystko inne, łącznie z radiem, generatorami tarcz i pancerzem. Dla równowagi- my także możemy ich wykańczać po kawałku! Nieraz pozostawiałem przeciwnika zupełnie bez broni i obserwowałem jego piękny odwrót taktyczny (ale tylko do czasu gdy posłałem w niego kilka rakiet : )). Tak, przeciwnik nie ma zamiaru tu ginąć marnie i ucieka kiedy już jest bezbronny, lub wykonał swoje zadanie. Co jeszcze ważniejsze- tutaj przeciwnik to naprawdę twarda sztuka! Nie ma tu plugawego wręcz rozwiązania z X- Winga gdzie dwa strzały w TIE Fightera wystarczały. Tu się pruje seriami, modląc się aby broń się nie przegrzała, próbując zedrzeć przeciwnika z tarcz, a dopiero później dobierać się do pancerza (przypominam że X-Wing miał potężne tarcze, a TIE Fighter był zupełnie bezbronny). Za łatwo jednak niszczyłem niszczyciele. Kiedy razem z skrzydłowym pruliśmy z działek i rakiet w jeden większy statek, to już policzone jego dni, a to z faktu że raczej kiepsko idzie mu z celowaniem do mniejszych celi (ale za to gdy próbowałem sam i jedynie z karabinków to już mi to trochę zajmowało, spoko!). A kosmos to kosmos- czarne tło na którym migoczą ładne gwiazdy i mgławice, a czasami nawet planety. Za to w samym kosmosie mamy już całkiem ładne asteroidy (ale są wyjątkowo niebezpieczne i lepiej latać wśród nich na dopalaczu i szalenie manewrując) i czasami pola minowe (aby było śmieszniej- o wiele mniej niebezpieczne o asteroid). Muzyka no. Powiem wam że bez niej, nie byłoby zabawy. Nie wybija się znacząco ponad akcję, ale nie trzeba wyłączać efektów dźwiękowych by ją słyszeć. Spokojna podczas zwykłego lotu, szybka podczas walk, inna kiedy statkiem pilotuje autopilot, inna podczas startu i lądowania. Ogólnie niezwykle ciekawa. Może nawet świetna. No i przyszedł czas na dźwięk. Działka plują ogniem zabawnie przy tym podrygując, przeciwnicy wybuchają, dopalacz syczy i wszystko co tylko najlepsze. Tło dźwiękowe jest równie udane co muzyka (a w drugiej części skrzydłowi odzywali się do nas własnym głosem!). Naprawdę może wzbudzić o dreszcze kiedy słyszymy za sobą pracujący silnik, a po chwili lasery myśliwca typu Gratka robią z nas sito. No a skoro jesteśmy przy statkach to przeciwnicy latają na zróżnicowanych jednostkach. Nazw nie pamiętam (poza wspomnianą Gratką) ale mamy tu opancerzone, ale powolne myśliwce, niemalże pozbawione ochrony ale zwrotne i szybkie, ciężkie ale powolne i potężne, zwrotne, a także szybkie. Każdy to wyzwanie innego kalibru, a zestrzelenie ty najpotężniejszych daje faktycznie ogromną satysfakcję. Dla równowagi- my także dostajemy nowe maszynki. Pierwszą jest jeden z tych lekkich ale szybkich, a później przesiadamy się na coraz potężniejsze maszyny, i zaczynamy się dziwić, jak wytrzymywaliśmy w tych pierwszych sztukach. Każdy statek jest ładnie wykonany i posiada aerodynamiczne kształty. Najlepsze jest jednak to, że tu przesiadka jest naprawdę przyjemna i pożądana. Naprawdę nie mogłem się powstrzymać od krzyku radości gdy przesiadłem się z myśliwca typu raptor (mimo wszystko całkiem niezły) na potężne rapiery (niesamowicie opancerzone, zwrotne i niezwykle szybkie, a także doskonale uzbrojone). Misje w których będziemy dręczyć KilRathian są przewspaniałe! Nie zabraknie tu oczywiście patroli, eskort, czy też rajdów na transporty czy krążowniki, ale znajdzie się także kilka misji nietypowych. Będziemy testować nowy myśliwiec na polu walki, polować na konkretnego pilota (co ciekawe- czerwony szpon [jeden z lepszych] ciągle zapewniał mnie przez radio że nie zestrzeli go jakaś małpa. Powtarzam- zapewniał : ))) czy mordować dowództwo przeciwników. Znajdą się także patrole w których to kontakt z wrogiem jest niewskazany. Przypomnę wszystkim niedowiarkom misję w której mamy polecieć na patrol z Maniakiem który ma nas osłaniać przed myśliwcami, a my mamy gnać przed siebie na złamanie karku. Za misje duży plus! Najlepsze chyba jest o, że wojna nie jest liniowa! Tak, można ją zarówno przegrać jak i wygrać! Np. nie musimy wcale niszczyć transportu z żołnierzami, a od razu uciec na macierzysty Tiger Claw i odsłuchać przekleństwa na nasz temat od przełożonego. Ale ujrzymy wtedy także piękną animację na której nasi żołnierze próbują sabotować bazę przeciwnika, ale nagle natykają się na jego silny patrol który wykańcza eskapadę trzech Marines. Jednak kiedy wracamy do zapisu gry i udaje się nam wykończyć transport z żołnierzami, naszym udaje się wysadzić feralny budynek. Oglądamy rzecz jasna także inne animacje, jak chociażby atak KilRathian na nasz ośrodek naukowy, czy też zajmowaną przez nas planetę (powiem wam szczerze że co do takich rzeczy, wolałem oglądać zwycięskie filmiki). Na nieliniowość wskazują także piloci. Przecież nie wszyscy muszą wrócić z akcji, prawda? Wtedy obejrzymy pogrzeb na którym dowódca wypowie swoją śpiewkę, a nasza postać się ładnie pożegna ze swoim skrzydłowym (jestem perfekcjonistom jeżeli chodzi o gry, więc raczej rzadko oglądałem tę animację). Na szczęście autorzy nie posunęli się do głupoty i pilot wtedy faktycznie znika z życia oddziału (ale może się zdarzyć że zabraknie nam skrzydłowych). Dla równowagi nam po śmierci także odprawia się pogrzeby odbywające się w ten sam sposób. Mianowicie dowódca wypowiada swoją śpiewkę, baczność, salwa honorowa, i wypuszczenie trumny z płyty pasa startowego statku (ciekawe co było gdyby myśliwce musiały startować podczas takiego pogrzebu ?). Mówiąc już o tej śpiewce należy wspomnieć iż na samym początku dowódca pyta się jak mieliśmy się przysłużyć konfederacji, a po wykonaniu pokaźnej ilości misji, twierdzi iż właśnie pozbawiono sektor Vega prawdziwego bohatera, który w swoim czasie prowadził konfederację do zwycięstwa. Naprawdę szybki awans. A co do awansów możemy oczywiście awansować z początkowej rangi na wyższą ale także do oddziału latającego na lepszych myśliwcach. Grywalność jest naprawdę niesamowita. Chociaż czasami wątpimy w możliwość przejścia wyjątkowo trudnej misji, to gramy dalej i tak bez końca. Rządzi tu także filmowy klimat. Podczas pogrzebu czujemy wzruszenie, w misji naprawdę pocą nam się ręce, a zestrzelenie przeciwnika jest niezwykle przyjemne. Zresztą jeśli już mowa o filmach to Wing Commander zawsze był określany mianem interaktywnego filmu a to dzięki cut scenkom i właśnie klimatowi (ale film Wing Commander to już szmira jakiej nie pokazałbym nawet największemu wrogowi)
...I WADY
Na razie było jedynie o zaletach ale tytuł niestety nie obył się bez wad. Nieraz gra zacinała się tuż przed, lub co gorsza po wykonaniu misji. Jak już wspomniałem piloci czasami sami wlatują nam pod lufę, ale nie przeszkadza to zbytnio (przynajmniej do czasu aż nie zestrzelimy sojusznika). Nieraz także zdarzało się zaciąć dźwiękowi czy też muzyce i albo ich nie słyszałem, albo też słyszałem jeden ciągły huk zamiast dźwięków. Początkowo chciałem tu także zapisać poziom trudności misji bo nieraz i nie dwa zostaniemy zalani falą przeciwników, których zdaje się nie można pokonać, ale okazywało się wtedy że to efekt przemęczenia i wystarczało trochę odpocząć by rozgrywka znów przynosiła wiele radości.
KONIEC (czyli autor wyłącza notatnik i wraca do gry)
Wing Commander to świetny kosmiczny symulator. W ogóle to właśnie on ukształtował dziś tak znany gatunek jak symulatory kosmiczne. Był niezwykle grywalnym i klimatycznym przełomem który nigdy mi się nie znudzi. A że jest niezbyt stabilny? To już wasz problem, bo ja już przestaje istnieć, a zaczyna powstawać nowa postać w tej genialnej gierce. Ludzie grać, grać i jeszcze raz grać!
Grę znajdziecie na www.staregry.pl.
Nominacja do nagrody Pixel Game (ludzie on naprawdę na to zasłużył, zdefiniował cały gatunek tak lubianych przez nas gier! Naprawdę zastanówcie się nad tym co mówicie bo to świetny kawałek software)!
Plusy:
+grafika
+muzyka
+dźwięk
+grywalność
+klimat
+misje
+skrzydłowi
+fabuła
+nieliniowość
+statki
+wyświetlacze
+zdefiniował gatunek
+wszystko!
Minusy:
-niezbyt stabilna
- Grafika: 10/10
- Muzyka: 10/10
- Dźwięk: 9/10
- Grywalność: 10/10
- Ocena:10/10 (a co myśleliście?)
**********
DOOM Marine