VR (Virtual Reality)



     Który z graczy nie zna tego pięknego określenia? Rzeczywistość wirtualna i setki pogrzebanych bezpowrotnie godzin pracy i marzeń graczy z całego świata. No, bo który z was, drodzy przyjaciele, nie marzył o włożeniu cudownego hełmu, niesamowitych słuchawek, gumowego kostiumu i znalezieniu się w zupełnie innym miejscu, jakim byłby kokpit rapiera, członek oddziału Rainbow, wietnamska dżungla czy ciało przybysza z krypty. Chcielibyśmy być tymi postaciami, samodzielnie kierować ich poczynaniami i odczuwać to co oni. Jednak rzeczywistość chciała inaczej. Co prawda nadal można spotkać maniaków VR biegających z setką urządzeń po parku i zagrywających się w swoją ukochaną gierkę. Są o jednak wyjątki (i u nas niespotykane). A pamięta ktoś może te niezwykłe relacje z targów komputerowych? "IDZIESZ po lochach w Ultimie Underworld, SŁYSZYSZ trzask odsuwanej kraty. OBRACASZ głową i widzisz wielkiego pająka. MACHASZ drążkiem i rozcinasz potwora na dwoje.". Mniej więcej tek napalali się (i to dosłownie : )) recenzenci po krótkim kontakcie z tymi urządzeniami. Nie wspominali jednakże o wadach, jakie były i oczywiście przeszkadzały w rozrywce. Choćby już szybkie przemęczanie się oczu, karku i mała swoboda. A o co chodzi z tą swobodą? Może o to iż ludzie zawsze wyobrażali sobie VR jako zwykły hełm, ale np. my biegamy po ulicy i to samo dzieje się na ekranie. I to być może zgubiło VR. Tu też był to zwykły hełm, tyle że w ręce trzymaliśmy wspomniany joy. No, na upartego można było poruszać drążkiem i chodzić nawet w wannie : ), ale postarajcie wyobrazić sobie może tak z dziesięciu kolesi biegających w hełmach VR po dworcu kolejowym, oplątanych kablami. Jeden wpadnie pod pociąg bo właśnie szarżował na pająka, drugi poleci z wrzaskiem na przechodniów, bo akurat na wyświetlaczu zobaczył terrorystę, następny zleci ze schodów czy też wpadnie na ścianę, chociaż wcale jej nie było jak by się później tłumaczył starym itd. Gdyby tak miała by wyglądać przyszłość, to sądzę że zagłada opisana w Biblii nie zdążyłaby nadejść, a to z powodu wymarcia ludzkości (trzeba było szarżować na tym dworcu kolejowym?). A sieciowe VR? Wyobraźcie sobie powiedzmy 64 osoby podłączone do takich hełmów, każda skacze, strzela i robi nie wiadomo co.(Po co sobie coś wyobrażać?! Wystarczy poprzyglądać się korytarzowi szkolnemu podczas przerwy :) - dop.Veehawken) Myślicie że sprzęt by to wytrzymał? I przypominam że VR powstawało daaawno temu. Zresztą znów przyczepiłaby się pani swoboda. Podsumowując, VR nie umarło przez to czym było, lecz przez nasze zbyt wyszukane marzenia. Tak drodzy gracze, nie zawiodło nas przez to czym było, a raczej tym czym nie było. Oczekiwaliśmy drugiego świata, uzupełnienia naszego realnego, a dostaliśmy jedynie nową platformę sprzętową (w dodatku strasznie drogą). Czy to jednak oznacza koniec tych pięknych marzeń? To zależy od was samych moi drodzy, a raczej od waszych upodobań. Dlaczego? No bo czyż właśnie VR nie jest cały Fallout, wojna z Wing Commandera, działania antyterrorystyczne grupy Rainbow i eskapada z Areny lub wspomnianej Ultimy Underworld? Kto z was nie czuł odoru pustyni w Falloucie, nie wzruszył się podczas pogrzebu w Wing Commander lub nie dostał kopa adrenaliny w czasie ataku na konwój, nie czuł się jedynie małym trybikiem podczas operacji w Rainbow, czy nie poczuł się herosem krocząc lochami i mordując kolejnego złego w RPG. Tak, moi mili, VR ZAWSZE istniało, tylko nigdy nie było tym naszym wymarzonym i wspaniałym VR, które, mam nadzieję, odejdzie w końcu w spokoju i w zapomnienie. Dlaczego? Myślę że tak po prostu, byłoby lepiej dla wszystkich. Dla twórców- bo nie będą obawiać się że ich sprzęt znów okaże się niewypałem, i dla graczy, bo nie zawiodą się po raz drugi, i to być może jeszcze goręcej (a przy okazji, pomyślcie o tych wszystkich stacjach kolejowych…). A ja na razie wracam do krypty 13, do kabiny Raptora, pod kominiarkę, i w złotą zbroję. Podłączam prąd, wciskam ON na monitorze 15 cali, to samo robię z tymi dwoma kupkami złomu nazywanymi przeze mnie głośnikami, wciskam czarny przycisk na wysłużonej obudowie, równie wysłużonego komputera. Kilka wiatraczków mieli powietrze zakłócając muzykę z radia, poczciwy zasilacz ogrzewa mi mieszkanie, 486 DX/66 MHZ zaczyna lekko wariować, a mały "pierdek" cieszy moje uszy wesołą muzyczką MS-DOSA, a przed oczyma ukazuje się ekran startowy Windows 95. Po wpisaniu hasła, odczekaniu kilku minut na załadowanie systemu przechodzę do Programy\ Interplay\ Fallout\ Fallout I i oddaję się przygodzie. Do czego (poza nabiciem KB) miał służyć ten przydługawy fragment? Po prostu, koledzy, chciałem wam pokazać, że aby delektować się całą siłą VR, nie potrzebujecie sprzętu z kosmosu. Wystarczy wam stary wysłużony PC i dobre chęci, a także trochę wyobraźni.
No i na tym skończę ten tekścik. Życzę wam świetnej zabawy z waszymi grami VR.


DOOM Marine
mario-1991@o2.pl