Alone in the Dark 2
Pierwsza część tej gry- genialne Alone in the Dark- ustanowiła nową jakość w przygodówkach. Mianowicie przedstawiła akcję gry w 3D! I wtedy to naprawdę było coś nowego (wszystkie inne dotychczasowe przygodówki były 2D). Dodatkowo grafikę uzupełniały elementy zręcznościowe (walka z przeciwnikami), wspaniałe zagadki i niebanalna historia. Ja tu (na razie!) nie będę poruszał legendy, a "jedynie" jej genialną kontynuację. Na ruszt zapewne pójdzie intro. Jezu! Co za animacja, co za styl! No ale jak już pierwszy zachwyt minie ( i powróci mowa) z intra dowiemy się że mała dziewczynka została porwana przez pirata o imieniu One Eyed Jack, a po to by wykorzystać ją w jakimś rytuale. Zrozpaczeni rodzice wynajmują człowieka aby odnalazł i przyprowadził im dziewczynkę. Ted Striker (bo tak nazywa(ł) się nieszczęśnik) wyrusza do miejsca zwanego Hell's Kitchen, odnajduje dziewczynkę i… zostaje uduszony przez klowna-zabawkę. My już wiemy że Hell's Kitchen nie jest miejscem normalnym, ale nasz komputerowy odpowiednik- Edward Carnby- ma się o tym dopiero przekonać. Nasza postać przybywa na miejsce zbrodni, po otrzymaniu telegramu z prośbą o pomoc od Strikera (jakby ktoś się miał czepiać- Ted wysłał telegram PRZED wyruszeniem na ostatnią krucjatę), wysiada z taksówki, podchodzi pod bramę posiadłości, przygląda się pięknemu dworkowi, pod bramą kładzie walizeczkę i nie wiadomo czemu spiesznie się oddala. Po chwili jednak przekonujemy się że szybkie tempo wynikało z zawartości walizeczki bo takowa robi boom i wysadza bramę w powietrze (powiem wam że to oczywiście nie jest cała historia, a jej kontynuację poznacie dzięki znajdowanym w grze notatkom i książkom). Ale zaraz zobaczymy całą grafikę. Tła to przepiękne plansze dwuwymiarowe, ale nasza postać została trójwymiarowa. Bez problemu zobaczymy na jej twarzy wąsik, na koszulce guziczki, a w łapce rewolwer. Za to jako tło mamy żywopłot, alejkę i jakiś budynek, a pod nami leży trup. Postanowiłem go pozostawić i pójść dalej. Po krótkiej chwili miałem już przed sobą dwóch kolesi z thompsonami, a mój rewolwer w porównaniu z tą zabawką to naprawdę pikuś. Pomimo rozpaczy jednak strzelałem i… dostałem serię w plery dzięki której mogłem obejrzeć ładną animację pogrzebu (oczywiście odpowiedniego dla takiego jaki odprawiłyby zombie). No tak pan przy bramie się obudził i nie dał mi spokoju. Podczas następnej gry byłem już ostrożniejszy i zostałem przy nim aż wstanie, posyłając mu kilka pocisków z rewolweru i poczekałem aż zapadnie się pod ziemię. Dzięki temu kurduplowi sam także miałem okazję postrzelać z thompsona i załatwić dwóch przyjaciół. Niestety amunicji zawsze mi brakowało, podczas całej gry, ale nie wiem czy zapisać to na wadę czy zaletę. Oznacza to że każdy pocisk, każda seria musi być dokładnie wyliczona. Jednak już kolejny pomysł był w stanie mnie porządnie wkurzyć. Mianowicie kamera. W Alone in the Dark zastosowano ciekawy pomysł zmieniających się ujęć (tak jak w Resident Evil) i to bardzo przypadło mi do gustu. Mało tego! Uważam że kamera tego typu pozostawia odrobinę niedopowiedzenia i może podbudować nastrój! No ale co do tych niedopowiedzeń to już święte słowa. Zdarzyło mi się dostać kulkę i nie widzieć skąd. Po prostu nie wszedłem do kolejnej "strefy", a kamera nie przeskoczyła za moją postacią. Nieraz też marnowałem pociski, bo żadnego celownika tu nie uświadczy (a jeżeli nie chcieli celownika to nie mogli chociaż dołączyć jakiś laser, czy coś?). Po jakimś czasie zacząłem sobie radzić z wypuszczaniem małych ołowianych kolesi na wolność i to całkiem celnie. Nie strzelamy jednak z samych rewolwerów i thompsonów, bo możemy także podpuścić przeciwnika i powalczyć z nim wręcz, załatwić strzelbą i pociachać szabelką, a w krytycznych sytuacjach patelnią i deską do krojenia. W co lepszych przebłyskach autorzy porozrzucali po planszy popsutą broń jak zardzewiała szabla i zacinający się thompson. Mało tego? Ależ skąd! Co prawda broń palna ma tylko jeden tryb strzału, ale już podczas walki wręcz możemy przywalić z bańki, kopnąć, a także uderzyć prawą lub lewą pięścią. Za to przy szabli zadajemy pchnięcia, uderzamy znad głowy i z lewego lub prawego boku, podobnie jak przy patelni i desce. I na szczęście sterowanie nie zajmuje nam pół klawiatury! Używamy kursorów, klawisza enter i spacji. Kursory to poruszanie się, enterem pogrzebiemy w plecaku, a spacja odpowiada akcji. Atakujemy wybierając typ broni, naciskamy spację i któryś z kursorów. Daje nam to sporo możliwości i równie wiele swobody. Postacie umierają niezwykle efektownie. Zwykle padają na kolana i delikatnie osuwają się na ziemię, ale czasem spróbują podeprzeć się o ścianę by załagodzić upadek. Jednak co mamy tak pięknie ubić? Ano mamy tu zombie, duchy, klowny, piratów, gangsterów, kuchcików i każdy z przeciwników to kawał dobrej roboty. Mamy tu niestety brak krwi ale da się przeżyć. Zresztą skoro kolesie są już martwi to niby jak mają krwawić? Co ciekawe- kiedy tylko w okolicy pojawiał się przeciwnik muzyczka jakby przyśpieszała i stawała się bardziej nastrojowa, a kiedy już zażegnamy kłopoty znów wracała do swoich spokojnych, lekko zabawnych tonów. Na razie mam zamiar uspokoić wszystkich- pomimo że walczymy z nieraz zabawnymi stworkami nie psuje to zabawy, a dodaje trochę humoru do tej przygody. Podczas gry (jak to w przygodówkach niestety bywa) używamy przedmiotów. Tam rzuć linę z hakiem, tutaj połóż kartę itp. Zagadki są całkiem ciekawe i co najlepsze- niemal się ich nie zauważa! Tak serio- podczas szybkiej eksterminacji i rosnącego zagrożenia zagadki wykonuje się wręcz instynktownie. Za to duży plus (ale jeżeli ktoś ma problem z zagadkami w których wykorzystano karty to podpowiem że autorzy upodobali sobie karo)! Na chwilę wrócę do grafiki. Postacie są jakby poskładane z prostokątnych klocków. Dodajmy- wspaniałych, kolorowych i pięknie animowanych klocków! Przeciwnicy poruszają nogami, rękami i strzelają bez opamiętania. Doprawdy- grafika i animacje są przewspaniałe i śmiem twierdzić że animacja dorównuje tej z Prince of Persia! Ruch wygląda jak prawdziwy! Kiedy tniemy szablą, uderzamy pięścią czy strzelamy ze strzelby dostajemy w nagrodę piękną animację i ogromną satysfakcję. Tła także są cudowne! Poruszamy się po lochach, ogródkach, pomieszczeniach, a nawet po statku pirackim! Wszystkie lokacje są wykonane niezwykle starannie i wiele nowych gier może pozazdrościć projektów poziomów z Alone in the Dark. Najbardziej podobały mi się miejsca gdzie traciłem ekwipunek. Wiem że większość graczy teraz najchętniej powiesi mnie i to nie za szyję, ale to naprawdę fajne momenty. Zwłaszcza kiedy w pobliżu znajduje się potężny przeciwnik i trzeba wykazać się sprytem (lub szybkimi nogami). Nie wiem czy wszyscy z was grali w pierwszą część, ale powiem wam że mieliśmy tam wybór- grać mężczyzną lub kobietą. A co jest w drugiej części? Guzik. Zaczynamy Carnbym i koniec. Na szczęście autorzy sięgnęli po o wiele ciekawszy pomysł. Mianowicie po jakimś czasie w świecie gry, tracimy kontrolę nad Carnbym, a uzyskujemy nad małą dziewczynką (dokładnie tą którą porwali). Co jeszcze lepsze- dziewczynka to nie facet i z utrzymaniem gnatów czy szabli mowy być nie może. Ale jak sobie wtedy radzić? Odpowiedź to jak najwięcej się chować, planować posunięcia i korzystać z pułapek. Jakich pułapek? Ano kostka lodu w ciasnym przejściu to chyba wystarczający argument? Wiem że rozwiązanie to dość znane (zwłaszcza z kreskówek) ale naprawdę skuteczne! I nie macie pojęcia ile przyjemności daje przechytrzenie tych potworów (a już na pewno więcej niż ma to miejsce z użyciem broni palnej czy siecznej). Przy okazji coś w nas wtedy podskakuje. Jest to strach. Serio! Przy tej gierce można się naprawdę przestraszyć! Kiedy traciłem broń i stawał przedemną przeciwnik ze strzelbą, czułem że ktoś zaciska mi palce na gardle, a w lustrze wyglądałem potworniej od Predatora bez maski. Tak, może z Silent Hill nie może się równać, ale klimat jest niezaprzeczalny i faktycznie doskonały. Pomaga w nim cała oprawa dźwiękowa. Muzyczka przyśpieszająca w czasie walki, doskonałe odgłosy broni i perfekcyjne gadki przeciwników. Broń naprawdę brzmi- rewolwer po prostu strzela, thompson puszcza serię, strzelba "rzyga" śrutem, szabla "tnie" powietrze, a deska wydaje miłe dla ucha plask kiedy ląduje na łepetynie truposza. Kiedy chodzimy słychać nasze kroki i tak samo jest z przeciwnikami, co pozwala szybko ich odnaleźć. Działa to jednak w drugą stronę. Kiedy chodzimy po labiryncie zarośli, z thompsonem w ręce, słyszymy nagle kroki i pikawa zaczyna wariować. Tak, tło dźwiękowe to zdecydowanie mocna część gry. Na uznanie zasługują także dialogi przeciwników. Nie jest to może śmietanka którą mieliśmy w Duke Nukem, ale "Hej, Ty!" podczas wędrówki może nieźle przejąć. To także plus dla audio. Niestety na plusik nie mogę zaliczyć braku głosu u głównego bohatera. Co prawda co jakiś czas u dołu ekranu pojawiały się komentarze w stylu "tak lepiej", czy "spoczywaj w piekle" (oczywiście po angielsku) ale tylko w wersji tekstowej. Ten mały mankamencik wynagrodził mi wspaniale pewien smaczek. Mianowicie w czasie gry możemy przebrać się za kogoś kim pewnie nigdy nie zostaniemy. Panie i panowie- oto Święty Mikołaj! Bardzo lubię takie elementy w grach (mniej-więcej dlatego też ukochałem MDK i GTA) i co lepsze- tu kostium da nam także możliwość wykiwania pewnego kuchcika (jeżeli zbliżysz się do niego bez przebrania wezwie pomoc). Ale tu znowu mankament- czasami wystarczy się odpowiednio ustawić a przeciwnicy strzelają do siebie samych. W drzwiach można wykończyć o wiele lepiej uzbrojonego przeciwnika zwykłą dechą. To jednak załagodził moment gdy znalazłem wódkę- cały ekran zaczął się trząść, postać poruszała się niemrawo, a o celowaniu nie było mowy. Uniknęło mi też parę punktów żytka (nie popieram autorów- to przecież tylko buteleczka!). Co do poruszania się- popatrzcie na Carnbiego w pełni sił, a następnie u kresu wytrzymałości. W pierwszej opcji postać porusza się zgrabnie i pewnie, gdy jednak dostanie kilka kul zaczyna powłóczyć nogami i opuszcza głowę do parteru. Gratuluję twórcom takiej dbałości o szczegóły. Tak patrząc- grę mogę polecić każdemu. Fan przygodówek przymknie oko na walki i zagłębi się w opowieści, a fan jatki załatwi sobie solucje do zagadek i odda się pięknej animacji i eksterminacji wrogów. Wszystkie błędy części poprzedniej naprawiono, a to co było już tam świetne zostało doszlifowane.
Samotni w ciemności zostaniecie dzięki www.staregry.pl .
Nominacja do nagrody Pixel Game!
Plusy:
+grafika
+muzyka
+dźwięki
+komentarze przeciwników
+broń (a zwłaszcza szable)
+klimat!!!
+przeciwnicy
+kamera (mimo wszystko)
+przedstawienie fabuły (książki i notatki)
+sterowanie
+Ho! Ho! Ho! Wesołych Świąt! ;)
+ można się upić ;)
+trzeba dużo kombinować
+nieraz braknie ci amunicji…
Minusy:
-…ale zawsze w akurat najmniej odpowiednim momencie
-przydałby się celownik
-zdolności przeciwników w ciasnych przejściach
-czemu nasz koleżka nie ma głosu?
Oceny cząstkowe: - Grafika: 10/10!
- Muzyka: 9/10
- Dźwięk: 10/10
- Grywalność: 10/10
- Ocena: 10/10!!!
**********
DOOM Marine