Gordon Freeman & Zszywacz
W poprzednim odcinku:
Caleb napadł na restauracje serwującą hamburgery. Przy konsumpcji zabija niewinnego Mat Kata, który śmiał mu się przeciwstawić. Po nażarciu się postanowił pójść do supermarketu, aby uchronić się przed wzrastającą temperaturą i bezwietrzną pogodą. W drodze do supermarketu potrącił go TIR, jednak nic mu się nie stało. Z ochroną supermarketu poradził sobie bezbłędnie. W supermarkecie Caleb zapożyczył kilka Jaboli i próbował wyjść jak nigdy nic, jednak zauważył go dyrektor tegoż sklepu. Rzucił się za Calem w pogoń. Cal waląc dyrektora butelką trunku uciekł mu. Po tylu wrażeniach (nawet na Cala to za dużo!) Cal chciał wreszcie coś zjeść. W barze na dworcu centralnym poprosił o dwa piwa, jednak jak to się okazało kosztowały za wiele. I to był powód ku któremu Cal wybuchł atakiem paranoi...
Cześć trzecia: "Pieniondze to nie ffsystko, ale rzycie bes pieniendzy to... nic"
Wszyscy zaczęli skandować : "Caleb, Caleb, CALEB!!!!" Zachęcony tym Caleb podniósł szablę w górę i ostro zamachnął się. Kelner zamknął oczy, taca wypadła mu z ręki na ziemie. Ostrze szabli padło na podłogę. Zawyła syrena policyjna. Ludzie panicznie uciekli przez okna, drzwi i Bóg wie przez co.
Wreszcie Cal opamiętał się i zauważył, że jedzie karetką Szpitala Najświętszego Bernardyna i Ksawerego Nadziei Ostatnich, przez niektórych zwanego Szpitalem Psychiatrycznym. Próbował się ruszyć, zaczął wrzeszczeć, krzyczeć, ślina ciekła mu z ust. Niestety nic to nie dało był przecież w kaftanie bezpieczeństwa...
Tak oto Cal trafił do wcześniej wspomnianego ośrodka. Zapoznał się tam z Doktorem Tedim, którego ulubionym zajęciem było umiejętne komplikowanie i tak już przewlekłych chorób swoich pacjentów. Bardzo zaciekawił go przypadek Cala, dla którego przebywanie w białym pokoju bez klamek było dość przyjemne, szczególnie dlatego, gdyż było żarcie za darmola. Niestety Kaleb ubolewał nad tym, iż nie ma tu piwa, ani innych alkoholowych specyfików.
Dr. Tedi postanowił przeprowadzić eksperyment - codziennie Caleb dostawał dwa bochenki chleba do wyboru - jedne maczany w denaturacie, a drugi maczany w niczym. Caleb zawsze bezbłędnie wybierał ten maczany w denaturku, pomimo iż widział on je, jedynie za wielką, grubą (3, 34cm) pancerną ołowianą szybą.
Po tygodniu Caleb zaczął miewać problemy ze wzrokiem, jednak nadal bezbłędnie wykrywał, poprzez wielką, grubą (3, 34cm) pancerną ołowianą szybę, odpowiedni chleb.
Dr. Tedi postanowił przeprowadzić kolejny mały eksperyment i zasłonił wielką, grubą (3, 34cm) pancerną ołowianą szybę, żelazną grubą (20,1cm) kurtyną i kazał wybrać Calebowi chleb. Ten znowu wybrał poprawnie.
Dr. Tedi po miesiącach eksperymentowania nad Calebem odkrył w jego mózgu nowy ośrodek - ośrodek picia, który oddzielił się od ośrodku głodu i przybrał nową, całkowicie niezależną formę i postać. Ośrodek ten reagował na obecność alkoholu we krwi, i gdy tego poziom spadał poniżej 1 promila, wzmagał wręcz niewyobrażalnie pragnienie i pożądanie do %. Co więcej, Caleb dzięki temu ośrodkowi mógł np.: wyczuwać alkohol z 20 metrów, poprzez różnorakie zapory, mógł wypić litr czystej w 2, 21 sekundy oraz parę innych pomniejszych rzeczy. Dr. Tedi postanowił odstawić od Caleba alkohol i zobaczyć co się będzie działo. To był błąd. Po pierwszej dobie Caleb stał się nerwowy i krzyczał, potem rozerwał kaftan i rzucał gumowymi krzesłami w ściany obite poduszką. Żaden z pomocników doktora Tediego nie odważył wejść do izolatki Caleba aby wstrzyknąć mu zastrzyk uspokajający.
Dr. Tedi właśnie stał za wielką, grubą (3, 34cm) pancerną ołowianą szybą i obserwował miotającego się w szale Caleba który wyrywał właśnie sobie włosy... z głowy. Dr. Tedi odwrócił się, podszedł do barku i zrobił sobie drinka aby się zrelaksować. W tym momencie wielka gruba (3, 34cm) pancerna i ołowiana szyba z wielkim hukiem tłuczonego szkła rozbiła się na tysiące małych kawałków, a do środka wpadł Caleb, przeturlał się po podłodze, po czym wstał pokrwawiony i stanął koło dr. Tediego. Z dziką żądzą w oczach wpatrywał się w szklankę trzymaną w jego dłoniach. Dr. Tedi pojmując grozę sytuacji powoli zaczął odstawiać szklankę od siebie na pobliski stolik, oczy Caleba pilnie obserwowały ten powolny ruch. Dr. Tedi nie zdążył jednak odstawić szklanki, nagle poczuł tylko silne uderzenie w pierś które go zamroczyło, Caleb ze zdenerwowania rzucił szklankę do góry, otworzył swoją paszczę i połknął drinka razem ze szklanką. Obrócił się i zauważył niedomknięty barek. Opróżnił go w niecałe 10 minut, choć jak to lekarze było w nim naprawdę dużo różnego rodzaju win...
Po tym opróżnianiu barku, pęcherz Caleba zrobił się strasznie duży i Cal zrozumiał, że musi siusiu. Nerwowo miotał się po korytarzach i nigdzie nie widział łazienki. Wszedł do jakiejś sali gdzie leżał jakiś gość... Cal nie mogąc już wytrzymać wylał krew, która była dostarczana do organizmu chorego, i zaczął tam lać... Minęło 5... 10... 15... 25... 50 minut i Caleb skończył. Chory nagle oderwał przymocowania które trzymały go w pozycji poziomej do łóżka, zainchalowany moczem Cala, nie mogąc wytrzymać, wyskoczył przez okno, udając koguta... Nasz bohater nie miał czasu przejmować się jakimś tam nędznikiem. Ruszył w stronę wyjścia, oczywiście nikt nie miał ani krzty odwagi zatrzymać szaleńca. Zmęczony tymi wrażeniami napotkanymi tu i tam usiadł na ławce i zasnął...
Pojawił się w domu. Jego żona czekała z obiadem, na stole był kurczak, herbatka. Syn czekał w garniturku z ulubionymi papieroskami Cala, żona zaś trzymała w ręku wino z 1951r. Żona nie przejmowała się wyglądem Cala, była dla niego łagodna, kochała go. Wszystko w domu było wysprzątane i wymalowane. Otworzył barek, a tam wszystkie gatunki wódek i win, były nawet te najdroższe za które Cal mógłby kupić sobie u Zdzisia ze 100 "Złotych Ryjów"... Nie mógł w to uwierzyć, kazał się uszczypać żonie. Ta go delikatnie uszczypała. I wszystko znikło! Obudził się na ławce przed Szpitalem Najświętszego Bernardyna i Ksawerego Nadziei Ostatnich (SNBiKNO). Cal uwierzył w to, iż w domu jest tak wspaniale jak we śnie... Kopnął puszkę leżącą na ziemi ze złości, iż to nie jest tak jak on by chciał, ona zaś odbiła się od drzewa, potem od kosza i trafiła go w czoło. Przez chwile zaczął myśleć. Wpadł na pomysł powrotu do domu, przecież może to co widział we śnie się ziści... Może żoną nie będzie go wyrzucać z domu, jak to bywa przy każdej awanturze, może syn nie będzie unikać go jak ognia, może mu wybaczą te złe dni, których trochę było. Może stanął się jedną szczęśliwą rodziną!!! Jednak im dłużej myślał tym bardziej bolała go głowa. Znów przestał myśleć. Zapomniał o tym co robił kilka minut temu. Poszedł przed siebie i po przejściu 5km doszedł do domku letniskowego, w którym mieszkał dobrodziej LOV. Niedaleko od chatki był kościółek. Jednak ciekawość Cala nie miała granic, musiał dowiedzieć się co za jęki wychodzą z chatki dobrodzieja. Cichutko podszedł pod okienko, po drodze boleśnie wyjebał się o jakąś puszkę po piwie, jęki z chatki na chwilę ucichły po czym przyśpieszyły. Cal nie zwłocznie podbiegł pod okienko. Podniósł głowę, chcąc zajrzeć do środka i nagle mocno dostał czymś w łeb.
Obudził się po jakimś czasie przywiązany do Wielkiego Łoża(tm) z wielkim bólem głowy. Ostrożnie otworzył oczy, i zauważył jak LOV, bardzo skąpo ubrany, powoli wchodzi do pokoju. Cal uśmiechnął się przytulnie do LOV'a, a ten odpowiedział mu dwa razy szerszym uśmiechem.
- No czeeeeeść Caleb, ty mój sodziutki...
- Ekhm, cześć LOV, mógłbyś mnie rozwiązać?
- Oj tyś niegrzeczny, oj tyś niegrzeczny! Już byś uciekać chciał! Najpierw się zabawimy... - Powiedział LOV, po czym siadł na łóżku koło Cala, pożądliwe się w niego wpatrując.
Caleb zrozumiał ze to nie są żarty i poważnie zaczął się obawiać co będzie dalej z jego... z nim samym. Sytuacja była tragiczna i bez wyjścia - sam na sam z dobrodziejem LOVem, przywiązany do łóżka, na odległym zadupiu... Nikt by nawet nie zwrócił uwagi na jego krzyki, pobliscy sąsiedzi zdążyli się już przyzwyczaić... LOV właśnie otwierał szufladę i wyciągał z niej... ekhm, gdy nagle zawyła syrena milicji obywatelskiej pod domkiem. LOV wepchnął trzymaną w dłoni... skarpetę Calebowi do ust, aby ten milczał, po czym sam w panice zaczął rozglądać się po pokoju. W końcu wyskoczył przez okno, uprzednio zakładając na siebie kurtkę Cala wisząca na krześle. Na to Cal żałośnie zawył, poprzez skarpetę trzymaną w ustach, bowiem ta kurtka kosztowała go kiedyś z tri piwa... W tym momencie do środka wpadła brygada antyterrorystyczna.
- Stać kur*** mać!
- Mmm, mmm- odpowiedział na to zakneblowany Cal.
- Powiedziałem Stać kur*** mać, a ręce nad głowę!!!
- Mmmm, mmm, mm!!! - zdołał wydusić Caleb poprzez... ekhm, skarpetę trzymaną w ustach.
- Towarzyszu sierżancie - Czy nie widzicie że obywatel trzyma w ustach, eekhm, skarpetę i nie może odpowiedzieć? - Do pokoju weszła przepiękna milicjantka.
Cal odczytał na tabliczce przypiętej do jej piersi napis - "Gen. Tygrys". Tygrys podeszła do naszego nieszczęśnika i wyjęła mu z ust, ekhmmm, skarpetę, po czym kazała rozwiązać nieszczęśnika. Cal był zachwycony, zaczął dziękować, gdy jeden z milicjantów kazał być mu cicho, i na poparcie swoich słów boleśnie uderzył go w żebra. Milicjanci podnieśli Cala z łoża, pozwolili mu się ubrać, po czym zakuli go i przycisnęli do ściany.
- Co się kur** dzieje??!! - zapytał przerażony Caleb.
- To co się stać powinno już dawno temu, LOV.
- Ależ to pomyłka!!! Ja jestem Caleb!!!
Tygrys podszedła do Cala i zasadziła mu siarczystego kopniaka w tyłek:
- Jak śmiesz podszywać się pod mojego naczelnego???? Caleb jest o wiele bardziej przystojny, i na pewno nie paradowałby by tylko w samych gatkach i z eee, skarpetą w ustach w domku tego zboka LOVa!!!
- Ale to naprawdę ja, zajrzyjcie do... - Cal przypomniał sobie jak LOV zabrał jego kurtkę w której trzymał dokumenty. - Cholera, To naprawdę ja Caleb, do ku**** nędzy, Tygrys, ku****, nie poznajesz mnie???!!??? - z przerażeniem w głosie zapytał się Cal, po czym dostał kolejny cios w ziobro od milicjanta:
- Hej ty chory zboczeńcu, proszę być uprzejmym jak odzywasz się do kobiety!!!
- Spokojnie towarzyszu sierżancie - odezwała się Tygrys. - Rozmawiałam już z gorszym elementem, tak jak na przykład wczoraj przy aresztowaniu niejakiego Dwarfa który rozwalał ławeczki w parku i wyśpiewywał szatańskie teksty piosenek w staniu upojenia alkoholowego...
Tygrys odszedła rozmawiając z przystojnym sierżantem, a panowie milicjanci wzięli Cala i zaprowadzili go do sukowozu. Wrzucili go do tyłu, po czym z hukiem zatrzasnęli drzwi. Cal leżał skrępowany kajdankami, na podłodze starej Nysy i zastanawiał się rozpaczliwe - "Co dalej??!!". Wóz z piskiem opon ruszył spod chatki dobrodzieja LOVa...
Caleb jechał, odbijał się dynamicznie od okienek Nysy i jechał... W końcu poobijany zasnął... Nagle coś zaświeciło mu w oczy, była to lampka - taka jaką używa się w przesłuchaniach, naprzeciwko niego siedział gość w czarnym garniturze, w czarnych okularach i czarny kapelusz... Caleb ledwie co obudzony nie kontaktował... Gdy nagle grubym głosem wrzasnął na niego gość siedzący naprzeciwko niego:
- Lov, nie będę się z Tobą bawił w ceregiele. Mów co wiesz, to może puścimy Cię wolno...
- Nie, nie i jeszcze raz nie. To nie tak, ja nie jestem tym zboczeńcem. To nie ja! - mówił cichutko Caleb...
- Jak to nie ty! To ty i już! KGB się nigdy nie myli! Straże weźcie go do "izby przyjęć", do Tajniaka Bedzia! - wrzeszczał nadal gość.
- A macie tu alkohole? - Caleb zawsze myśli o tym, co jest mu potrzebne - bądźmy wyrozumiali.
- Nie, nie mamy! Straże!!! Brać go!
Caleb za bardzo nie wiedząc o co chodzi posuwał się powoli za strażnikami... Pierwszy raz w życiu czymś się przejmował... Jak to możliwe wytrzymać bez alkoholu? Czuł się coraz gorzej, promile alkoholu we krwi malały.
Strażnicy doprowadzili go do malutkiego pokoiku Bedzia. Był to psychoanalitykoparapeuto-psycholog. Pod presją Cal musiał siąść na siedzeniu. Bedź wyjął wahadło i zaczął machać nim przed oczami Cala.
- Jesteś lekki. Unosisz się w powietrzu. Twoje ciało nie istnieje. Pozostałeś tylko ty i twój rozum (!) - mówił Bedź
Cal z minom którą każdy z nas zna na widok trójkolorowych skarpetek Cala w misie, przyznał rację Bedziowi i siedział dalej.
- Jesteś krową... Gdy zadzwonie na Noki 3310i pod numer 8344656 staniesz się znów normalny
Cal kiwnął głową, i gdy już miał zamuczeć, zauważył pod stołem piwo! A jednak gość nie mówił poważnie - w tym budynku mają coś do żłopania!
Bedzio widząc, że pierwszy etap "leczenia" się nie powiódł, przeszedł do kolejnych czynów. Jednak nie zdążył, Cal był szybszy! Walnął Bedzia w mordkę tak, że ten wylądował na żyrandolu. Wziął piwo i z pożądaniem wypił je w 6,221 sekundy. Wraz z przybyciem promili Calebowi przyleciał do głowy kolejny genialny pomysł. Wybił szybę i wyskoczył z okna. Z piątego piętra trafił na wóz na którym było wożone siano. Niestety miał pecha, bowiem w siane sterczały widły i Cal oczywiście się na nie nadział.
Bedzio wyglądał przez rozbite okno, za odjeżdżającym Calebem na wozie z sianem, ciągniętym przez Qnia. To był koniec. LOV im uciekł. Trzeba porozwieszać listy gończe - myślał gorączkowo Bedzio.
A Cal siedział sobie spokojnie na wozie masując swój tyłek który lekko ucierpiał. Wtem usłyszał syk gazu z otwieranej butelki - to woźnica otworzył piwo. Caleb momentalnie skoczył do przodu, iż zaczął szarpać się z woźnicą próbująć wyrwać mu piwo. Woźnica stracił panowanie nad pojazdem, wpadli w poślizg na mokrej nawierzchni, Qń przerażliwe zamiauczał, przejechali na czerwonym przez skrzyżowanie i z wielkim hukiem...
Ciąg Dalszy Nastąpi w następnym numerze =) Teletubisie machają na dobranoc!