spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Władca Pierścieni: Powrót Króla|

Władca Pierścieni: Powrót Króla "Ash nazg thrakatulk, ash nazg gimbadul,
Ash nazg durbatuluk, agh burzum-ishi krimpatul."

Kojarzycie? (cisza na sali) Nie?

A teraz?:

"Jeden, by wszystkimi rządzić. Jeden by wszystkie odnaleźć.
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać"

No, wreszcie!

Wbrew pozorom są to te same fragmenty wstępu do "Władcy Pierścieni" J.R.R. Tolkiena, tylko że pierwszy jest w mowie Mordoru, a drugi po polsku (o ile nie przekręciłem słów...). Również ich położenie w tym arcie nie jest przypadkowe, chciałbym bowiem podzielić się moimi wrażeniami z ostatniej części trylogii "Władca Pierścieni" Petera Jacksona, a mianowicie z "Powrotu Króla".

W moim poprzednim arcie (o ile Gregorius go zamieści:)) można przeczytać o moich oczekiwaniach w stosunku do filmu. Jeśli ten tekst egzystuje gdzieś na łamach kącika AM Film, proponuje zacząć czytanie właśnie od niego.

A teraz nieco o fabule...

Kilka pierwszych minut filmu opowiada historię Smeagola i Deagola, dwóch hobbitopodobnych stworzeń, które właśnie wybrały się na ryby i w wyniku pewnego trafu odnajdują Pierścień Władzy. Obydwaj zaczynają się kłócić, dochodzi do szarpaniny w wyniku której Smeagol zabija Deagola i staje się właścicielem Pierścienia (czy może raczej Pierścień staje się jego właścicielem :)). Smeagol zostaje wygnany ze swej rodzinnej wioski i staje się Gollumem, postacią znaną wcześniej z "Dwóch Wież". Od tego momentu historia jest kontynuacją akcji poprzedniej części filmu. Dwaj hobbici i jeden Gollum:) wędrują w kierunku Góry Przeznaczenia by zniszczyć Jedyny Pierścień, napotykając wiele trudności. W tym samym czasie trwają walki sił Gondoru i Rohanu z Siłami Ciemności. Tradycyjnie spotykamy też Gimliego, Aragorna, Legolasa, Gandalfa, Mariadoka, Pippina i resztę spółki.

Ogólnie fabuła filmu pokrywa się z jej książkową wersją, więc ktoś po jej przeczytaniu będzie znał finał całej opowieści i nie będzie odczuwał takiego zaskoczenia jak ktoś nie znający treści książki. Choć, oczywiście są pewne odstępstwa od pierwowzoru, ale nie będę psuł zabawy i ich nie zdradzę.

Film cechuje wspaniała atmosfera (choć moim zdaniem prowadzi "Drużyna Pierścienia), choć bardziej podniosła, rozmach (sceny batalistyczne!), ciekawe efekty specjalne (choć Oko w finale przypomina mi takie reflektorki "szperacze" np. w więzieniach :)). Oczywiście wspaniała muzyka (ale "Drużyna...", nie! Nie bij! Już nie będę!:)), ze znanym motywem przewodnim na czele (choć w różnych "wersjach"). Do bohaterów można się przywiązać (choć od Golluma się "odwiązałem" po seansie).

Dzieło to, jako zwieńczenie całej historii posiada odpowiedni rozmach, jedynie zwieńczenie zwieńczenia czyli zakończenie filmu jest troszeczkę "rozwleczone". Usłyszałem nawet coś w stylu "Długo jeszcze? Ja muszę do toalety!":). Dobra, żartowałem, ale sceny końcowe mogliby skrócić (nie usunąć!). W końcu cały film trwa coś około 3 godzin i 20 minut! Aż strach się bać wersji reżyserskiej! :)

Film gorąco polecam nie tylko fanom Fantasy, ale i wszystkim ludziom lubiącym miło spędzić czas przed ekranem. Jeśli komuś podobały się poprzednie części, spodoba mu się "Powrót Króla". Jeśli nie, cóż jego wola. Niejaki Peter J. może bez wstydu spojrzeć w oczy widzom.

Oceniam produkt na 5+/6 (bo "Drużyna" była lep... Aaaa, nie po twarzy! :))

A ty? Czy masz odwagę wrócić do Mordoru?

Grey Fox
marcingreyfox@wp.pl



Jako że powyższy tekst jest nieco chaotyczny, postanowiłem się doń dopisać - tym bardziej, że osobnej recenzji nie chce mi się pisac ;).
"Władca Pierścieni", jako całość, stał się dla kina fantasy tym, czym jest "Lśnienie" Kubricka dla horroru. Nie ma co roztrząsać powyższej tezy, skupię się raczej na "Powrocie Króla" i tym jak wypada w konfrontacji z pozostałymi częściami.
A wypada dobrze. Sceny batalistyczne są cudowne, gra aktorska - już mniej. Osobiście stawiam ten film za "Drużyną Pierścienia", ale przed "Dwoma Wieżami", czyli jak już mówiłem, jest dobrze.

Plusy? Ian McKellen wykreował ciekawą postać. Poprawny, gdy trzeba odważny, zacięty. Zatanawiała mnie tylko jedna rzecz - dlaczego walczył jak piechur? Jakoś wydawało mi się, że trochę więcej mógłby wspierać się magią, ale to już moje prywatne zrzędzenie.
Na uwagę zasługuje również postać Sama. Przyćmił Froda, ot.
Nierówną postacią z kolei jest Eowina. Raz wychodzi świetnie, innym razem jakoś tak sztucznie. Jednakże mimo to w zbroi prezentuje się o wiele lepiej niż Liv Tyler w elfickich wdziankach :).

Jeśli chodzi o efekty, to oblężenie jest świetnie wykonane. W ogóle efekty stoją na wysokim, moim zdaniem oscarowym, poziomie. Zresztą, zobaczymy w lutym. Zastrzeżenia mam jedynie do armii duchów, a głównie do scen batalistycznych z nimi. Czytając książkę inaczej to sobie wyobrażałem. Gdy wkroczyły na pole, to praktycznie było po bitwie. Według mnie Jackson powinien pokazać umarłych wojowników, mimo wszystko, trochę słabszych. Przesadę widać przede wszystkim w scenie z olifantem. Swoją drogą nie spodobała mi się paleta kolorów, jaką wykorzystano przy tworzeniu armii widm. po prostu za bardzo kojarzyło się z mdłymi kolorkami Matrixa...

Muzyka jest rzetelnie wpleciona w akcję - słowem, dobra i nic ponadto. Nie przeszkadza, ani nie zapada w pamięć. W każdym bądź razie Oscara na pewno nie dostanie (tu moim cichym faworytem jest Kill Bill - zresztą, poczytajcie osobny artykuł na ten temat).

Dobra, kończę, bo jestem po osiemnastce kumpla, mam kaca giganta i od myślenia mnie głowa boli :). Polecam obejrzeć, gdyż jest to bardzo dobre zwieńczenie serii. Tak czy inaczej Władca Pierścieni został zniszczony - teraz pozostaje nam jedynie czekać na Hobbita.


|strona 18|