spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Superprodukcja|

Ile to razy oglądałeś drogi czytelniku polskie komedie? Ile razy śmiałeś się z ich głupoty? Zapewne wiele, gdyż komedie made in poland mają to do siebie, że są tak głupie, że aż śmieszne. Nie ważne kto kręci te filmy, niech będzie to sam Juliusz Machulski, który słynie przecież z "Seksmisji", czy "Killerów". Niestety "Superprodukcja" chociaż wyśmiewa polską kinematografię to sama nadaje się do sparodiowania, chociaż sam się zastanawiam, czy jest tutaj coś do parodiowania.

SuperprodukcjaFilm opowiada o Yanku Drzazdze - krytyku filmowym, który jest wredną bestią. Potępia obecne kino. Śle gromy na największe produkcje krajowe, wyśmiewa i miesza z błotem. Naturalnie nie podoba się to tym, którzy film zrobili. Zostaje on jednak w pewnym momencie postawiony przed bardzo trudnym zadaniem. Na zlecenie pana Koniecpolskiego musi napisać scenariusz do filmu. Oczywiście broni się wszystkimi czteroma łapami, jednak argumenty w postaci broni palnej, a później pewnej kasety wideo przekonują go do zmiany decyzji. To jednak nie koniec. Mając cudzy scenariusz zostaje "zachęcony" do bycia reżyserem. To już przekracza jego mozliwości, wsiada więc w samolot, gdy w ostatnim momencie zatrzymują go panowie z policji i również "zachęcają" do współpracy. Yanek ma dowiedzieć się w jakim miejscu za jakiś czas ma dojść do spotkania "kumpli" Koniecpolskiego, którymi interesuje się policja.

I to by było na tyle fabuły filmu. O ile wykonanie czegoś takiego jest możliwe, to niestety nie w Polsce. Co prawda na początku filmu mamy świetnie pokazane sceny ośmieszające wszystkich, od krytyków filmowych po reżyserów, przez producentów i bosów zlecających kręcenie filmów. Machulski nawiązuje do wszystkich wielkich produkcji filmowych, np. "Quo Vadis", gdzie spalono dekorację i tak naprawdę to nie wiadomo co udało się wynieść, a czego nie. Mamy Krystynę Jandę, która gra samą siebie i Machulskiego, który również występuje jako Juliusz Machulski. Człowiek śmieje się gdy na planie filmowym widzi Annę Przybylską. Tutaj muszę aktorkę tą pochwalić, gdyż świetnie zagrała kobietę nie mającą pojęcia o aktorstwie, chociaż grającą główną rolę. Ukazuje się widzowi oblicze reżysera w postaci Bartka, który wkłada mnóstwo emocji w swoją pracę, często używając słów na "K" i "P". Poprzez kaprys nieudolnej gwiazdy zostaje zwolniony, przez Koniecpolskiego, który swoją drogą też nie ma pojęcia o kręceniu filmów. Producenta zagrał Janusz Rewiński, który ostatnio często spotykany jest we wszystkich rodzimych "komediach" (tak, to ten z ciemną brodą). Widzimy tutaj obraz producenta, który liżę d*** swojemu szefowi i kombinuje jak okantować wszystkich i wszystko (scena z mostkiem). W sumie wymieniać można jeszcze długo, bo co postać tam jego karykatura. Yanek to nieudacznik życiowy, który nie ma żony i jest maminsynkiem, kierownik planu ma wiecznie mikrofon, czapkę z daszkiem i koszulkę Figo. Ukazani są nawet gangsterzy, lub jak kto woli ochroniarze - swoją drogą nie mieli kogoś innego?

Druga sprawa jaką możemy w filmie zobaczyć to efekty specjalne, lub komputerowe. Wciśnięte są wszędzie, nawet jeżeli są akurat zbędne. Przede wszystkim już na samym początku uderza fakt pojawiania się liter początkowych (coś jak z "Matrixa" :)). Później mamy efekty wjazdu w oko głównego bohatera, lub jak nasz bohater na chwilę zamienia się w posąg z kamienia. No i oczywiście kolejny motyw z kultowego filmu braci Wachowskich, czyli uderzenie, bohatera odrzuca na 5 metrów, zatrzymanie jego lotu, kamera przesuwa się z drugiej strony i kontynuacja uderzenia. A ja się pytam na co to wszystko? Po co komu robienie takiego filmu. Rozumiem, że nareszcie pan Juliusz Machulski zauważył, że w Polsce dzieje się źle i chce przedstawić to na ekranie. Słusznie, pomysł jak najbardziej udany, ale kłopot polega na tym, że Polacy potrafią zrobić z tego jedynie satyrę i to w najgorszym stylu - komedii. Czy nikt nie powiedział im, że tego akurat robić nie umieją? Na pewno tak, ale co z tego, skoro i tak robią swoje. Co z tego, że Machulski wyłapał wszystkie błędy i przedstawił je widzom, skoro sam nie zastosował się do własnych nauk. Szkoda, że przy temacie pordukcji filmów w "Superprodukcji" była mowa jedynie o lekturach szkolnych, a nie o komediach. Czy nikt tego nie zauważył, że Polacy to naród dotknięty deperesją? Na wielu ludziach ten film zrobił dobre wrażenie, bo lubimy jak ktoś sprzeciwia się systemowi, ale szkoda, że już nie zauważyli, że film był naprawdę marny. Można było nim podłogę szorować, nuda jak z oka strzelił. Do k**** nędzy przecież to było gówno, nie film!!!

Jeżeli ktoś osmiesza polskie kino i sam stosuje ośmieszane przez siebie techniki to dla mnie jest skończonym debilem. Gdyby film trzymał poziom chociażby "Killera" to zgoda, niech będzie, ale w tym przypadku to totalne dno.

Dishman
dishman@poczta.fm


Ocena: 3/10

komedia Polska 2002

Reżyseria: Juliusz Machulski
Scenariusz: Juliusz Machulski, Jarosław Sokół
Zdjęcia: Edward Kłosiński
Muzyka: Maciej Staniecki
Obsada: Rafał Królikowski, Piotr Fronczewski, Janusz Rewiński, Anna Przybylska


|strona 14|