|
spis treści | poprzednia strona | następna strona |
|
Właśnie trafiła w moje ręce kolejna produkcja Ridleya Scotta
(Gladiator). Byłem bardzo ciekaw jak dobry jest jego film, ponieważ
uważam go za bardzo dobrego reżysera. Jego "Gladiator" nie był wcale taki
zły. Poza tym to nie jego wina, że jak akcja filmu rozgrywa się w starożytnym
Rzymie, to od razu mowa o filmie historycznym. Przecież to był film
kostiumowy! Zaraz, zaraz. Czy ja piszę recenzję "Gladiatora"? Cholera,
znowu mi się coś popie....ło! A już wiem - Helikopter w ogniu.
Film oparty jest na faktach autentycznych. Akcja rozgrywa się na terenach nie pamiętam czego, bo oglądałem już dosyć dawno ten film [Somalia, rok 1993, interwencja wojsk UN tamże - wspierali działania organizacji humanitarnych póki nie doszło do rozruchów, których prowokatorami byli lokalni bonzowie przejmujący większość transportów - dop. G.]. Oddział żołnierzy otrzymuje zadanie zlikwidowania jednego gostka (ktoś w rodzaju Osamy Bin Ladena dla Talibów). W tym celu bohaterowie zostają przetransportowani na teren wroga. I tu zaczyna się cała akcja, ponieważ zaczyna się bitwa pomiędzy żołnierzami a wrogą ludnością uzbrojoną po zęby. Trochę koślawo to wszystko streściłem, ale mam to przynajmniej już za sobą. Najpierw minusy: 1. Zbyt płytkie przedstawienie postaci. W ogóle nie zdajemy sobie sprawy, kto to jest, co tu robi. Po prostu skupiono się na czym innym. 2. Trochę nielogiczności i małych dziur w akcji. Czasami zbyt szybko zostajemy przenoszeni w inne miejsce, co trochę przeszkadza, ale tylko na początku. A teraz plusy: 1. Genialne sceny batalistyczne. Aż czujemy, iż bierzemy udział w jakiejś ważnej bitwie. 2. Dynamiczna akcja. Wszystko dzieje się bardzo szybko. Nie mamy czasu na myślenie ani na zastanawianie się nad różnymi rzeczami. Zupełnie jak na polu bitwy. 3. Genialne zdjęcia. Tu należy dodać, iż nad zdjęciami pracował Polak - Sławomir Idziak. Efekt jego pracy jest oszałamiający. Genialne ujęcia kamer, dynamiczne zmiany pozycji ujęć wpływają w znacznym stopniu na dynamizm całego filmu. 4. Klimat. Podczas seansu czułem się, jakbym naprawdę brał udział w jakiejś bitwie. Czułem się niesamowicie. Brakowało mi tego we wcześniejszych filmach tego typu. 5. Otoczenie. Cała sceneria wygląda naprawdę świetnie i przekonująco. 6. Efekty specjalne. Pełno wybuchów, wystrzałów z bazooki i wszystko staje się jasne. To wszystko składa się na naprawdę dobry film pełen efektów specjalnych, świetnych zdjęć i dynamizmu. Warto go obejrzeć, bo sprawia mnóstwo frajdy i trzyma nas w napięciu do samego końca. Ocena ogólna: 8+/10 PS. Ocena głównie za wrażenia po seansie, nie za treść filmu. Tyt. oryg - "Black Hawk Dawn" Rok produkcji - 2002 Gatunek - wojenny Scenariusz - ??? Reżyseria - Ridley Scott Muzyka - ??? Obsada - cholera ją tam wie. Był gościu, który grał w "Przekręcie" (stamtąd to nawet trzecioplanowych aktorów z twarzy kojarzę w innych filmach) i "Trainspotting" oraz gościu z "40 dni i 40 nocy" Adrian "Borgia" Kurowicki akurowic@zamoyski.edu.pl Z rzeczami, które w ogniu za długo stoją przeważnie jest tak, że dramatycznie skraca się ich długość życia. Podobnie jest z tym filmem - niby dobry, niby na faktach. Co z tego, skoro szybko się wypala? Moim zdaniem raz pooglądać można, bo w rzeczy samej dobry jest. Tylko dobry. Na uwagę zasługują szczególnie nominowane do Oscara zdjęcia Sławomira Idziaka. Ridley Scott tym razem nie popisał się koncertowo. Ale też nie spaprał sprawy - odwalił rzetelną, rzemieślniczą robotę. Wystarczyło trochę wody żeby ten helikopter zahartować... A tak mamy film wojenny, jeden z lepszych - prawda. Ale do takiego, dajmy na to, "Szeregowca Ryana" troche mu brakuje. Moim okiem +7/10. |
|
|