|
spis treści | poprzednia strona | następna strona |
|
Jest nowy rok. 1. stycznia bardzo trudny do przetrwania dzień, przy życiu trzymają mnie różnorakie filmy. Oglądam pierwszy, drugi i trzeci... no właśnie, trzeci to Uptown Girls. Nie wiem jak jest możliwe i skąd ludzie biorą fundusze na kręcenie takiego badziewia. Najpierw była "Legalna blondynka" głupia do bólu, potem "Legalna" z numerkiem 2, myślałem, że po kiepskich a wręcz wrogich opiniach, co do serii o "blondynkach" nikt już nie odważy się kręcić czegoś na ich kształt. Ale niestety powstałp wątpliwe dzieło "Dziewczyny z wyższych sfer". O czym to jest? Na pewno chcecie wiedzieć? No dobra.
Mamy główna bohaterkę (blondynkę a jakże) o imieniu Molly, córkę jakiegoś znanego, rockmana, która po tragicznej śmierci rodziców odziedziczyła fortunę. Mieszka sobie w apartamencie na samym szczycie jakiegoś cudownego budynku w centrum cudownego miasta w USA. Ma cudowne pokoiki, cudownego zwierzaka, cudownych znajomych, cudownych facetów, sama jest jakże cudowna. Aż tu nagle trach, bach, bęc wszystko spada ze schodów, nasza głupiutka zawsze uśmiechnięta Molly (takie osoby powinny mieć pseudonim różowa, bo bije od nich różowym kolorem głupoty i lekkoduszności) traci cały majątek, jej ciągłe zapracowanie, i bystry umysł nie wykryły, iż powierzyła swoje pieniądze oszustowi. Została bez grosza, wyleciała z mieszkania, musiała sprzedać, połowę swojego dobytku, w dodatku wymarzony mężczyzna cały czas ją wykorzystywał. Ah, jaka podłość, ah, co za tragedia, ah oh.... Na szczęście wiecznie optymistyczna "różowa" Molly, i jej przyjaciele mają masę pomysłów na poprawienie sytuacji. Podstawa to praca, zatem bohaterka znajduje jedną, (chyba drugą w życiu) zostaje opiekunką, niesamowicie snobistycznej ośmioletniej dziewczynki. Ah cóż to się nie dzieje, bohaterki oddziałują na swoje życia, zmieniają się wzajemnie, czysty antagonizm, uzupełniają się. Chciałbym napisać zakończenie, ale, mimo że nie polecam nikomu oglądania tej produkcji nie chce psuć niewątpliwego nastroju (głupoty i cukierkowatości), jaki film buduje. Przejdźmy szybko do aktorów, główna rola przypadła w udziale Brittany (Britnej?) Murphy, znam ją tylko z "wciągającej", propagandowej 8 mili, to ta laska Eminema, co to taka łatwa była. Przyznam, że w "filmie o jedynym i najlepszym białym raperze" jej aktorstwo mnie nie irytowało, była raczej neutralna, ale to pewnie, dlatego, że wkurzał, kto inny [sprawdza się tu doskonale powiedzienie: chcesz zapomnieć o bólu ręki, to uderz się w nogę ;) - dop. G.]. W Uptown w porównaniu z drugą ważną postacią, którą gra jakby nie było Dakota Fanning ośmioletnie dziecko znane z "I am Sam", Brittany Murphy wypada okropnie. Co do Dakoty Fanning, przedstawia się ona o niebo lepiej, jak to powiedział jeden z amerykanów, tej dziewczynce trzeba postawić szlaban na dorosłość, najlepiej by było gdyby zawsze została mała i grała tak doskonale jak robi to teraz. Na temat pobocznych postaci nie chce mi się wypowiadać. Muzyka, eh, co tu dużo gadać, soundtracku to chyba nie wydali. Jedyny poczciwy kompozytor dźwięków ukazujących się w całym obrazie to Mozart. Zdjęcia - eh szkoda gadać, niby dobre, ale w tak "ambitnym" kinie wszystko staje się okropne. Na koniec chciałbym zapytać, zebrane grono czy ktokolwiek z was wie gdzie mieszka facet, który napisał scenariusz? Misza największy gangsta w okolicy obiecał, że wyśle do niego kilku swoich ludzi, tylko mamy problem, nie znamy adresu. Gdybyście znali takowe dane mój mail jest na dole, za informację słoik ogórków i pęto zwyczajnej. Podstawowe minusy całego obrazu to stare gagi, wtórność, słabi aktorzy, widoczny niski budżet i durne pseudowzruszające momenty. Plusy? O jakich plusach my tu możemy mówić? Jedyny to chyba ta najmniejsza z odtwórczyń ról. Jak zapewne wiecie uwielbiam szufladkowanie ludzi, dlatego powiem, dla kogo jest omawiany film. Otóż, jeśli jesteś inteligentnym posiadającym zdrowe poczucie humoru człowiekiem powinieneś obejrzeć tą produkcję, abyś nabrał doświadczenia i na przyszłość unikał tego typu opowieści. Jeśli jesteś dresem albo szpanerem z którejś ze znanych subkultur jakże popularnych w naszym kraju możesz się nieźle bawić, tak ten film jest dla ciebie, potem idź zwal se konia i zjedz kromkę chleba ze smalcem, zapij jakimś wytrawnym jabolem a następnie przejdź się po mieście, nie zapomnij o zaczepianiu przechodniów w celu wyłudzenia pieniędzy. Możesz również zaraz po obejrzeniu zanieść CD z krzywo napisanym "aptałn gerl" swojej bystrej jak smoła dziewczynie jej też się spodoba. Ocena: 2/10 (a co ja się będę tłumaczył) Odi metalowy_Odi@poczta.fm P.S. Obraziłem kogoś? Cieszę się, taki miałem zamiar. Masz z tym jakiś problem? Użyj swojego "drewnianego własnoręcznie wystruganego bejzbola", na własnej głowie, nie będę musiał się fatygować. |
|
|