|
spis treści | poprzednia strona | następna strona |
|
Przede mną bardzo łatwe zadanie, bo: 1. byłem na tym filmie w kinie 2. Jim Carrey to dla mnie specyficzny aktor 3. tematyka, w której łatwo coś spaprać lub osiągnąć naprawdę niezłe efekty O czym jest ten film? O wszystkim i o niczym. Zacznę jednak od krótkiego streszczenia. Główny bohater jest pracuje jako dziennikarz znanej stacji telewizyjnej (w tej roli Jim Carrey). Marzy mu się posada prezentera wiadomości, jednakże nie tylko on ma na nią ochotę. Za głównym bohaterem ciągnie się pasmo nieszczęść. Tytułowy Bruce nie wytrzymuje i winą za swoje niepowodzenia obarcza samego Boga. W końcu dochodzi do ich spotkania. Bohater otrzymuje boską moc i może z nią robić co tylko chce. Co z tego wyniknie? Ano g...o! Zupełny brak pomysłu na realizację. A fabuła daje ogromne możliwości i mnóstwo sposobów na przedstawienie "zabawy w Boga". Czemu tu się dziwić? Przecież to amerykański film i amerykański sposób patrzenia na sprawy religii i wiary! Film niby stara się nas czegoś nauczyć, ale robi to w sposób iście łopatologiczny opierając się na zasadzie: "Kiedy coś robisz i krzywdzisz tym innych, zaczynasz krzywdzić sam siebie". Proste jak konstrukcja cepa. Reżyserowi nie zależało na tym, aby naprawdę nauczyć czegoś widza, ale zgarnąć jak najwięcej szmalu od tych idiotów, którzy pójdą do kina. Ej! A może nie warto zobaczyć psa, który siedzi na kiblu, wypróżnia się i jednocześnie czyta gazetę? No zgoda, scena jest śmieszna, ale jeden lub dwa tego typu numery nie czynią dobrego filmu! Ludzie! To coś ma śmieszyć a nie nudzić! Może wynika to z niewiedzy reżyserów i scenarzystów, którzy najwidoczniej nie znają prawidłowego pojęcia słowa komedia. Widocznie pomyliło im się z tragedią (ale nie takim gatunkiem literackim lecz niekończącymi się serialami, produkowanymi masowo przez kraje Ameryki Łacińskiej, nadawanymi w godzinach popołudniowych)! Przecież można było wykorzystać naprawdę świetne i śmieszne pomysły, przesterować, wyśmiać, zrobić pastiż!!! Wszystko byle nie to, co zaprezentował nam reżyser! Co tu jeszcze dodać? Jim Carrey. Kto wpuścił tego durnia na plan? Przecież to kompletne beztalencie nie umie rozśmieszać ludzi, a jego tzw. grypsy są godne pożałowania!!! Czy udał mu się jakiś film, w którym nie grał (co ja mówię! - żył) kompletnego debila? Chyba tylko jeden - "Truman Show". Może ktoś mi powie, że: "Maska", "Batman Forever", "Me, Myself&Irene" to dobre filmy? Czekam tylko na takie akcje, bo uwielbiam jeździć Jimowi Carrey'owi po całości!!! I te jego głupie miny! Jennifer Aniston w ogóle olałem. Była bez wyrazu, nie wzbudzała we mnie żadnych emocji - taki drugi Keanu Reeves. Swoje lata świetności z "Przyjaciół" ma już za sobą (Aniston). Gdzie można jeszcze się przyczepić. Ach już wiem!!! Dlaczego w każdym takim filmie musi być wątek miłosny? Po co? Bez tego też by się można było obejść. Ale nie. Ja nic nie wiem o sposobie kręcenia dobrych filmów! Aby film był dobry to: 1. muszą być zakochani 2. muszą oszaleć na swoim punkcie 3. muszą się pokłócić 4. muszą się rozstać 5. muszą się nie chcieć ze sobą spotykać 6. muszą za sobą strasznie tęsknić 7. muszą mocno płakać (i często - dla podkreślenia tego, co przeżywają) 8. nadal muszą nie chcieć się ze sobą widywać 9. ktoś trzeci musi powiedzieć im, jak bardzo się kochają 10. musi być pokazane, jak myślą nad tym, co powiedziała ta trzecia osoba 11. któremuś z nich przydarza się przykrość (drogą losowania) 12. ta osoba znajdzie się w śpiączce 13. może nigdy z tego nie wyjść (ze śpiączki) 14. ten cały mówi poszkodowanemu, jak bardzo go kocha... 15. ... i że zawsze będą ze sobą, jak tylko się obudzi 16. a ta druga osoba patrz podp. 13... 17. ... ale zawsze wychodzi 18. a zakochanym wszystko nagle zaczyna się układać i to wsio, ale trzeba pamiętać, aby nie zapomnieć o żadnym z wyżej wymienionych podpunktów. W przeciwnym wypadku - fiasko nie mające szans na Oskara (ani tym bardziej na Złotą Malinę!). Podsumowanie jest krótkie. Błagam Was - nie oglądajcie tego filmu! Ocena ogólna: 2/10 (mizeryyyyyyjaaaaaaaaaaaaaaaa) PS. To jest gniot, a gnioty, jak nazwa wskazuje, powinno się gnieść! Tyt. oryg - "Bruce almighty" Rok produkcji - 2003 Gatunek - komedia Scenariusz - ??? Reżyseria - ??? Muzyka - ??? Obsada - Jim Carrey, Jennifer Aniston, reszty nie pamiętam [A Morgan Freeman to co? :) - dop. G.] Adrian "Borgia" Kurowicki akurowic@zamoyski.edu.pl No i przyszło mi się pokajać. Swego czasu oceniłem dość wysoko tenże film (zdaje się, że -6/10). Pooglądałem go raz jeszcze... Hmmm... gdzie ta gumka? :) Dzisiaj, po samotnym seansie dałbym co najwyżej 4. Film co prawda jest przeciętny aż do bólu z kilkoma chamskimi scenami na dodatek, jednak ogólne wnioski ze swej recenzji mimo wszystko podtrzymuję. Po prostu za wiele oczek wpisałem. Ale mimo wszystko takiej oceny jak Adrian to bym nie dał. Jest wiele gorszych filmów... |
|
|