|
spis treści | poprzednia strona | następna strona |
|
"Kolejny film z gatunku katastroficznych" - tak myślałem przed seansem. Znowu będzie masowa panika, a jakiś bolo zostanie bohaterem, bo uratuje babkę (czasem jeszcze dziecko), z którą potem się ożeni. Do tego typu filmów podchodzę bardzo ostrożnie i z pewnym dystansem. Dlaczego? Bo niemal każdy z nich okazuje się kompletną klapą. Mają świetne zdjęcia, ale co poza tym? Nic. Ale są pewne wyjątki. Akcja filmu rozpoczyna się w jednym z londyńskich szpitali 28 dni po wybuchu epidemii. Bohater budzi się ze śpiączki. A tu o dziwo - pusto wszędzie, głucho wszędzie! Wychodzi na ulicę: to samo! Co tu robić? Może należy pójść do kościoła? No to poszedł. A tam... pełno trupów. Co się stało? Zaraz, idzie ksiądz. Tylko czemu tak strasznie warczy i dlaczego ma takie dziwne oczy? Jest to jedynie kawałek fabuły i niczego nie wyjaśnia, ale reszty nie za bardzo chce mi się opowiadać. Co to za frajda obejrzeć film, który niczym nas nie zaskoczy, bo ktoś wcześniej nam go opowiedział? Przejdę od razu bez żadnych ceregieli do formalności. Strasznie spodobał mi się zwiastun filmu i byłem bardzo ciekaw, jak dziwny twór ujrzę. Ku mojemu zdumieniu "28 dni później" wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie ten film. Zaskoczył mnie sposób przedstawienia całej historii (in plus). Dobrym pomysłem było obsadzenie filmu młodymi, mało znanymi aktorami. Jak widzę któryś raz z rzędu Nicole Kidman czy innych tego typu wyjadaczy, robi mi się niedobrze. Powinno się testować innych. Kto potem w przyszłości zastąpi tą całą śmietankę Holywoodu? Sean Connery? Al Pacino? Oni już dawno będą gryźć ziemię! Druga sprawa, że oni do tej śmietanki należą, tzn. ten drugi. Film ma swój klimat, o czym przekonujemy się już na samym początku. Dochodzi dobra muzyka i jest super. Akcja jest wartka, dynamiczna, spójna. Widz nie dowiaduje się wszystkiego, przez co zostaje zmuszony do uruchomienia własnej wyobraźni. A to jest bardzo fajne i niegłupie. Być może nie mam racji, ale wydaje mi się, iż "28 dni później" ma ukryte przesłanie, jest swego rodzaju przestrogą dla nas wszystkich. Chodzi tu o stosunki międzyludzkie, to jak się nawzajem traktujemy i do siebie odnosimy. Czasem potrafimy nie być sobą, ujawnić "dziką" naturę tkwiącą gdzieś głęboko w nas samych i tracimy nad nią kontrolę. A tak naprawdę to się zapętliłem i już do końca nie wiem, o co mi chodziło. Ostatecznie "28 dni później" to zaskakująco dobry film z jakimś przesłaniem (co to było?), może nie rewolucyjny i nie każdemu się spodoba, bo każdy ma inny gust i co innego uważa za dobre i fajne, ale watro go obejrzeć. Choćby ze zwykłej ciekawości. Ocena ogólna: 8+/10 Tyt. oryg - "28 days later" Rok produkcji - 2003 Gatunek - thriller Scenariusz - ??? Reżyseria - ??? Muzyka - ??? Obsada - ??? Adrian "Borgia" Kurowicki akurowic@zamoyski.edu.pl A ja dałbym co najwyżej siódemkę :). Film jest dobry - to nie ulega wątpliwości. Największym atutem obrazu Danny'ego Boyle'a są zdjęcia. Mało kto wie, że całość kręcona była tylko i wyłącznie na cyfrowym sprzęcie. Efekt jest cudowny. Ostry obraz, głębia kolorów tak różniąca się od tej, do jakiej przyzwyczaja nas kino. Cyfrowe ujęcie nadaje niesamowitej realności. Zresztą - kto nie widział zdjęć opuszczonego, zdewastowanego Londynu niech żałuje. Kolejnym argumentem przemawiającym za obrazem jest scenariusz. Nie mamy tu do czynienia z patetycznym bohaterem. Boyle pokazuje najpierw walkę o przetrwanie, potem koncentruje się na ludzkich odruchach. I chwała mu za to. A jeśli myślicie, że walczyc jest łatwo, to się mylicie. Zombie w wydaniu brytyjskim nie ciągną groteskowo kończyn za soba. Nie znajdziecie tu ślamazrnej armii nieumarłych z krisznowcami tudzież clownami. Choroba jest straszna - przeistacza w ciągu kilkudziesięciu sekund człowieka w maszynę do zabijania. Istotę szybką, cichą, bezlitosną. Zapomijcie o jakże radosnych rajdach między powolnymi przeciwnikami... Zapomijcie o życiu bez ciągłego poczucia strachu. Dlaczego wobec tego tylko lub aż siódemka? Tylko, bo nie spodobało mi się zakończenie. Aż się prosi o pesymistyczny koniec. Niestety, ludzkość jest nieśmiertelna. Poza tym, wydarzenia w wojskowym przyczółku niepotrzebnie targają zdjęciami. Wydaje mi się, że można to było pokazać mniej chaotycznie, a bardziej surowo. Ale w gruncie rzeczy, to niewielkie i dość subiektywne wady. Aż siedem, dlatego że Boyle stara się, obok dość ciekawej warstwy fabularnej, przemycić w filmie przestrogę. Nie agresji, nie przemocy, stop eksperymentom genetycznym. Po raz kolejny przekonujemy się, że sztua jest lustrem rzeczywistości. Tak czy inaczej, "28 dni później" jest jednym z ważniejszych filmów kina brytyjskiego i warto go zobaczyć. |
|
|