| |
"Władca Pierścieni" - ogólnie
Pierwszy raz z "Władcą Pierścieni" zetknęłam się jakieś trzy lata temu, gdy mój
tata pokazał mi trailer filmu "Drużyna Pierścienia". Postanowiłam przekonać się, czy tata ma rację
co do tej książki (i filmu). Zaryzykowałam i nie żałuję tych godzin spędzonych nad książką. Nie przypuszczałam,
że jakakolwiek lektura pochłonie mnie na tak długo. Wspaniały świat, stworzony przez Tolkiena, zamieszkały
przez hobbitów, orków, elfów, krasnoludów, Istarich oraz ludzi, przesycony magią i mistycyzmem, na długi czas
zapada w pamięć. Twórca tego wspaniałego dzieła, J.R.R. Tolkien, do dziś uznawany jest za ojca gatunku
fantasy.
Na wyjazd na filmową adaptację "Władcy Pierścieni" czekałam z niecierpliwością. Po upragnionej
wizycie w kinie byłam zachwycona wszystkim: kostiumami, obsadą (Christopher Lee w roli Sarumana, Hugo Weaving
jako Elrond), efektami specjalnymi i muzyką. Ta ostatnia po prostu manie powaliła. Enya i kompozytor Howard
Shore spisali się na medal! Fabuła "Drużyny Pierścienia" nie odbiega zbytnio od tej oryginalnej,
książkowej. Wszystko dzieje się w krainie zwanej Śródziemiem, w której przed setkami lat, potężny władca
Sauron wykuł 19 Pierścieni o niebywałej mocy i rozdał je poszczególnym rasom Endoru, a sam potajemnie wykonał
jeszcze jeden, pierścień Jedyny, najpotężniejszy ze wszystkich. Podczas ogromnej bitwy stoczonej przez armię
Saurona i wojska Gondoru, następca tronu Eriadoru odcina Sauronowi palec, na którym znajdował się Jedyny,
Sauron traci swoją moc, a Pierścień wchodzi w posiadanie człowieka. Lecz ten zostaje zabity podczas drogi
powrotnej do domu, a Pierścień ląduje w Anduinie. Przez setki lat nikt nie wiedział o jego istnieniu, aż do
momentu, gdy pewna osoba rasy Stoor - blisko spokrewniona z hobbitami - Deagol znajduje go.
Jego kuzyn - Smeagol - niebywale zazdrosny o znalezisko, zabija Deagola i zabiera Pierścień do jaskini pod
Górami Mglistymi, gdzie zamienił się w stwora zwanego Gollumem. Przez 500 lat dawny Smeagol żyje podtrzymywany
przy życiu przez swój "skarb". Ku wielkiej rozpaczy Golluma, kolejnym właścicielem Pierścienia staje
się hobbit imieniem Bilbo Baggins. Bilbo żyje sobie w Hobbitonie, wiedzie wesołe i dostatnie życie, ale ciągle
odczuwa pustkę. Dzięki Pierścieniowi przez 60 lat wcale się nie starzeje, co nie uchodzi uwagi jego
przyjaciela - czarodzieja Gandalfa. Ten ostatni po zbadaniu historii Pierścienia oraz uświadomieniu sobie jego
ogromnej mocy, postanawia go zniszczyć. Możliwe jest to niestety tylko poprzez wrzucenie go do krateru Góry
Przeznaczenia znajdujących się krainie Mordor. Zadania tego podejmuje się Frodo, bratanek i spadkobierca
Bilba. Na początku jego drogi przyłączają się do niego trzej hobbici: Sam, jego sługa, oraz Merry i Pippin,
jego oddani przyjaciele i kuzyni. Podczas dalszej wędrówki wspomagają ich również: Aragorn, potomek władców
Gondoru, krasnolud Gimli, elf Legolas, Boromir oraz czarodziej Gandalf.
Druga część - "Dwie Wieże". Głównym jej wątkiem są dalsze dzieje Froda i Samwise'a prowadzonych do
Mordoru przez wspomnianego już Golluma. W Księdze Trzeciej znajdziemy losy Legolasa, Aragorna i Gimlego,
którzy próbują dogonić zgraję Uruk-Hai. Przedstawiciele tej plugawej rasy porwali Merry'ego i Pippina, gdyż
myśleli, że jeden z nich jest w posiadaniu Pierścienia. Wydarzenia w filmie odbiegają od swojego pierwowzoru
nieco bardziej, gdyż nie ma w nim Sheloby! Ogromna pajęczyca łapie Froda dopiero w trzeciej części filmu
(trochę wyprzedzam :), ale jest to tak efektowne, że wynagradza widzom brak Sheloby w "Dwóch Wieżach".
Co się tyczy klimatu? I w książce, i w filmie jest on perfekcyjny. Wręcz czujemy padający na nas deszcz i
męczymy się przy wspinaczce na schody Cirith Ungol. Ciarki po plecach przechodzą, gdy słyszymy złowrogie
wrzaski Uruk-Hai. Brr... Strach pomyśleć, co by było gdyby tak naprawdę uczestniczyć w bitwach ;). Jeżeli
chodzi o muzykę, jest naprawdę OK. Może nie tak jak ta z części pierwszej, którą okrzyknięto najlepszą ścieżką
dzwiękową, jaka kiedykolwiek powstała, ale prezentuje się wspaniale. Isabel Bayrakdarian, Shelia Chandra,
Emiliana Torrini (i inni) dały z siebie wszystko.
Co do "Powrotu Króla". Jest, niestety, ostatnią częścią trylogii tolkienowskiej. Ekranizacja tego
tomu właśnie weszła na ekrany polskich kin. Mialam okazję ją zobaczyć i muszę wyrecytować: "TO
NAJCUDOWNIEJSZY FILM POD SŁOŃCEM PO PROSTU SUPER, BEZ KOMENTARZA!!!!". Muzyka prezentuje się pięknie.
Efekty specjalne są naprawdę POWALAJĄCE!!!!! Z resztą, co tu pisać, ten film po prostu TRZEBA zobaczyć!!!
Podsumowanie? Filmy zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Wspaniała gra aktorów, reżyseria, muzyka oraz bardzo
dobre efekty specjalne przyczyniły się do tego, że miliony fanów na całym świecie oszlalo na punkcie Tolkiena!
Wszyscy z niecierpliwością czekają na "Hobbita". Oby twórcom tego dzieła nie zabrakło energii do
pracy.
Terminatrix
|
|