Walki w "Wiedźminie", czyli Mistrzostwo Sapkowskiego

"Tavik był pierwszy. Jeszcze przed chwilą ścigał wiedźmina, teraz nalgle dostrzegł, że ten mija go z lewej strony, biegnąc w przeciwnym kierunku. Zadrobił nogami, by wyhamować, ale wiedźmin przemknął obok, nim zdążył unieść miecz.(...) Bliźniacy jednoczeście atakując pędzący na nich czarny, rozmazany kształt(...)Civril i Nohorn uderzyli jednocześnie z dwóch stron, elf zamaszystym cięciem z wysoka, Nohorn z przyklęku, nisko, płasko. Oba ciosy zostały sparowane, dwa metaliczne szczęknięcia zlały się w jedno. Civril odskoczył, potknął się, utrzymał na nogach,(...)Nohron rzucił się i zasłonił trzymanym pionowo mieczem. Odbił cios, tak silny, że rzuciło go w tył, musiał przyklęknąć.(...)" - z opowiadania o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego.
Czytając chodziażby ten kawałek z co chwilę powyrywanymi kawałkami i tak czujemy dynamizm walki. Wszystko cały czas wrze w ruchu. Czujemy jakbyśmy oglądali walkę na miecze w nowych "Gwiezdnych Wojnach", czy prawdziwą walkę rycerzy. Szczerze muszę przyznać, że uważam Sapkowskiego za perfekcjonistę w opisach pojedynczych walk na miecze. I chodź u Andrzeja nie ma takich wielkich bitw jak u Tolkiena to podczas tych u Sapka bardziej się pociłem i bardziej je przeżywałem, niż te militarne (pozdro dla militar'ego;)) u Johna.
A w podsumowaniu napiszę, żebyście sobie za chwilę wzieli "Ostatnie Życzenie", otworzyli na opowiadaniu "Wiedźmin" i przeczytali walkę ze Strzygą. A jak "OŻ" akurat nie macie to przeczytajcie do końca ten numer Fantastyki.

Mat Kat

PS. Podczas pisania tego tekstu słuchałem muzyki z filmowego Wiedźmina (w przeciwieństwie do filmu ta nienajgorsza) i utwory "Fade of the Shadow" Metallici.