Kirył Bułyczow - "Wielki Guslar i okolice"

Coś wyróżnia powieści, czy opowiadania napisane przez fizyków. Tym czymś jest pomysł. Przemycają różne tezy, przemyślenia i pomysły, na które jeszcze za wcześnie, by je zacząć badać. Lub opisują pomysły, które nie sprawdziły się. A jeżeli do tego jeszcze dobrze piszą, to sukces taki autor ma zapewniony. Tak, jak Kirył Bułyczow. I jego cykl o Wielkim Guslarze.
Tak, dziś trochę inaczej – zamiast pojedynczego opowiadania, przedstawię ciąg, cykl opowieści o pewnym miasteczku i jego mieszkańcach.
Sam Wielki Guslar, leżący nad rzeką Guś. Miasteczko, jak miasteczko – małe, jakich wszędzie pełno. Tyle, że pokazane w swoich zmaganiach z "zaletami" "jedynego słusznego systemu". Co samo w sobie jest komiczne. O samym miasteczku zaznaczyć trzeba, że tam wizyta kosmitów nie wywołuje niczyjego zdziwienia. Takie odwiedziny są na porządku dziennym.
A niezwykłe perypetie mieszkańców – profesora Minca, wybitnego, choć niedocenianego naukowca; Grubina – amatora nauki; Miszy Stendala – redaktora miejscowej gazety o nazwisku równie wielkim, co ambicje pisarskie; Udałowa; emeryta Łożkina i innych – pokazane na tle codziennych, zwyczajnych spraw, to już jeden ciąg humoru. Ot, złota rybka spełniająca życzenia. Rzeźba zgubiona przez kosmitów. Syntetyczne jesiotry wyhodowane z syntetycznego kawioru – to tylko parę przykładów codzienności bohaterów Bułyczowa.

pan_T.A.Rej