Mini kanał, maxi sprawa

Zaczęło się od Teletubisi. Sympatyczne stworki w kolorowych kombinezonikach i z antenkami na głowie podbiły serca dzieci w wieku przedszkolnym, co zaowocowało szałem kupowania teletubisiowych maskotek, teletubisiowych kubeczków i teletubisiowych talerzyków. Widać ktoś wyczuł rynek, bo właśnie ruszył w Polsce nowy kanał telewizyjny. Jego odbiorcami mają być dzieci do lat 6. Stacja nosi wdzięczną nazwę "Mini Mini".

Nie, nie będę recenzowała programów, mieszczę się w przedziale wiekowym 6+1x i przypuszczam, że moja psychika nie wytrzymałaby więcej niż 5 minut z Mini Mini :). Chciałam natomiast zwrócić uwagę na coś innego - czy naprawdę potrzebna jest telewizja tylko dla przedszkolaków?

Jasne, oglądanie telewizji ma swoje pozytywne strony, nawet w wypadku takich malców. Przede wszystkim TV może pełnić rolę edukacyjną - z emitowanych w niej programów można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, jak też choćby poszerzyć swój zasób słownictwa. Z drugiej strony badania dowodzą, że dużo skuteczniejsza jest bezpośrednia rozmowa... na przykład z rodzicem.

Czasy są jednak jakie są, o pracę coraz trudniej, ci, którzy już ją mają chcą robić wielkie kariery... jednym słowem, brakuje im kilku chwil, by zamienić parę słów z dzieckiem, o zabawie z nim nie wspominając. Rozwiązanie jest proste - a przynajmniej tak im się wydaje - opłacenie opiekunki tudzież w wersji mniej kosztownej - posadzenie dziecka przed telewizorem. Niedługo maluchy zanim będą umiały chodzić, zdażą poznać obsługę pilota.

Cała zabawa została znacznie ułatwiona, gdy przestało być konieczne oczekiwanie na pasmo kreskówek w telewizji ogólnotematycznej (a ja i tak uważam, że najlepsze było na Regionalnej o 15:00 :)) - wystarczyło włączyć Minimax, Cartoon Network czy Fox Kids i już pociecha była zadowolona. Takie rozwiązanie wymagało jednak jeszcze choć minimalnej uwagi ze strony rodzica - zdarzały się na tych kanałach pozycje z całą pewnością niewłaściwe dla najmłodszych telewidzów, choć bywało, że widok animowanego filmu niesłusznie uspokajał dorosłych. Na Mini Mini dobór programów będzie z pewnością bardzo uważny. A rodzice będą mogli się zupełnie wyłączyć...

Nie jestem przeciwna powstawaniu takich stacji jak Mini Mini. Skoro są, zapewne jest i na nie zapotrzebowanie (i to przeraża mnie najbardziej). Przeciwna jestem popularnej wśród rodziców postawie - posadzić dziecko przed telewizor i być zadowolonym, że ma się święty spokój. Boję się też, że dziecko po kolejnych seansach z telewizorem będzie miało coraz więcej ulubionych programów... same ulubione.... W dorosłość wejdzie z silną telemanią i wtórnym analfabetyzmem. Telewizja, jak większość używek :) jest dla ludzi, ale tylko przy rozsądnym dawkowaniu.

Tawananna
tawananna@pf.pl