MŁODZI Z POCZĄTKU WIEKU

Za każdym razem gdy czytam o ludziach młodszych ode mnie o parę lat,
moją głowę zaprząta dziwna myśl. Mam wrażenie jakby od czasu, gdy sam
mbyłem kilkunastoletnim wyrostkiem, upłynął już długi okres. W dzi-
siejszych gimnazjach i szkołach znajdujących się o szczebel wyżej
znajdują się ludzie, dla których według mnie czas na pewne rzeczy
jeszcze nie nadszedł. Coraz więcej słyszy się o społecznościach i
subkulturach, coraz więcej młodych sięga po papierosy, alkohol, obniża
się granica inicjacji seksualnej. Nie mam zamiaru narzekać nad upad-
kiem obyczajów. Piszę te słowa z innego powodu. Za "moich" czasów było
podobnie. Dwunasto- i trzynastolatki paliły papierosy, kilka razy
będąc w podstawówce widziałem moich równolatków pijanych, zdarzali
się ludzie ubrani i zachowujący się nieco inaczej. Było więc tak samo.
Ale na dużo mniejszą skalę.
Właśnie dlatego czuję się dziwnie gdy dziś o tym czytam lub słyszę.
Pewne zjawiska i zachowania są właściwe w tym wieku, ale zaledwie kilka
lat wcześniej były dużo mniej powszechne. Dziś spotyka się je na każdym
kroku, a zainteresowanie nimi ciągle rośnie. Kół napędzających ten
mechanizm jest wiele. Od niedawna zaczęto powszechnie dostrzegać
problem, jaki stanowią niektóre poczynania dorastającej młodzieży.
Zaktywizowały się różne organizacje szukające powodów takiej sytuacji
i sposobów na to jak sobie z nią radzić. Owe środowiska oswajają nas
z tym zagadnieniem, częściej o nim słyszymy i je dostrzegamy. Nie jest
to jednak koło napędowe sensu stricto. Do takich zaliczyłbym sytuację
w Polsce, która jaka jest, każdy widzi. Lata niepowodzeń odbjają się
na psychice każdego. Życie stawia przed Polakami coraz trudniejsze wy-
magania. Rodzice zaprzątnięci własnymi problemami nie mają zbyt wiele
czasu dla dzieci, które pozostawione samym sobie, próbują jakoś okreś-
lić własną tożsamość. Robią to od coraz młodszego wieku i nie ma
nikogo, kto by nimi pokierował. Nastały czasy, w których dorosnąć
psychicznie to sztuka. Potrzeba bowiem i ręki rodziców, i odpowiedniego
towarzystwa i kilku innych ważnych czynników. Nie chciałbym, jak
niektórzy utopiści, cudów. Nie optuję za restrykcyjno-odtodoksyjnym
wychowaniem. Marzą mi się po prostu normalne warunki, w których pato-
logie są marginesem, a nie coraz powszechniejszą normą.
Niestety to chyba polska rzeczywistość. Jest i inna, powszechniejsza,
światowa. Na całym świecie życie przyspiesza. Stajemy się powoli glo-
balną wioską. Znika coraz więcej ograniczeń. Od ludzi w wielorakich
sytuacjach, odnoszących się zwłaszcza do życia zawodowego, wymaga się
coraz więcej. Przepadł gdzieś rytm życia, zastąpiliśmy go nieustannym
biegiem. Zatarły się wyobrażenia o tym, co jest naprawdę ważne a co
nie. Zanikają autorytety. Im bardziej przyspieszamy, tym bardziej nie-
wyraźny jest obraz, który widzimy za naszą szybą. Ludzie znajdujący się
u progu normalnego życia widzą to - niektórzy są przerażeni. Zjawisko,
które znane jest od pewnego czasu Stanom Zjednoczonym i zachodniej
Europie, dociera masowo także i do nas. A jest to alienacja młodych,
wrażliwych ludzi, którzy zamykają się w swoich grupach, szukając swo-
jego szczęścia. Szczęścia o którym przecież tyle się dzisiaj mówi.
Szczęście jest modne, jest na wyciągnięcie ręki. Każdy chciałby go
jak najszybciej. Coraz częściej słowo "subkultura" znaczy to samo co
"agresja", coraz więcej jest wszelakich sekt, coraz więcej osób
zamyka się w sobie. Najwięcej wśród nich młodzieży. I to od coraz
młodszego wieku.
Pisząc ów tekst, nie miałem zamiaru ględzić. A jednak nie ustrzegłem
się tego do końca. Powtarzanie wyświechtanych sądów o młodzieży jest
domeną ludzi starszych przynajmniej o jedno pokolenie. Przecież ja sam
jestem jeszcze młodzieżą! A czasem czuję się dużo starszy od dzisiej-
szych nastolatków. Przez te kilka ostatnich lat wszystko poszło do
przodu tak bardzo, że myśląc nad tym często się gubię. Czy to normalna
konsekwencja rozwoju społeczeństw, będąca wypadkową tendencji świato-
wych i realiów w poszczególnych krajach? Czasem myślę że ten świat to
pułapka bez wyjścia, że w końcu zje własny ogon, za bardzo przyspieszy
i zdarzy się nam jakaś katastrofa.
Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Czy można żyć po swojemu mając
gdzieś cały ten świat, tak jak próbują tego młodzi ludzie? Zmartwię
Cię, Czytelniku. Nie można. To znaczy, można i może będzie się nawet
chwilami szczęśliwym, ale prędzej czy później te chwile się skończą
i będzie jeszcze trudniej wytrzymać. Rozsądny człowiek powie więc, że
nie można. Trzeba się dogadać z naszym światem. A że jest on taki jaki
jest, że wciska nam kity, ze próbuje odwracać kota ogonem, że coraz
częściej wmawia iż białe jest czarne, że pod różnymi częściami nieba
żyje się lżej lub cięzej - cóż, trudno. Człowiek jest od tego żeby
wiedzieć, na ile może żaufać światu, a na ile powinien ufać sobie.
Szkoda, że coraz mniej jest takich, którzy potrafią przekazać to
młodzieży.

Powodzenia. Czasem wystarczy tylko zacząć.

Donald
advocat@interia.pl

21-12-2003