Bynajmniej ubierz swetr!

Wszyscy wiemy, jak ważna jest znajomość języków obcych we współczesnym świecie. Nie będę przytaczać argumentów, wielokrotnie powtarzanych i powszechnie znanych o konieczności uczenia się języków, bo trudno dodać tu coś odkrywczego. I chociaż z racji zawodu* sprawa ta jest mi szczególnie bliska zajmę się dzisiaj, może nieco z przekory, problemem pogłębiania znajomości języka ojczystego, a konkretnie - często popełnianymi błędami językowymi: semantycznymi (dotyczącymi znaczenia wyrazu), gramatycznymi lub logicznymi.

Do pierwszej kategorii zaliczam zamienne używanie słów o podobnym brzmieniu, ale znaczących zupełnie coś innego. Weźmy słowo bynajmniej mylone czasem z przynajmniej.

Bynajmniej znaczy tyle co wcale. Nie może być stosowane w zdaniach twierdzących, podobnie jak nieco archaiczne zgoła. Nie mówimy "Bynajmniej ja tak uważam", bo to nie ma sensu. Choć to słowo może wydawać nam się bardziej "wykwintne" od przynajmniej, bynajmniej nie może go zastąpić.

Nadchodzą coraz chłodniejsze dni, więc często słyszymy troskliwe słowa: ubierz czapkę, ubierz ciepły sweter (albo jeszcze gorzej: ubierz swetr). Oczywiście jest to zwrot niepoprawny, bo ubrać możemy siebie lub kogoś (a jeśli coś to np. lalkę czy choinkę). Natomiast ubranie wkładamy, albo ubieramy się w nie. Według Słownika Poprawnej Polszczyzny nieprawidłowe jest również użycie wyrażenia załóż buty, bo zakładać można rodzinę, firmę albo nogę na nogę. Przypuszczam jednak, że ze względu na powszechne używanie tego zwrotu (przyznaję samokrytycznie, że zdarza mi się tak mówić), stanie się kiedyś normą językową. Nie dotyczy to raczej ubierania odzieży, bo jest nielogiczne.

Co to jest moralność tłumaczyć raczej nie trzeba. Funkcjonuje w języku od dawna, aż niektórzy czują pokusę, żeby zastąpić ją cudzoziemsko brzmiącym, więc pewnie bardziej eleganckim słowem morale. Również w telewizyjnych debatach można usłyszeć o niskim morale polityków przeżartych korupcją. Tymczasem morale to wola walki, zwycięstwa, duch bojowy, odporność psychiczna. Dlatego mówimy np. o morale armii. Jeśli przy tym żołnierze postępują według nakazów moralności, należy się tylko cieszyć.

Nauką o moralności, czyli etyką, zajmował się jeden z najwybitniejszych polskich filozofów współczesnych, Tadeusz Kotarbiński, autor m.in. "Medytacji o życiu godziwym". Stworzył on słowo spolegliwy na określenie człowieka godnego zaufania, takiego, na którym można polegać. Niedawno usłyszałam w telewizji, w kontekście niechlubnej lekcji w toruńskim technikum, że szykanowany nauczyciel sam zawinił, bo był zbyt spolegliwy. Oczywiście autor tej wypowiedzi pomylił spolegliwego z potulnym. Potem jeszcze kilkakrotnie spotkałam to słowo w błędnym znaczeniu. Wnioskuję stąd, że zrobiło się ono modne, ale wbrew intencji profesora Kotarbińskiego.

Inny przymiotnik często używany w niewłaściwym kontekście to pretensjonalny. Prawidłowy jego sens to nienaturalny, przesadny. Pretensjonalne może być np. zachowanie, język, strój osoby, która chce uchodzić za kogoś lepszego w swoim mniemaniu. Natomiast w zdaniu (cytat z prasy): "Ludzie poznali swoje prawa i stali się pretensjonalni" powinno się napisać raczej roszczeniowi.

Powszechnie nadużywanym słowem, zwłaszcza w języku urzędowym jest zabezpieczyć, zastępujące czasownik zapewnić. W tym przypadku nieprawidłowe użycie wypacza sens wypowiedzi. Kiedy przeczytałam zdanie: "Należy zacząć od zabezpieczenia żywności" zastanawiałam się: przed czym ją zabezpieczyć, przed zepsuciem czy może przed kradzieżą? Dopiero z dalszej części rozmowy wynikało, że chodzi o zaopatrzenie w żywność ludzi dotkniętych klęską nieurodzaju.

Podobnych przykładów można znaleźć więcej. Jeśli rażą Was jakieś błędy językowe, albo macie wątpliwości co do poprawności niektórych wyrażeń, piszcie.

***

Teraz skupię się głównie na błędach wynikających z nieprawidłowej odmiany różnych części mowy. Zacznę od zaimka osobowego ja, którego niepoprawna odmiana jest bardzo rozpowszechniona. W celowniku może on mieć dwie formy: mnie lub mi. Pierwsza z nich jest akcentowana, a druga nie. Dlatego mówimy: "daj mi coś", ale "mnie daj, a nie jemu". Mi nie powinno być używane na początku zdania. Nie mówimy więc np. mi też. Przecież nikt nie powie: ci albo mu też, a to jest ta sama kategoria wyrazu. Drugą skrajnością jest nadużywanie zaimka mnie, kiedy powinno być mi, charakterystyczne dla mieszkańców tzw. kresów wschodnich, np.: powiedz mnie to.

Trochę kłopotów wynika z odmiany swojskiego chłopaka. W liczbie mnogiej słowo to jest rodzaju niemęskoosobowego, więc śmiało mówimy te fajne chłopaki, ale oczywiście ci wspaniali chłopcy. Podobnie wygląda sprawa z chłopem. Kiedy jest mowa o warstwie społecznej powiemy chłopi pańszczyźniani ciężko pracowali, natomiast w znaczeniu potocznym, kiedy chłop określa mężczyznę powiemy (albo zaśpiewamy): "Gdzie te chłopy?".

Dużo problemów sprawia odmiana liczebników porządkowych, szczególnie w datach. Zapamiętajmy zasadę: odmieniamy tylko dziesiątki i jedności, a tysiące i setki zostawiamy niezmienione. Dużo zamieszania narobiło się, gdy wkroczyliśmy w kolejne tysiąclecie. Obecnie mamy rok dwa tysiące trzeci, a nie dwutysięczny trzeci. Nikomu nie przyszłoby chyba do głowy twierdzić, że urodził się w roku, powiedzmy, tysięcznym dziewięćsetnym osiemdziesiątym. Prawda, że nie brzmi to miło dla ucha?

Weźmy teraz liczebnik ułamkowy półtora i jego żeńską wersję półtorej. Oczywiście obie są poprawne, jeśli tylko stoją w odpowiednim towarzystwie, np. półtora roku, ale półtorej godziny. Tymczasem, wcale nierzadko słychać dziwaczne zestawienia w stylu: półtorej miesiąca.

Skoro mowa o liczebnikach wspomnę również o powszechnym myleniu słów ilość i liczba. Pierwsze z nich oznacza wielkość niepoliczalną, a drugie policzalną. Nie powinno się więc mówić o ilości uczniów w klasie, bo da się ich dokładnie policzyć. Ilość dotyczyć może płynów, materiałów sypkich, ale również rzeczowników abstrakcyjnych, np. ilość czasu, pracy.

Następny błąd z kategorii logicznych wynika z mylenia przymiotników: przeciwny i odwrotny. Może doprowadzić do zabawnych nieporozumień. Kolejny telewizyjny cytat: Sportowcy byli wyczerpani, nie chciało im się kopać piłki, wręcz odwrotnie. Odwrotnie, czyli co? Piłka miała ich kopać? Dalej sprawozdawca wyjaśnił, że myśleli tylko o porządnym wypoczynku. A przecież wystarczy sobie przypomnieć z lekcji matematyki, że np. liczbą przeciwną do 2 jest -2, natomiast odwrotną 1/2. Proste, prawda? Podobnie, zdaniem przeciwnym do "Ala kocha Asa" będzie "Ala nie kocha Asa", a odwrotnym: "As kocha Alę".

Należy jednak zwrócić uwagę, że język jest tworem żywym, zmienia się wraz z rzeczywistością, która nas otacza. Wyrażenie, które dzisiaj jest błędne, jutro może stać się obowiązującą normą, albo chociaż jedną z dopuszczalnych możliwości. Przywołam tu przykład rzeczownika pasjonat, który według wszelkich słowników do niedawna oznaczał osobnika łatwo wybuchającego gniewem, wpadającego w pasję, człowieka porywczego. Tymczasem prawie powszechnie nazywano tak kogoś oddającego się z zamiłowaniem czyli pasją jakiejś dziedzinie. I w końcu językoznawcy musieli skapitulować i uznali za poprawne również takie znaczenie słowa pasjonat. Niedawno usłyszałam, że dobry nauczyciel powinien być pasjonatem. Mam nadzieję, że nie w podwójnym sensie. ;)

Zanim jednak błędy staną się normą językową (na co tak bardzo nie liczyłabym) starajmy się mówić i pisać poprawnie. Wiadomo, że wszyscy popełniamy błędy (już starożytni twierdzili, że errare humanum est), a uczymy się ponoć całe życie. Nie wstydźmy się więc pytać, szukać odpowiedzi w różnych źródłach, bo "kto pyta wstydzi się raz, a kto nie wie wstydzi się ciągle". Bo, choć błądzić jest rzeczą ludzką, to trwać w błędzie już nie wypada. W przeciwnym wypadku starożytne przysłowie należałoby trawestować na errare tumanum est.

EQc (eulakuc@interia.pl)

(*) uczę języka francuskiego w jednym z kieleckich liceów