Daleko od Księżyca
Daleko od Księżyca
    "Księżyc rozjaśnia nawet najciemniejszą noc"
    Księżyc jest dla mnie wszystkim. Jest daleko ode mnie... nie mogę jej dotknąć. Światło Księżyca rozświetla, ale nie w pełni, nie wszystko i nie zawsze. Próbuje złapać jej chory dla mnie rytm. Próbuje ją zrozumieć. Próbuje zapomnieć. Ale mi nie wychodzi, próbuje, ale zawsze zawodzę, wtedy, gdy mnie potrzebuje. Ja nie tańczę przy Księżycu, raczej niezdarnie pokazuje, co ja nie potrafię. Nie mam odwagi, nie jestem śmiały, zawyć do Księżyca. Nie mam odwagi spróbować pokazać jej, co potrafię. To takie proste, a zarazem niewiarygodnie trudne. Ale chcę to zmienić. Czy dalsze próby w czymś pomogą? Będę próbował zdobyć Księżyc, aby spróbować zrobić krok w przód, bo inaczej będę nadal stał w miejscu. Księżyc onieśmiela mnie swoim blaskiem, a zaraz niszczy to, co ja umiem. Mogę patrzyć na Księżyc... wydaję mi się, że ona także czasami patrzy na mnie... Ale kolejne przebudzenie i kolejny raz porcja nie miłosiernego bólu. Chce mnie oślepić, odwrócić się, ukryć. Podczas nowiu znika i niszczy nadzieję. Podczas pełni unosi się i pokazuję dumę. Mówi, że tylko wybrańcy mogą z nią być. Ja nie jestem wybrany. Ja tylko patrzę... patrzę jak mi rozpruwa wnętrza. Swoją moc i wyższość pokazuję zawsze... jedynie podczas nowiu nie, ale i tak nie można jej osiągnąć. Okazje do popisu przed nią są tylko złudzeniami, albo kolejnymi porażkami. Chciałbym do niej polecieć, ale przyciąganie ściąga mnie na dół, głęboki dół, wbija mnie w ziemię!
"Walczę w jej imieniu i chcę za nią zginąć"
    Na bitwie w jej świetle biję się nie tylko ze swoimi przeciwnikami, ale i z całym sobą. Widzę przez nią już tylko paranoję. Umysł nie jest sprawny, psychika sama z sobą walczy właściwie o nic. Rozum zgubiłem, gdy ją zobaczyłem. Czy muszę już zawsze widywać Księżyc podczas nocy? Podczas mojego życia? Bezmyślna i nielogiczna walka trwa. Nie wiadomo co, nie wiadomo z kim? Nie wiem! Straciłem rozum! Straciłem wolę! Zniszczyła moje marzenia! Rozświetliła nocny tryb życia i otworzyła... otworzyła mi oczy i wszystko zniszczyła! Rozświetliła mnie i... zobaczyłem siebie w lustrze - głupiego, brzydkiego, nieudolnego i niezdarnego. Nie wartego jej uwagi. Przez nią zobaczyłem także prawdziwych przyjaciół. I odkryłem, że nie mam tak naprawdę żadnych! Nic prawdziwego w moim życiu. Szukam prawdy, szukam prawdy o niej, o sobie i o wszystkich. Czy kiedykolwiek ją odkryję? Już trochę odkryłem, za dużo jak na moją psychikę. Nie, nie chcę wiedzieć, chcę o tym zapomnieć, ale zaraz się znowu obudzę i ból będzie jeszcze większy niż przedtem, bo nie mogę zapomnieć! Dzięki niej poznałem prawdę, z którą zaczynam walczyć i niszczyć przez to samego siebie, zaczynam bać się prawdy. Ale chcę poznać prawdę. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Ale ja nie byłem ciekawy... ja byłem ślepy, widziałem Księżyc, ale nie widziałem siebie, ona mnie oślepiła. Paranoja, a nie walka.
"Jestem tylko tym, kim jestem, nie mogę być kim innym, bo wtedy nie będę sobą"
    Czuję się słaby przy jej blasku. Jestem słaby. Jestem blady. Moje serce biję mocniej jak czuję, że jest bliżej mnie, ale czuję też, jaki jestem sparaliżowany przy jej bliskości i przy swej nikłości. Bedąc innym zaprzeczę sobie, zaprzeczę sprawnej percepcji innych, tych, którzy mnie chcą przegonić i zasiać w moim sercu dotkliwą klęskę. Chcą mi wydłubać oczy żebym przestał na nią patrzyć, na ten piękny Księżyc. Księżyc jest mały, ale ja jestem mniejszy. Choć każdy się zmienia, to ona się nie zmieni. Zawsze będzie tak pełnia-nów-pełnia-nów... ośmieszanie-nieosiągalność-ośmieszanie-nieosiągalność... Wydaję mi się, że to tylko moja wina, że nie mogę jej osiągnąć, przez swoją nieudolność, ale to ona pokazała mi to, że mnie nie chcę. Próby jej osiągnięcia są na razie daremne - dopóki istnieje we mnie paranoja - "kocham ją, ale ją także nienawidzę". Pewność zyskuje wtedy, gdy już jej nie ma, gdy nie ma komu ją pokazać. Niechcąco ośmieszam się zawsze w jej blasku i próbuje sobie nie uświadamiać swych, coraz większych błedów. Ona mi przyświeca, a zarazem gorliwie i namacalnie pokazuję błędy.
"Zemsta i nienawiść ani trochę nie pomogą"
    Ile ja mam jeszcze czasu stracić - ile twojego? To nie potrzebne. Tu nie ma happyendu - to nie bajka. Ona także kiedyś zniknie, ale czuję, że ja pierwszy to zrobię. Moje dalsze zdania już nic nie wniosą. Nie będę taki jak ona, a zarazem będę, bo chcę pokazać prawdę, jednak świadomie (co gorsze), a nie nieświadomie i może trochę niechcąco. Szczególnie wtedy, gdy nie ma współczucia. Nie mogę na to liczyć. Na Twoje też. Nie odkryję, co mam na myśli. Sam już się pewnie domyśliłeś i pomyślałeś, że straciłeś czas - ale nie, poszukaj, a znajdziesz to, co tutaj tak od razu nie czuć. Bo nie poczujesz ogromu cierpienia, bólu znania prawdy i wielkiej paranoi!
"Jestem jak cień, cień w świetle Księżyca, jestem jak cień słaby i uwięziony."
De-shadow-eR
Bluzgi?Odszkodowanie za stracony czas?
De-shadow-eR@wp.pl