"Krótki art o opluwaniu."
by
Na dzień dobry, panie Czytelnik, ćwiczenie terenowe: idź Waćpan do łazienki i nad umywalką się pochyl. Zmobilizuj się, zepnij w sobie. Zamknij oczy, weź głęboki wdech. A potem, tak siarczyście i z pogardę, spluń sobie w umywalkę. Z samego, jakby napisał Wieszcz Adam Nie-Małysz, jestestwa.
Prawda, że łatwo? Prawda, że przyjemnie?Dokładnie, Czytelniku - łatwo i przyjemnie. I tym zagadnieniem się właśnie, w dniu dzisiejszym, zajmiemy.
Tabloidy - bo to o nich dziś będę pisał - to są właśnie gazetki z założenia przyjemne, a miłe. Wszak sam przyznasz, Czytelniku, że miło jest czytać o cudnych historiach miłosnych, o rodzinnym szczęściu, o - jakże udanej - operacji. Miło sobie krzyżówkę, raczej nietrudną, rozwiązać, miło wygrać tysiąc w zdrapce. Miło wreszcie piękną panią w negliżu obejrzeć, miło, że aż ślinka leci...
A ślinka się przyda. Ot, będę, Czytelniku, tabloid opluwać.A opluwać będę, trzeba też to zauważyć, gazety poczytne! Będę obsobaczał nasz swojski "Super Express", "Fakt", co wychodzi na jaw i - mego ulubieńca w tej stawce - brytyjski "The Sun", najpoczytniejszy brytyjski dziennik. Dziennik, któremu procesu nie wytoczy nikt; dziennik, którego nikt nie skrytykuje.
Nie z podziwu. Ze strachu.Bo widzisz, Czytelniku, tabloid nie taki święty, jak go malują. Tabloid - zwany w inszych słowach brukowcem - jest to bowiem gazetka przepełniona do cna nagimi biustami, historyjkami o orgazmach udawanych i nie udawanych, horoskopów wróżki Deidre, reklam komórek i fotoopowiastek o niemoralnych propozycjach. Słynie z informacji o kręgach w zbożu, łzawych artykułów o nieudanych transplantacjach i rozdętej do granic (nie) przyzwoitości kroniki towarzyskiej. Słowem: warte są tyle, co papier na którym zostały wydane. Słowem: nie warte są nic.
I oto im właśnie, Czytelniku, chodzi.Tabloidy bowiem, to gazety, które - co wynika nawet z ich nazwy, oznaczającej, po naszemu, "pigułę" - za cel obrały sobie, by serwować, jak to się ładnie mówi, pożywną papkę. Piszą więc o tym wszystkim, o czym bardzo przeciętny czytelnik chce przeczytać: o łzach, szczęściu, seksie, plotkach i skandalach. Piszą agresywnie, brutalnie, prostacko. Wedle swego widzi mi się tworzą bohaterów i niszczą swych przeciwników. Częściej zresztą to drugie.
Są brukowcami, bo chcę nimi być. Bo to się im, mówiąc trywialnie, opłaca.Bo tabloid to jest gazetka populistyczna, nastawiona na najniższe ludzkie popędy. Drukuje plotki, by było o czym plotkować; pisze o zwycięskiej miłości, by było nad czym popłakać; opluwa papierowych zbrodniarzy, by było kogo na co dzień kląć. Pisze o tym, o czym ludzie chcą, niestety, czytać.
Jakie czasy, taki "Fakt".Dlatego, drogi Czytelniku, please, fuck "Fakt". Nie kupuj, nie przyglądaj się, nie komentuj plotek. Po prostu wciśnij "Ignore". I ustaw opcję "permanent".
Nic tak wszak nie boli skandalistów, jak brak skandalu.