pan_T.A.Rej

Dlaczego piszę?




    Pisać zacząłem przez przypadek. Ot, idę kiedyś wolnym krokiem  przez Okolicę. Wolnym, bo Tatulo do kiosku po "Fak" - gazetę codzienną o języku migowym kierowców; mnie wysłał. A pieniędzy dać zapomniał. Zamyśliłem się nad sposobem windykacji, kiedy zatrzymał mnie głos:
    - Wy, Student, zdajsie piśmienny jesteście?
    Najpierw stanąłem i zacząłem się rozglądać, ilu nas - mnie - tu jest, ale zaraz skojarzyłem głos z osobą Sołtysa. A temu z dawnych czasów taka maniera została, że jak miał do kogoś urzędową sprawę, to w liczbie mnogiej do niego mówił. Zaraz też pomyślałem, że niedobrze się dzieje, skoro posiadanie trudnej sztuki pisania mi wypomina. Czyli - przestraszyłem się nie na żarty - rewolucja się szykuje. I jak każda rewolucja, zaczyna rządy od likwidacji elit nieukowych. A w Okolicy do tych elit należę. Było nie było, szkół kilka - podstawowych - kończyłem, nie licząc pierwszej klasy zawodówki. A raz to nawet książkę przeczytałem. Coś o hodowli koni w trudnych warunkach materialnych - "Nasza Szkapa", czy tak jakoś jej na tytuł było. No i z wygłaszania nieukowych poglądów w Okolicy znany jestem.
    - No co tak stoicie, Student? Szkoły kończyliście? Cytaty i pisaty jesteście?
    - Jestem, Sołtysie - przyznałem się. A w myślach robiłem już rachunek sumienia, żegnałem się z rodziną i znajomymi. I zastanawiałem się, kto na mnie doniósł?
    - No i co? Okolica na waszą naukę łożyła, a wy co? Obijacie się? A czasy teraz takie, że młodych, wykształconych kadr nam potrzeba. Bo tylko patrzeć, jak ci z Unii nas swoimi naukowcami zaleją. Tam co drugi szkołę skończył i za urzędnika się zrobił. Już im biur brakło. To oni w maju do nas przyjadą, kierownicze stanowiska nam zaimać. Ja sam, przyznam wam się, student, jak w nowych czasach na sołtysa się wypromowałem, to też niepełne wykształcenie miałem. A teraz co? Za książkę się wziąłem, indywidualny tok nauki przeszedłem i szkołę skończyłem. I co? Zawodowe mam?
    - Macie, Sołtysie.
    - No, sami widzicie, Student. I wam też szansę chcę dać. Do urzędu chcę was najmać..
    - Nająć - poprawiłem.
    - No mówię, że najmać.
    - Ale co ja bym tam...
    - Bo to widzicie - przerwał mi. Z tą integracją to tyle roboty, że sam nie wyrobię. Przydzielili mi, co prawda, jeszcze sześć etatów, ale co z tego? Na jeden żonę wsadziłem, na drugi córkę, sam sobie za dwa następne płacę, a robić nie ma kto. Bo żona w biznesy poszła, córa na naukach, i sam zostałem. A i tak muszę obcego na jednym obsadzić, żeby o skorupcję i kumoterstwo mnie nie posądzono. Zresztą, ktoś do pisania papierów potrzebny jest na urzędzie, bo po tej szkole, to widzicie... Czytać, czytam, ale z pisaniem już gorzej. To co, Student? Pomożecie?
    - Pomożemy - wyrwało mi się. I tak zostałem pisarzem. Gminnym.


pisaty i cytaty:
pan_T.A.Rej

Wybaczcie ten mały żarcik, ale nie mogłem się powstrzymać.