dzień w którym popełniłem
samobójstwo
Nastał ranek 16 października 2003 roku. Wszystko
zapowiadało, że dzień będzie taki sam jak każdy inny. Pani Ania jechała tym
samym czerwonym rowerem po bułki i mleko. Pan Andrzej takim samym szybkim
krokiem szedł do pracy, do zakładu gdzie szyją garnitury, gdzieś tak 100 metrów
dalej od mojego przystanku. Za panem A szedłem ja, tyle tylko, że wolniejszym
krokiem, znowu zamyślony, będący myślami gdzieś zupełnie indziej. Od dłuższego
czasu droczyły mnie te myśli, dziś postanowiłem wprowadzić je w czyn. Nie
wiedziałem tylko, w jaki sposób mam to zrobić.
Może to się wydać strasznie
dziwne, ale ciągle jakaś moja część nie dopuszcza myśli do tego, że za chwilę
popełnię samobójstwo (strasznie nie lubię tego określenia). Przecież wczoraj
zrobiłem zadanie domowe z polaka i ściągi na sprawdzian z WOSu. Chociaż nie,
ściągi drukuję zawsze dla całej klasy od czterech lat, więc to pewnie zrobiłem
dla nich, ten ostatni raz. Kurcze, cały czas jakaś moja część każe mi normalnie
funkcjonować, ale dzięki temu, jak już to zrobię to będą mieli tę niepewność czy
czasem mnie ktoś nie zabił - "Przecież on wcale nie wyglądał.....".
Od
początku dręczyła mnie jedna myśl - jak się pożegnam z moją klasą. Przecież nie
mogę tego zrobić bez pożegnania, to nie w moim stylu. Rodzinie napiszę list,
nie, wpiszę ostatni wpis do mojego dziennika, pożegnalny... jak już mnie tu nie
będzie to na pewno tam zajrzą. Do ostatniej chwili jednak nie wiedziałem, co
zrobić z moją klasą, przecież nie mogłem napisać listu pożegnalnego i wręczyć go
przewodniczącemu. Przyznam wam, że nie zastanawiałem się długo, zdałem się po
prostu na życie. Przecież ono pisze najlepsze scenariusze. Tak też było i tym
razem.
W szkole okazało się, że przywieźli zdjęcia klasowe dzień wcześniej
niż było zaplanowane. Każdemu wręczono jedną kopię i wszyscy zaczęli się na
odwrotnej stronie wszystkim podpisywać. W natłoku myśli doszło do mnie, że
lepiej być nie mogło! Przecież w podstawówce w ostatni dzień też zbieraliśmy
podpisy kolegów i przyjaciół. Więcej niż 95% z tych ludzi nigdy już nie
widziałem. Teraz też postanowiłem wpisać się każdemu tak: "(tutaj ksywa danej
osoby) na zawsze - Górek". Jutro, już jutro to zrozumieją...
Wiecie jak mi
się koledzy na zdjęciu podpisali? O tak: "Dla największego Hakera i
Ściągacza...", Dla największego alkoholika klasowego...", Dla niezastąpionego na
sprawdzianach :) Łukasza..." "Dla fana serii THPS..." "Dla drukarza ściąg..." i
jeszcze kilka innych było.
Prawie ostatnią powinność załatwiłem, zostały mi
jeszcze tylko moje dwie ostatnie lekcje w tym życiu. Dwie godziny projektowania
architektonicznego. Usiadłem w ostatniej ławce, wyciągnąłem swoje papiery i
zacząłem projektować pomieszczenia socjalne w budynku przemysłowym. Jako, że
jest to luźniejsza lekcja wyciągnąłem mojego discmana i wytarty piórnik z
CD-kami (ten z CD-Action, taki czarny na 10 sztuk). Eminema i 50 Centa już nie
chciałem słuchać, Avril będę słuchał jak będę stąd odchodził, już niedługo.
Teraz wyciągnąłem jakiś czas nieużywaną płytkę Good Charlotte i zapuściłem na 32
(czyli na maksa). W ten sposób zaprojektowałem moją ostatnią w życiu rzecz, moja
koncepcja jak na ironię się bardzo pani spodobała.
Już mnie nie dręczyło
pytanie czy to zrobię, ale jak... ja ciągle nie wiedziałem.
Gdy wyszedłem
ostatni raz przez wrota mojej szkoły to zauważyłem, że jacyś zieloni
przebierańcy przy sąsiednim budynku rozdają jakieś kartoniki. Jako, że było mi
po drodze to tam poszedłem i dostałem... dostałem zielone pudełko tabletek, taką
reklamówkę - 10 sztuk. Zapamiętałem jeden moment z tego wydarzenia, jak pani
podawała mi pudełko, a ja je odbierałem. Nasze ręce się zetknęły, przypomniało
mi to scenę z takiego obrazu, chyba Michała Anioła, jak ręka Boga dotyka rękę
ludzką. Tak, już wtedy wiedziałem, że to Bóg podsunął mi te tabletki. Do teraz
nie daje mi spokoju to spojrzenie tej dziewczyny jak mi podawała te tabletki...
te zielone oczy, to głębokie spojrzenie i ten błysk. Jeszcze teraz przechodzą
mnie ciarki jak o tym pomyślę.
Kończę to pisać, bo jest mi coraz trudniej i
mam coraz mniej czasu (za godzinę wracają moi rodzice z kościoła, jak na
ironię). Nawet nie wiecie, jakie czuję podniecenie, już za chwilę spotkam samego
Boga!
Jeszcze tylko jedna, ostatnia już dzisiaj myśl. Czy nie zdarzyło
się Wam kiedyś "gdybać"? Co by było gdybym wygrał/a w totka milion? Co by było
gdybym zagadał z tą dziewczyną/ zagadała z tym chłopakiem? Co by było gdyby coś
tam... Pewnie tak. Mi też zdarzyło się w życiu "gdybać". Dzisiaj też gdybałem.
Gdybałem na temat "co by było gdybym dzisiaj miał popełnić samobójstwo". Tak,
ten tekst to oczywiście w pełni fikcja literacka. Nie do końca jednak. Prawie
wszystko wydarzyło się naprawdę. Szkoła, zdjęcia, podpisy jakie dostałem i te
tabletki też! Fikcją jest tylko to, że się chciałem zabić. To właśnie dzięki tym
tabletkom dostałem natchnienie na tego arta. Gdy już je trzymałem przyszło mi
wtedy na myśl, co by było jakby to pudełko tabletek dostał ktoś, kto by chciał
skończyć ze swoim życiem. Co by było.
Na zakończenie tego tekstu znalazłem
idealny cytat:
"I zapiszę ostatnie zdanie w tym zeszycie, mogło mnie tu nie
być, choć tak kocham życie".
No właśnie, mogło mnie tu nie być, gdyby...
p.s. podczas pisania i projektowania :P i w ogóle całego dnia
słuchałem Avril Lavigne, Good Charlotte, Eminema i muzy z filmu Bad Boys II
p.s.2. Cytat ten jest z piosenki Łez.
p.s.3. Nigdy nawet
nie myślcie o samobójstwie bo... życie jest piękne!
GDF gdf@op.pl