zimna sobota, więc założył henry czapkę, szalik, ładny, czarny
płaszczyk i ruszył na przystanek tramwajowy. tam już czekał na niego
przyjaciel. wsiedli do puściutkiego tramwaju i ruszyli w piękne miasto
łódź.
- wiesz gdzie jest koncert?
- no mniej więcej. na przeciwko stadionu widzewa.
- a wiesz, że dzisiaj mecz?
- ...
wysiedli i ruszyli wg wskazówek napotkanego pijanego. zimno było
niesłychanie, a na dodatek wiał przejmujący wiatr. silny. po paru
minutach marszu, niczym drzewo z ziemi wyrósł budynek "anilany",
a
przed nim stało już kilkadziesiąt osób rozgrzewających się piwem,
nalewą, lub jeszcze gorszym paskudztwem.
- nie ma biletów!!! - krzyknął ktoś, a tłum zaszemrał.
"mój bilet jest w moim portfelu. hehehe" pomyślał henry i zapalił
kolejnego papierosa. po dwudziestu minutach stania, gdy przed halą
kłębił się już kilkuset osobowy tłum, henry nie czuł już stóp, a palce
zaczęły go piec.
- ... mogliśmy kupić coś na rozgrzewkę!
- już 25 minut po 18 a oni jeszcze nie zaczęli wpuszczać!!! mieli
równo o 18 ...
- ... ...
wtem ktoś wrzasnął "WCHODZIMYYYY!!!" i tłum rzucił się do drzwi
szerokości danuty rin.
- no wreszcie! ja ... - powiedział henry, dziękując bogu. szybko
pobiegł na pole krzaczorów, by się odlać i już stał w tłumie. ale coś
to wpuszczanie trwało długo. po dziesięciu minutach gdy 1/100 może
weszła do środka, tłum zaczął ryczeć: "NIE BOJĘ SIĘ NIE BOJĘ SIĘ OJCIEC
ZA RĘKĘ WCIĄŻ TRZYMA MNIE".
- ... zaraz odmrożę sobie jaja na tym ... wygwizdówku. gdzie ten ..
kult gra? co to jest? - takie myśli kłębiły się po głowie henry'emu.
ale stał. minuty mijały, robiło się coraz chłodniej, papieros
odpalał od papierosa. stał między nastolatkami o twarzach niewinnych
jak dziecko, między napalonymi zielska młodzieńcami, nucącymi kolejne
melodie; w środku polski, jednocząc się w oczekiwaniu na koncert kultu.
nawet na chwilę zespolił się z nimi wrzeszcąc: "A NAD NIĄ LATA
MOTYLEEEEK!". przez moment zrobiło sie cieplej, bo bawiąc się
zapalniczką w kieszeni, podpalił henry husteczkę higieniczną. ale po
sekundzie, pani mrozu objęła go swymi ramionami jeszcze silniej.
- ... stoimy już tu godzinę i 20 minut, a nawet nie zauważyłem aby
tłum zmalał. ja ...
- stary co my tu w ogóle robimy? spójrz na te młode twarze, większość
z nich jest na pierwszym koncercie w życiu, jest to dla nich ...
przełom, są podnieceni i entuzjastyczni, a my nawet nie jesteśmy ...
pijani
- no. mogliśmy kupić piwa i łoić teraz w heroesów. tu nawet sobie nie
popogujemy.
- stary ja nawet nie lubię kultu!!! łykam tylko "tatę kazika" i
pojedyncze piosenki. i to z lat 80-tych - to henry.
nagle podszedł do nich koleś o twarzy melona i zapytał:
- nie macie może biletów na sprzedanie? potrzebuję dwa.
- no jasne!! proszę - odpowiedział henry z wyraźną ulgą w głosie.
- dzięki, jesteście super! - odrzekł melon, a henry z przyjacielem
oddalili się do domów. henry jeszcze parę godzin po powrocie nie czuł
palców u nóg. a melon pewnie się dobrze bawił. jeśli chcecie jakiejś
rady, to wam dam: nie osądzajcie z góry melonów.
a na dodatek jakiś ... wykropkował bluzgi !
henry (norman@smrw.lodz.pl)