Z pamiętnika...

Z pamiętnika...

12.01.2000r.

Dziś mijają równo 3 miesiące odkąd zaczęłam pracę jako psycholog w przedszkolu. To dziwne, że czasem dzieci mają więcej poważnych problemów niż my- tak zwani dorośli. Chociaż przecież my musimy martwić się o wszystko i na zapas- o pieniądze, pracę, sukcesy w życiu towarzyskim. A może tak naprawdę to właśnie dzieci, zaczynające dopiero swoje życie, wiedzą co jest najważniejsze? Im jesteśmy starsi tym mniej logicznie myślimy, natomiast one doskonale wiedzą co jest białe a co czarne. Dla nich nie ma szarości...
Ciągle nie mogę przestać myśleć o Dorotce. Gdy 6 grudnia, Kacper, przebrany w czerwony szlafrok i z przyklejoną do brody watą wziął ją na kolana i wręczył lalkę, najpierw bardzo się zdziwiła a potem oczy zabłysły jej z radości. Kiedy następnego dnia jej matka przyszła do nas, aby obwieścić, że są wyznawcami Jehowy, aż usiedliśmy. Dorota była u nas dopiero od 2 tygodni i nikt nie pofatygował się, aby nas wcześniej poinformować o jej wyznaniu. No i wyszły kwiatki. Dorotka musiała oddać lalkę. Porozmawiałam z dziećmi na temat tego wszystkiego- o jej innej wierze, że nie obchodzi tak jak my świąt czy urodzin i nie dostaję prezentów. Stwierdziły, że to niesprawiedliwe. Ja też tak myślę.

13.01.2000r.

Byłam dziś na ślubie mojej przyjaciółki. Zawsze uwielbiałam jej poczucie humoru- ślub w styczniu i w dodatku 13- tego. Kiedy patrzyłam jak pada sakramentalne "tak", pomyślałam jak długą i ciężką miała drogę.
W wieku 19 lat Jola dowiedziała się, że jest w ciąży, a jej facet postąpił bardzo odpowiedzialnie i... dał dyla do innego miasta. Mimo to postanowiła urodzić dziecko i choć było jej bardzo ciężko, nigdy nie żałowała swej decyzji. Kiedy w końcu udało się jej jakoś ustawić- znalazła pracę i wyprowadziła się z domu- jak grom z jasnego nieba spadła na nią wiadomość o śmierci matki. To ona pomagała jej prowadzić dom i zajmować się małą Anią. Zaczęłyśmy więc szukać gosposi. Po wielu perypetiach, Jola spotkała koleżankę, która poleciła jej pewną agencję. Zadzwoniłyśmy i poprosiłyśmy o przysłanie nam jakiejś pomocy domowej. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy kolejnego dnia do drzwi, zamiast kobiety w średnim wieku, zadzwonił młody mężczyzna. Najpierw myślałyśmy, że to żart, ale kiedy zdałyśmy sobie sprawę z powagi sytuacji przeprosiłyśmy Bartka, jak zdążyła nam się gosposia przedstawić. No i została- w końcu mamy równouprawnienie!
Dzisiaj Jola i Bartek stanęli na ślubnym kobiercu. WSZYSTKIEGO NAJ!

15.01.2000r.

Wczorajszy wieczór spędziłam na zabawie w klubie, którego współwłaścicielem jest mój brat. Spotkałam tam mężczyznę, który był nieźle wstawiony, choć była dopiero 16. Brat uświadomił mnie, że ten człowiek bywa tu codziennie i zawsze wychodzi ostatni. Oczywiście "w stanie wskazującym".
Wracając do domu myślałam o tym wszystkim. Moje własne wspomnienia wróciły. Pijany ojciec wraca do domu, do wystraszonych dzieci, które martwią się "żeby tatusiowi nic się nie stało". A on bardzo przeprasza, przynosi słodycze, obiecuje, że to się więcej nie powtórzy. Następnego dnia wszystko wygląda tak samo i kolejnego i kolejnego... Pewnego dnia nie wraca.

16.01.2000r.

Dziś, kiedy dzieci grały w "dwa ognie", zaobserwowałam przykrą sytuację. Jeden z chłopców podciął Mateusza ( jest to dziecko z lekkim opóźnieniem rozwojowym ), a kiedy Kasia podbiegła, żeby mu pomóc, Filip zaczął ich obrażać, szczególnie Mateusza. Nie przebierał w słowach, a ja nie mam najmniejszej ochoty ich tu przytaczać. Od razu zareagowałam. Jutro Filip przyjdzie z ojcem.

17.01.2000r.

Kiedy rano Filip wprowadził do mnie ojca, musiałam mieć mało inteligentną minę, bowiem okazało się, że to mężczyzna z klubu. Po długiej rozmowie w której nie popierał syna, ale również mieszania dzieci chorych ze zdrowymi czy różnych ras, obiecał, że porozmawia z synem i jego zachowanie więcej się nie powtórzy. Po jego wyjściu zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać. Zawsze wydawało mi się, że alkoholicy to obleśni faceci z brzuszkiem, ubrani w wytarte dżinsy i poplamione podkoszulki, z tygodniowym zarostem, rzadko używający wody i mydła. Tymczasem ojciec Filipa okazał się przystojnym, inteligentnym biznesmenem pod krawatem, pachnącym jakąś wodą kolońską o ładnym zapachu.
Czyli to jednak nie zależy tylko od nas! Nigdy się nad tym nie zastanawiałam... Co z ludźmi bezrobotnymi czy bezdomnymi? Czasem ich oceniamy nic o nich nie wiedząc! "Alkoholik- pije bo chce; Bezrobotny- niewykształcony albo leniwy; Bezdomny- ciekawe co się stało? Pewnie wszystko przepił, albo to przez to bezrobocie; Żebrak- że też on się nie wstydzi! Tak wykorzystywać ludzi o dobrym sercu!". Przecież nie każdy człowiek da się zaklasyfikować do jakiejś istniejącej grupy, przecież istnieją wyjątki! Może to wszystko jest gdzieś zapisane? A może jednak sami jesteśmy kowalami własnego losu? Każdy człowiek wyrabia sobie własne stereotypy myślenia na jakiś temat: oceniani ludzi po wyglądzie, kolorze skóry, wierze czy zarobkach.

STEREOTYPY SĄ NIESPRAWIEDLIWE I KRZYWDZĄ!!!




Wióra


P.S. Wszystkie sytuacje są prawdziwe. Osoba pisząca ten pamiętnik NIE ISTNIEJE.
P.S.2. Wiem, że nie wyczerpałam tematu ( ledwo go skubnęłam ), ale stereotypów jest tak dużo, że to CHYBA niemożliwe.


wiora18@wp.pl