Dwóch zgryźliwych tetryków

... czyli dysputa długa i sentymentalna. O ActionMagu wczoraj i dziś, o natchnieniu i jego braku, o szczęściach małych większych. O tym, że historia kołem się toczy, o przełamywaniu pierwszych lodów, o niespełnionych ambicjach i zdobytych bastionach. O tym, co było i o tym, co, miejmy nadzieję, będzie.
Rozmawiają: Donald i UnionJack.

* * *

Donald: Powiedz mi UnionJacku, dlaczego właściwie zacząłeś tu pisać ?

UnionJack: Wiesz, Donaldzie, tak dawno to było, że aż dziw, że jeszcze pamiętam. Kiedyś, chyba przypadkiem, rozpakowałem sobie na dysk pewien zin. Całkiem szczególny. Tym bardziej szczególny, że z numerem trzynaście. Nie, nie pechowym. ;) Rozpakowałem, otworzyłem, zacząłem czytać. Nic szczególnego - w tym okresie czytałem nawet notatki na chrupkach i to w każdym z trzech języków... Ale wciągnęło bardziej niż skrobia i aromaty podobne naturalnym... Wciągnęło tak, że zechciałem sam  swoją ulotkę zrobić. I tak już zostało.
A jak było u Ciebie? Przyznaj się, przyznaj... :)

D: Przyznaję się, przyznaję :) Kiedyś bardzo dokładnie przeglądałem Cover CD dołączany do CDA. I w pewnym miesiącu trafiłem na coś co zwało się "Action Mag'. Naczelny tego czegoś zwący się Qn`ikiem napisał, że każdy tekst który się u niego pojawi, zostanie po wsze czasy i że każdy, który zostanie przysłany, pojawi się na pewno. Spodobała mi się idea i postanowiłem, że coś napiszę. Wcielałem to w czyn dość długo. W końcu, na wigilię Bożego Narodzenia w 2000 roku wysmażyłem tekst o kościele, który ukazał się dopiero w maju. Wysłałem go na dyskietce. Smuggler zjechał go dokumentnie :) Wielu by się zniechęciło po takim początku, ale jakoś nie straciłem rezonu i zacząłem pisać więcej. A Ty jak zareagowałeś na swoją pierwszą "ulotkę" zamieszczoną w AM?

UJ: Jeżeli powiem, że byłem w siódmym niebie to nie będzie to pełen obraz. :)  Wiesz, gdy to sobie teraz przypomnę, to wydaje mi się to czymś niezwykłym: kilka, średniej jakości, literek na krzyż, szczypta absurdalnego humoru, moja własna ksywka - a tyle radości! Chyba nigdy już nie cieszyłem się tak jak po pierwszym moim arcie, krótkiej recenzji (streszczeniu?) w Książach... Zresztą, powiedz sam: zobaczyć swój mały art na małym ekranie... to było coś, prawda?

D: Prawda, prawda. Mój był tak naiwny, jak ja sam wtedy. Kochany tekścik od trzymanego pod kloszem nastolatka. Smuggler nie miał litości... A potem coraz bardziej mnie wciągnęło i trzyma do dziś. podobnie jak i Ciebie, prawda?

UJ: Czy trzyma? Wiesz, to zabrzmi trochę jak herezja - ale i tak, i nie... Bo z jednej strony czuję się ciągle z AMem związany, związany bardziej niż czymkolwiek w wirtualnym świecie - z drugiej jednak strony gdzieś zapodział się mój zapał do pisania tekstów... A to trochę boli...

D: Związany też jestem, bez dwóch zdań. Zwłaszcza odkąd byłem na zjeździe, gdzie osobiście poznałem część piszących. Jestem cholernie autonomicznym typem, ale parę razy czułem że AM to coś także mojego. Od pewnego czasu, tak jak i Ciebie, trzyma się mnie coś dziwnego. Może rutyna, może zmęczenie materiału... Wspominam stare dzieje, Pasibrzucha, Eryka, Archiego, czypiendziesiąt, dyskusje prowadzone przez parę numerów i wydaje mi się że to był złoty wiek AM. teraz jest srebrny. Tym niemniej staram się pisać cały czas. Qn`ik kiedyś powiedział że to nonkonformizm. Ale to chyba bardziej przekora. Ty też ciągniesz to z przekory?

UJ: Piszę - a przynajmniej się staram. Ale wiesz, ja też czuję, że to już nie jest ta świeżość, to już nie jest ta dzika radość z każdej postawionej na ekranie literki. Niektórzy mogliby powiedzieć, że wyrosłem z grafomaśtwa. Możliwe - ale szkoda. Bo w szczęśliwych czasach grafomanii pisanie to była wewnętrzna potrzeba... A teraz to jest zwykłe wyrobnictwo. Tekst na numer, by być fair w stosunku do AM, by nie odejść bez słowa, jak pozostali...
Wiesz, tak zauważyłem, że to moje pisanie to jest teraz walka o to, by się nie wypalić, by udowodnić samemu sobie, że jeszcze jest o czym pisać... Choć.. To chyba jest coś jeszcze... Bo to jest też taki powrót do przeszłości, do tego, dobrze to nazwałeś, Złotego Wieku, którym dla Ciebie jest Archimił - a którym dla mnie były numery pełne Caleba, Red'a, Pasibrzucha, Misia Eryka i reaktywowanych Opowiadań. Złota polska szlachecka, chciałoby się rzec...
Zresztą, tak zauważam, że coraz więcej autorów ma jakieś takie podobne, nihilistyczne myśli... Tobie tez się czasem wydaje, że nie ma o czym pisać?

D: Wydaje. Zatem ty też tak odczuwasz... Przynajmniej mam świadomość że nie tylko ja :) Może za bardzo angażuję się emocjonalnie w coś co jest w gruncie rzeczy "tylko" dobrą zabawą. Caleb, Red - masz rację, też byli dobrzy. Ale Red gdzieś zniknął a Caleb narzeeeeka... Wszyscy albo odchodzą albo zmieniają się nie do poznania. Rainman też już nie taki jak kiedyś... nie mogę jakoś twego odżałować, wiesz? Action Mag jakoś skostniał, oblekł się w skorupę. Własne koszulki, radio, słuchy o domenie... regularnie się spotykamy na ircu, na GG, ostatnio coś często i w rzeczywistości :) Bardzo lubię spontaniczność i jakąś "bezprogramowość". W liceum podobali mi się Skamandryci... Nienawidzę wszelkich ram. I też żałuję że zaczyna być inaczej. No właśnie, inaczej. Ani lepiej ani gorzej tylko inaczej. A jednak żal... Ty też tak uważasz?

UJ: Tak, choć chyba troszkę inaczej widzę to, znów dobrze ująłeś, skostnienie... Bo własne radio i AMowe ciuchy to w pewnym sensie jest spontaniczność: ludzie projektują własne koszulki, planują swoje audycje - i to jest sponton, i to jest, zabrzmi banalnie i łzawo, piękne. Ale dokładnie tej spontaniczności brak w samym ActionMagu - coś się w nim zatrzymało, brak tego ciągłego napływu nowych idei, brak - to chyba najwłaściwsze słowo - świeżej krwi... Brak tego czegoś, czego my - pozbawieni tej spontaniczności, tej (upragnionej) grafomanii - już chyba nie wniesiemy... Bo druga młodość - to i owszem! Ale trzecia, czwarta...
Właśnie, młodość! Wiesz, od jakiegoś czasu czuję się, tak w sensie AMu, naprawdę stary. Czuję się jakby karuzela historii zatoczyła koło - a ja nie wysiadłbym w odpowiednim momencie. Młodzi pisarze odkrywają rzeczy, które ja sam kiedyś odkrywałem; wysławiają ideały, w które sam kiedyś uwierzyłem - i w które przestałem wierzyć; dyskutują o tym, o czym ja dyskutowałem; podają nawet te same argumenty. jJa wiem, że historia się powtarza - ale żeby tak szybko? ;)
I wiesz, tak sobie myślę, że AMowi potrzebna jest kolejna rewolucja, kolejny autor, który wywoła Burzę i Nacisk, Sturm und Drang... Taka Novinha, taki Pasibrzuch, taki Rainman... jak myślisz, nadejdzie? Chyba powinien, przecież historia się powtarza...

D: Ano właśnie. Historia się powtarza... Piszesz że młodzi odkrywają to, co Ty kiedyś odkryłeś. To samo życie. Ludzie wszystkich epok, kim by nie byli, w swoich pojedynczych życiach odkrywali to co miliony innych przed nimi i po nich. I tutaj też tak jest. Ty czujesz się stary w sensie AMu... A ja w jakimś ogólniejszym. Dwudziestojednolatek który czasem czuje się na osiemdziesiątkę... Wiesz co Ci powiem UnionJacku? Świat daje nam pierwsze lekcje. Przemawia do nas poprzez cokolwiek czym byśmy się nie zajmowali. Trzy lata to jednak dość długi czas. I przez trzy lata nie sposób nie zauważyć zmian, zarówno w naszym AM jak i we wszystkim poza nim. Pisałem ze teraz jest inaczej, a nie lepiej czy gorzej. To nieco filozoficzne podejście, ale chyba słuszne. Ciężko mi to zaakceptować. Wiele bym oddał za coś stałego, a tu panta rhei... Co do kogoś nowego - jako wielki optymista mam nadzieję, że taki ktoś się pojawi prędzej czy później. Bo - jak powiedziałeś - historia się powtarza...
A teraz chciałbym zapytać Cię, co dał Ci ActionMag i pisanie do niego

UJ: Co mi dał? Rzeczy wymierne, takie jak obsługę HTML i praktykę w organizowaniu swoistej miniredakcji - ale przede wszystkim wiele cudownych przeżyć... Satysfakcję i takie jakieś dziwne poczucie samospełnienia. Chyba też taką, w sumie brzydką, dumę z tego, że nie poddaję się temu obrzydliwemu hedonizmowi z gwizdkiem i konformizmowi w białych rękawiczkach... Odwagę w wypowiadaniu własnych opinii, zapał do pracy, do pisania... Ale głównie, głównie radość... Prawda, że radość? U Ciebie tak samo?

D: U mnie? Też w pierwszym rzędzie radość. Za każdym razem gdy widzę swój nowy tekst lub ktoś dziękuje mi via mail. Spełniony też się czułem parę razy. Gdy byłem młodszy dzięki niemu kształtowałem poglądy. Potem poszerzył moje pojęcie o mnie samym a teraz wytyka mi słabostki. Dużo razy widziałem jaki jestem w rzeczywistości a jaki staram się być w tekstach. I że zarówno ja jak i życie nie jest takie jak chcę je w nich widzieć. Właściwie to AM był jedną z tych rzeczy dzięki którym sobie tę prawdę uświadomiłem. Jak ciężko przyjąć to do wiadomości - wiesz chyba sam. Ja się chyba nie mogę obejść bez wycieczek w swoją stronę... :) Generalnie - AM jest jedną z lepszych rzeczy jakie mi się trafiły. Niech tam Maciek znowu napiszę że traktuję to zbyt serio... Powiedz mi jeszcze jak walczysz z tymi wszystkimi wątpliwościami i jak się widzisz w AM w przyszłości.

UJ: Zbyt serio? Wiesz, kiedyś doszedłem do dziwnego wniosku... Im bardziej serio traktuję tekst, im jest bardziej osobisty, im głębiej siebie dzięki niemu poznam - tym większą odczuwam po jego napisaniu... nie, nie radość - ulgę. Bo jakby na papierze, to trochę mniej ciąży...
Walka z wątpliwościami... To już nie jest walka z nimi, to jest walka z samym sobą... Bo - choć zabrzmi to trochę buńczucznie - jeżeli chodzi o AM to zdobyłem już wszystko to, co można było zdobyć: okładkę, tekst miesiąca, wyróżnienia we wstępniaku. Teraz walczę jedynie o to, by mi się jeszcze chciało, by koniec pewnego etapu był jednocześnie początkiem następnego... Wiesz, to jest taka walka z własnym lenistwem i takim - Jezu, jakie sformułowanie! - mentalnym marazmem - ot, chcę by mi chciało chcieć. Kłopot w tym, że coraz częściej muszę sam siebie tu oszukiwać....
A Ty, zawsze pełen optymizmu? Masz jeszcze (już?) takie problemy?

D: Pełen optymizmu... ostatnio życie uczy mnie że optymizm jest mieczem, który tnie w obie strony. Może być śmiertelnie skuteczną bronią "przeciw" życiu i jego kołem napędowym, jeśli go dobrze wykorzystasz. Ale gdy za bardzo mu wierzysz, uwstecznia Cię. Mentalmy marazm, ulga po napisaniu czegoś osobistego... mam dokładnie takie same problemy. I ciężko mi być optymistą. Żeby nie stać w miejscu ostatnio trochę eksperymentuję, piszę do kącików w których mnie jeszcze nie było, szukam nowych form dla tekstów - niedawno napisałem opowiadanie do spółki z Militarym... Czasem łapię się na tym że myślę o sobie jak o gwieździe AM, jak o jakimś superbonzie, i to strasznie łechce moją próżność. Wesoły chłopak, który sobie po prostu pisał, gdzieś się zapodział. Pożył trochę, uogólnia, gubi się, wymądrza...
Ten art zaczyna chyba wyglądać jak pisany ode mnie dla Ciebie i odwrotnie - ot, dwóch AMowców z solidnym stażem postanowiło sobie powspominać i ponarzekać, a potem wyślą to jako kolejne odcinanie kuponów Brrrr, straszne...
Skoro - jak napisałem - panta rhei - to trzeba się przystosować. I nie dawać, nie dawać, nie dawać... W tajemnicy powiem Ci że niezachwianie wierzę że ten wesoły chłopak kiedyś wróci! I to jest właśnie optymizm. Głupi, bierny ale własny.
To chyba wszystko z mojej strony. Jeżeli chciałbyś jeszcze coś dodać to proszę bardzo.


UJ: Tak, bo wiesz, tak doszedłem do wniosku, że takie wzajemne wypłakanie się w kołnierz może nam trochę pomóc... Bo ten art, znów, skończy się ulgą, skończy się - kto wie? - małym szczęściem, krótkim momentem satysfakcji... taką iskierką, która przypomni dawne czasy...
Wystarczy tylko iskra,
by świat mógł spłonąć cały,
Wystarczy potok bystry,
by twardą drążyć skałę...

Kto wie, może masz rację ? Może to wreszcie nastąpi przełom, może i Ty - i ja - odnajdziemy znów ten zapał do pisania, to grafomaństwo, którego taka zazdrościmy świeżej krwi... Wiesz, chyba naprawdę wierzę w to, że odnajdziemy...
I Ty też wierzysz...
Wszak jedno nas łączy: wiara w dwie, podobne sobie, idee. W nieuzasadniony optymizm. A także w głupią, radosną, pozbawianą wszelkich podstaw nadzieję.
Zabrzmiało grafomańsko? Ech, chciałbym... ;)

D: Zabrzmiało. Ależ Cię nostalgia porwała na ostatek :) Ja nie miałem zamiaru bardzo płakać. Teraz nie będę czuł ulgi bo skądinąd wiem że po uldze zawsze cisnęło bardziej. Postaram się poczuć satysfakcję że nie wypadłem z biznesu mimo wątpliwości. I obiecam sobie że postaram się nie wypaść dopóki będzie istniał AM. Nie ma co rozdzierać szat że jest inaczej. Trzeba po prostu robić swoje. Show must go on. Jak we wszystkim...
 

Rozmawiali:

Zgryźliwy Donald
Stetryczały UnionJack

[Eddie: Panowie, marudzicie jak stare baby przy straganie z kapustą, to po pierwsze. Rzecz druga, czytając ten tekst miałem wrażenie, jakbym obserwował rozmowę wypalonych geniuszy zmierzających ku emeryturze. Owszem, do emerytury macie z pewnością coraz bliżej, ale do geniuszu droga daleka. Ktoś musi w końcu wyprowadzić Was z błędu. Jesteście dobrzy, ale nie wspaniali i nie genialni. UnionJack potrafi jeszcze przy braku pomysłów przyciągnąć czytelnika lekkim, żartobliwym tonem i stylem, dzięki którym jego teksty czyta się z przyjemnością bez względu na poruszany w nich temat, a nawet przy jego braku, gdy pisze o niczym. Natomiast Ty, Donaldzie, masz styl bardzo poważny, często ciężki w odbiorze, sprawdzający się przy przy pracach mówiących o rzeczach konkretnych. Przy tekstach, po których widać, że po prostu brakuje Ci dobrego pomysłu jest on jednak nie do przetrawienia, zalatuje z nich dłużyzną. Niestety, smutne to, ale prawdziwe.
Stetryczali jesteście z pewnością, ale zgryźliwości, która kojarzy mi się raczej ze złośliwością nie dopatrzyłem się w tej pracy nawet odrobiny.
A szkoda, bo może wtedy byłaby ciekawsza.
Mam dla Was dobrą wiadomość. Narzekacie na brak świeżej krwi w AM a ja znalazłem rozwiązanie tego problemu. Transfuzja!!! Wiecie na czym to polega, prawda? To chyba tyle z mojej strony. Na zakończenie chciałbym jeszcze tylko powiedzieć - chłopcy, jeśli macie tak przynudzać, to poczekajcie aż wpadniecie na jakiś faktycznie dobry pomysł i dopiero wtedy piszcie. Nie ma co tworzyć na siłę.]