W kieszeni niebieskiego szlafroka

W kieszeni niebieskiego szlafroka

Wyszłam przed dom, chłodny wiatr przeniknął moje ciało, otuliłam się miękkim szlafrokiem próbując ocalić ostatnie senne okruchy nocy. Zapaliłam papierosa, dym wnika we mnie… Lekki, unosi się porwany do tańca przez wiatr. Przede mną kolejny dzień. Wsuwam rękę do kieszeni, wyjmuję…

Pomięty kawałek papieru…

Ostatnie wspomnienie Twoich słów. Zastanawiam się czy rzeczywiście tak musiało potoczyć się moje życie. Ciężar odpowiedzialności za wybór, którego dokonałam znowu przytłacza szarą codzienność. Czy to była dobra decyzja? Dla mnie na pewno… Najwygodniejsza. Dla Ciebie? Chyba też… W końcu nadal pamiętam to, co było, nadal jestem dla Ciebie tym, kim byłam zawsze. Czy na pewno? Chciałabym w to wierzyć. Nic już nie będzie takie jak kiedyś, wszyscy zmieniamy się jak w kalejdoskopie. Tyle razy odpierałam zarzuty wymierzone w Twoją stronę, bo przecież kocham Cię. Mimo wszystko. Mimo tego, co było. Ciągle pamiętam, Ty już chyba zapomniałaś. Może nie chcesz pamiętać?

pytałaś czy rozumiem
spoglądałam ze zdumieniem na twoje
z trudem odbudowane życie
twój mikrokosmos
okłamujesz siebie
nie chcesz widzieć szarych chwil i
nie słuchasz głosu wspomnień
jesteś jak najczarniejszy koszmar
nie widzę nic po za grą w życie
ty nigdy nie zobaczysz
nie usłyszysz
ty nigdy nie będziesz cierpieć
możesz tylko współczuć
i tak nie rozumiejąc nic

Wiem, że widocznie tak musiało się stać. Próbujesz wynagrodzić wszystko co było. To niemożliwe. Po prostu staraj się mnie kochać. Po prostu? Kolejna rana. Odezwała się znowu. Wracacie jak bumerang. Dajcie choć chwilę wytchnienia. I tak nie cofnę czasu. Już nic nie zmienię.

Wracam do pustego cichego domu, mojego domu...? A może to właśnie mnie uratowało? Zamykam drzwi. Po raz kolejny. Myję dłonie. Żyję. Dzięki Tobie przecież. Dzięki Wam... Czy za to życie mam być wdzięczna? Może nie otworzę już tych drzwi... Zmiętą kartkę chowam z powrotem do kieszeni, co jeszcze tam znajdę? Stara zapalniczka.

Nie mogę wykrzesać z niej już ani odrobiny ciepłego blasku. Wspomnienie chwil spędzonych z Nią. Słodkich i beztroskich. Czasem okupionych bólem. Ale wspominam ten czas jak idyllę, z dala od problemów dnia codziennego. Miałyśmy inne bolączki. Z paczką papierosów, gumami do żucia i gorącą herbatą leżałyśmy na twardym betonie. Ona jedna mnie rozumiała. Bez słów. Wzajemna pomoc w zmaganiach z rzeczywistością. Burze mózgów w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania o sens czy szczęście i nieudane próby przeżywania radości z kolejnego pięknego dnia, szumu lasu, śpiewu ptaków, ciepła rozdawanego hojnie przez słońce. I jeszcze ten list od Niej, dała mi go przed samym pożegnaniem. Leży w szufladzie…Brak mi Jej i tych chwil tak bezpiecznych…

Co jeszcze znajdę w kieszeni? Jakie wspomnienia?

Opakowanie od moich tabletek. Puste.

Moje uszczęśliwiacze. Miały zagwarantować mi uśmiech, prawdziwy, z głebi serca, życie bez bólu i choroby, a stały się narzędziem, które posłużyło mi do zapomnienia. To miał być koniec. Zasnę i nie obudzę się więcej. Nie miałam odwagi. Może to i lepiej? Przecież wczoraj czułam się szczęśliwa przez ułamek sekundy, a dzisiaj niebo jest tak błękitne, usłane puchem z chmur. Kwiaty w ogrodzie chłoną każdy promyk słońca.

Walczyć. Ona mówiła, że trzeba walczyć...

Będę walczyć, otwieram drzwi, poddaję się życiu, niech wciągnie mnie w swój wir. To wszystko co było w kieszeni niebieskiego szlafroka. I zachowam te myśli, wspomnienia i ból. To przecież ja.





Lilith
ducinaltum@tenbit.pl