KIEDYŚ…

KIEDYŚ…

Kolejny dzień- pomyślała. Usiadła, owijając zziębnięte ciało białą kołdrą. Za oknem słońce próbowało wybić się zza szarych ciężkich chmur, nowy dzień... Spojrzała na śpiącą jeszcze Monikę. Podeszła do jej łóżka żeby zapamiętać każdy grymas jej twarzy. Raczej maski. Obie były doskonałymi aktorkami. Do obskurnego pokoju weszła siostra, badania. Trzeba wstawać.

W łazience oglądała długo swoją twarz, w brudnym, porysowanym lustrze. Długo wpatrywała się w oczy próbując dojrzeć sensu, iskierki nadziei. Ręką przygładziła niesforne kosmyki w kolorze starego złota. Zwilżyła wargi.

Wypełniły już częściowo plan dnia. Teraz czas wolny. Ukochane schody. Usiadły jak zawsze na ustalonych miejscach. Papieros. Kolejny. Nawet nie muszą nic mówić i tak wszystko wiadomo.

W jej głowie rodzi się kolejna myśl. Kolejna krótka chwila wyzwolonego obłąkania. W kajdanach narzuconych przez schematy nie może wybić się poza codzienność.

Tabletki. Po obiedzie i po kolacji. Nie pomogą. Ona to wie. Nic nie pomoże.

Siedziała z Kubą w śmierdzącej wilgocią świetlicy. Słuchali muzyki. Jego muzyki. Tylko on ją rozumiał. Ale i tak była piękna. Ciekawe, co rodzi się w jego umyśle, ktoś mógłby powiedzieć chorym umyśle...

Powiedziała Monice o wszystkim. Jeszcze nigdy nie było jej tak dobrze. Tak spokojnie. Teraz ktoś już wie. O latach bólu, kiedy patrzyła na ból i była bezbronna, bezsilna. O miesiącach walki, ze światem, o każdy dzień, o kogoś, kto zawiódł tak bardzo.

O wszystkim? Chyba nie... A to uczucie, kiedy myślała, że to już szaleństwo. O pustym śmiechu, który wydobywał się z jej wnętrza? O łkaniu i rwaniu włosów? O strachu, który nie pozwalał myśleć?

Teraz wszystko jest dobrze. Tak myślą oni. Ale czai się w niej ta mała grudka szaleństwa.

Nie płacz. Mówiła- walcz. Mówiła- nie poddawaj się. A on gdzieś we mnie mówi vanitas... I nie ma już nic. Słyszysz?

Szpital psychiatryczny. Przywrócenie zdrowia umysłowego. Zaleczenie. Wrażliwy umysł, który dostrzega więcej niż inni poddany resocjalizacji. Po co? Po co zabijać tą wyjątkowość? Cierpienie? Ono tylko uszlachetnia. Nie da się go zagłuszyć, zaleczyć, albo będziesz z nim na zawsze albo na chwilę się go pozbędziesz, będzie to cierpienie kontrolowane.

Znowu odbyła kolejną podróż w przeszłość. To, co było jakoś nie chce odejść. W końcu to przecież te wspomnienia uczyniły ją tym, kim jest teraz.

Kolejny obraz. Jest w zadymionym pomieszczeniu. Przyszła tu żeby, choć na chwilę zapomnieć. Bursztynowy płyn rozluźnił napięte myśli, na chwilę, krótką chwilę... Tańczy... W objęciach kogoś, kto od dawna budził w niej ciekawość. Ciekawość umysłową. Tańczą teraz spleceni, oboje noszą w sobie bursztynową krew. Ona powtarza mu, że jest kurwą. On śmieje się, bawi się jej włosami. Jest jej dobrze, tak dobrze, że aż ma wyrzuty sumienia. Rozmawiają, on nie rozumie, jej jest wszystko jedno. Chociaż raz nie będzie myśleć o konsekwencjach. To tylko taniec...Wszyscy tańczą...

Złocisty napój wyparował z jej ciała razem z ostatnimi taktami ostatniej piosenki w tej ostatniej chwili zapomnienia. Znowu przyszły one. Płacze. Na trawie siedząc obok swojego anioła stróża mówi mu jak ciężkie jest życie. On potakuje, jej anioł, tak dawno go nie widziała, a przecież jest dla niej jak brat. Pamięta jak przez mgłę jego idealny obraz, kiedy nie rozumiała jeszcze niczego.

Jej anioł stróż ma teraz taki smutek w oczach, jakiego nie miał nigdy wcześniej... Skąd on się wziął?

Wróciła do życia. Ocknęła się stojąc przy czarnej balustradzie, odgradza ją od niej samej i życia. Czy przekroczy ją kiedyś?

Zapachniała śmierć i sen zmorzył ją o świcie. Wieczny?



Vani(tas)
judy@autograf.pl