|
Polish Jokes
„-
Sasza, pożycz mi skarpet, bo moje się
Złamały...”
Wysypały
mi się - ostatnimi czasy - z rękawa teksty iro-sarkastyczne.
Miejscami zabawne. Ten też taki będzie.
„-
Bierz śmiało Misza. Tam pod ścianą...
Stoją.”
Ale,
ale – tym razem niezbędne jest Prawdziwe Poczucie Humoru. Oryginał.
Z metką „genuine”. Jeśli swoje zakupiliście na zagraconym straganie,
ciskajcie ‘Wstecza’, ale już! Nastąpi bowiem zaraz sprawdzian
autentyczności; a jak wiadomo - najlepszym na to sposobem jest
imitacja warunków ekstremalnych. Tak, tak. Autentyki je znoszą. Z
podróbek zostają strzępki. Jeśli pod koniec będziesz takoż miał
nerwy w strzępach, nie bluzgaj na niżej podpisanego. Lepiej...
echem...”skontaktuj się ze sprzedawcą”...
„-
Tato, ja jestem w końcu Żyd czy Cygan?
- A dlaczego
pytasz?”
Mówi
się, że charakter człowieka doskonale określa się za pomocą rzeczy,
które uznaje on za śmieszne. Mówi się też - zazwyczaj na akademiach ku czci
Rewolucji, Konstytucji lub Długiego Łykendu - o czymś takim jak charakter
narodowy. Składa się na niego zbiór cech, zachowań i odruchów
wspólnych danej nacji. Łącząc te dwie teorie można wysnuć trzecią.
Podług niej, można wiele powiedzieć o danym narodzie obserwując to,
z czego się on w swych obiegowych dowcipach
zaśmiewa.
No
to zobaczmy: Z czego śmieją się Polacy?
„-
Bo widziałem w sklepie fajny rower. I nie wiem, czy iść się
targować, czy kraść od razu”
Pomijając
zjawisko śmiania się z głupszych, słabszych czy też po prostu innych
(które nie jest czymś specjalnie wyjątkowym, bo to przywara
ludzkości spod każdej szerokości geograficznej) bez krępacji klecimy
anegdotki o bliższych i dalszych sąsiadach.
Rusek
jest w nich prymitywem, co non-stop chleje. Każdy Niemiec to
faszysta, emerytowany esesman. Żydzi to kanciarze i krętacze. Włosi
wtryniają makaron, Francuzi żabo-ślimaki. Szkot w swej chciwości
wynalazł drut kłócąc się z drugim Szkotem o miedzianego pensa. A
Amerykańce to w ogóle kretyni tacy, że nie mają imion dłuższych niż
na dwie sylaby. Normalnie, szkoda, że większość z nas nie wie, gdzie
leży Wagadubu, bo niezawodnie, gdyby ludziska wiedzieli, coś by już
na tambylców znaleźli.
„Czym
się różni Murzyn od opony?
-
Ano
tym, że gdy na oponę założysz łańcuchy, to nie
rapuje”
Wystarczyłoby skojarzyć sobie, że Wagadubu
to tzw. Czarny Ląd i takiż kolor skóry jego mieszkańców. Kolejna
lawina gotowa.
„(...)
a Polak na to: <<Zabiłem jednego. Reszta poszła na
pogrzeb>>”
[szczwany
spryciarz!, co nie?]
Czemuż
to ma służyć takie niewyszukane przejeżdżanie się po pozostałych
szczepach - zapyta ktoś dociekliwy. To proste. Naczelną funkcją jest
schlebianie grupowemu ego. Grupowe polackie ego potrzebuje czuć, że
‘Polak potrafi’. Polak potrafi corocznie spuszczać baty Krzyżakom
pod Grunwaldem i copółrocznie Angolom na Wembley’73. Polak potrafi zażyć samego
diabła, na pytanie ile z dziesięciu flaszek wypije, odpowiadając
„Jedenaście”. Polak wygrał wojnę, pokonał komunizm i broni
chrześcijaństwa. Polak potrafi wyplątać się z każdych tarapatów.
Polak to jest gość. To ktoś wyjątkowy. Nasza wyjątkowość to - w imię
niewygasłej sarmackiej ideologii - zerwanie ze „wschodnim
zacofaniem” i „zgniłym kapitalistycznym zachodem” a wytworzenie
własnej (o jakże niepowtarzalnej!) mentalności, gdzie najlepiej,
kiedy nie dzieje się nic i „byle polska wieś wesoła, byle polska
wieś spokojna”
I
co naprawdę ciekawe, insze nacje również dostrzegają tą naszą
wyjątkowość. Ba - oni też uwieczniają ją w swoich dowcipach!
Tak!
Z tym, że widzą ją, no, tak
pozytywnie, jak pomnik generała pozytywnie widzi kręcące się wokół
gołębie. Gówniano to wygląda....
Koledzy
z Niemiec skonstruowali na ten przykład kilka wściekle pouczających
anegdotek
Posłuchajcie:
-
Co jest dobrego w zimnej pogodzie ?
-
Polacy trzymają ręce w SWOICH kieszeniach?
-
Jaka jest pierwsza lekcja w polskiej nauce jazdy ?
-
Otwierać drzwi przy pomocy KLAMKI.
Do
tego dochodzi próba zrozumienia szeroko pojętej „słowiańskiej
duszy”...
-
Jaka jest różnica między polskim ślubem, a pogrzebem ?
-
Na pogrzebie jest o jednego pijanego
mniej.
-
Zdanie z 10 wyrazami i 4 kłamstwami ?
-
Uczciwy Polak jedzie na trzeźwo swoim własnym samochodem do
pracy.
Z
kolei koledzy zza Wielkiej Wody wypatrzyli coś zgoła odmiennego:
cechę, której niejaki Einstein przypisywał bezgraniczność, wieczność
i nieskończoność...
-
Skąd
wiesz, ż Polak rzucił w ciebie granatem?
-
Wyciągnij
zawleczkę i odrzuć mu go.
-
Co się dzieje, gdy Polak przestaje płacić rachunki za śmieci?
(w
Stanach jest takie cuś)
-
Przestają mu je przywozić.
-
Co
stało się z Polską Narodową Biblioteką
-
Zamknęli
ją po tym, jak ktoś ukradł KSIAŻKĘ.
Polaków
nie mogło zabraknąć w serii dowcipów nieformalnie zatytułowanej
„Niezgłębiony dylemat żarówki” Jest tam doprawdy boska wymiana
zdań:
-
Iluż
to Polaków potrzeba do wkręcenia żarówki?
-
Dziesięć
tysięcy jednego. Ten jeden trzyma nieruchomo żarówkę, podczas gdy
dziesięć tysięcy rodaków dziarsko a zawzięcie obraca dom.
Każdy
może mi zarzucić, że świadomie przesadzam i przejaskrawiam. Każdy,
kto tak zrobi, będzie miał rację. To jednak niezbędne. To tak jak w
ledwo czytelnych notatkach. Maże się tęczowymi markerami po
konkretnych fragmentach, by je tak naprawdę
zauważyć.
A zjawisko zauważenia jest
naprawdę warte. Mizerny i nieporadny narodzik nasz przyszywa sobie
skrzydła, których nie jest nawet w stanie udźwignąć. Frustruje się.
Cierpi / cierpimy. Zamiast krytycznie patrzyć na to, co w nas
szkodliwe kultywujemy to jak wspólny powód do wspólnej dumy.
Jednoczy nas megalomania. Szkoda, ze niewiele
więcej.
Ludzie
i ludziska – a może zejdźmy (nawet na krótko, na próbę...) z głupich
Rusków, Niemców-faszystów itd. Poszukajmy belek w swoich oczach.
Dałoby radę?
Myślę
że tak.
Na
zakończenie mniej jaskrawy z niemieckich
dowcipów:
Buduje
się brama w trzecie tysiąclecie. Rozpisano przetarg i wyłoniono
podkomisję do jego przeprowadzenia. Do przetargu zgłosili się Turek,
Niemiec i – rzecz jasna – Polak.
Turek:
brama solidna, projekt kompletny - wszystko w porządku - koszt: 6000
euro..
Niemiec:
projekt w zasadzie nie odbiegał od projektu Turka, cena: 10.000
euro. (bo solidny niemiecki projekt, solidne niemieckie materiały
itd. – solidność kosztuje)
Ostatni był Polak: przedstawił projekt bardzo
podobny, wręcz identyczny z projektami Turka i Niemca, ale cena
wynosiła 56.000 euro.
Komisja
(po tym jak już wróciła na krzesła, z których pospadała) wiedziona
ciekawością dopytuje się szczegółów. I dostaje, czego chce, o
tak!
Kosztorys
Polaka to: „25.000 euro dla mnie, 25.000 dla Szanownej Komisji za
niezmierny trud włożony w przeprowadzenie przetargu i skuteczne jego
rozstrzygnięcie, a 6.000 dla Turka, bo ktoś tą pieprzoną bramę musi
postawić.”
Komentarz
zbyteczny.
Rainman
listopad
2oo3
raindrop@pf.pl
Autor jest: zdania, że
prawdziwe
poczucie humoru
to
zdolność do
śmiania
się z samych siebie;
i
(wbrew symptomom)
czuje
się patriotą,
któremu
rola humorysty-moralisty
raz
wychodzi
a raz nie...
|