Przy przeglądaniu tekstów z Action Maga czterdziestego czwartego, a właściwie to czytaniu każdego artykułu od deski do deski, znowu - ku mojemu ogólnemu zniechęceniu i niezadowoleniu - trafiłem był na ulubioną tematykę Ludzi Młodych Ciałem, Duchem I - Obawiam Się - Rozumem. Tematyka to stara chyba jak prostytucji zjawisko, jeśli nawet nie starsza. Jeśliście jeszcze nie odgadli o czym piszę, wyjaśniam: rzecz tyczy się oczywiście sensu życia, a co się z tym nierozerwalnie łączy [mowa o personach sensu nie odnajdujących] - rzecz samobójstwa. Przykre to wielce, żeśmy stali się wszyscy świadkami tak ponurych nastrojów u polskiej siły młodzieżowej, rzec to jednak trzeba - czasem, oprócz smutku i lekkiego zażenowania odnajdujemy [my - my, co mamy już to za sobą] także w sercach swoich znużenie po prostu przy oglądaniu wywodów na ten temat.
Pierwszą istotną sprawą jest fakt, jaki zaobserwowałem czytając zewsząd mnie okrążające teksty tematykę sensu życia i samobójstwa poruszającą; mianowicie: każden jeden ze wszystkich autorów artykułów rzecz dotykających pewien jest tego, jakoby potrafił wnieść do tematu pewien powiew świeżości, co by odegnał precz smród zepsutego mięsa roznoszący się za każdym razem, gdy spojrzenie moje nakierowuje się na rozważania potencjalnego samobójcy. Duża większość, jeśli nie całe okrągle sto procent, osób piszących takie teksty żyje w świętym przekonaniu, iż wszystkich z tyłu, z przodu i po bokach zainteresują i zaciekawią osobiste rozważania o tym, jak to życie daje po nerkach, czy po odbycie. Co więcej: autorzy tworów owych z przekonaniem godnym większej sprawy twierdzą, jakobyśmy my [czy tam ja, niektórzy obrażają się, gdy piszę o nich i o sobie w jednym wyrazie] nie współczując im, byli kwintesencją zła wszelkiego po świecie rozprzestrzenionego. Nie chciałbym tutaj, by co poniektórzy wrażliwsi istotnie uznali mnie za taką kreaturę, toteż z wyjaśnieniem poprzedniego zdania śpieszę. Ja to myślę sobie tak: współczuć można i to tak szczerze współczuć - za pierwszym razem, za drugim, za trzecim i za czwartym. A wierzę, że przy odrobinie dobrej woli można i za piątym. I gra muzyka, póki wszystko kończy się po tylu razach, kiedy jednak zmuszony jestem współczuć osobie dwudziestej czwartej i osiemdziesiątej dziewiątej - w kropce jestem, bo aż taki uczynny być nie zwykłem.
Tak sobie rzucam dygresjami na prawo i lewo, tymczasem niektórzy gotowi pomyśleć, iż jako tysięczną osoba poruszam ten temat, jeno z nieco innej perspektywy, nic do tematu ciekawego nie wnosząc. Nie chcę sam sobie przeczyć, nie śmiem więc twierdzić, bym do worka podpisanego "rozważania [czyt. głupie piep***ie] nad życia sensem" potrafił dopchać coś jeszcze. Tekst ten ma być jednak nie tylko moimi własnymi przemyśleniami, a i także kontrprzemyśleniami dla przemyśleń osób, których artykuły zostały umieszczone w czterdziestym czwartym Action Maga numerze. Pierwsze na celowniku znajdzie się dzieło spod klawiatury Phnom Penha, pierwszeństwo natomiast zawdzięcza całkiem ciekawemu podejściu do tematu, ciekawemu jak na ograniczenia wiążące się z samym tego tematu poruszeniem.
Kolega Phnom, jeśli mogę tak skrócić nicka, pisze o tym, jakoby nic w życiu nie miało sensu, poza działaniem mogącym człowiekowi zapewnić nieśmiertelność. Podaje kilka powodów kwalifikujących się do niestety już otwartej szufladki z napisem "i tak umrzemy, więc wszystko jest do dupy". Ciekawym zabiegiem jest natomiast przytoczenie przez Kolegę Phnoma cytatu z utworu "Na straganie" Jana Brzechwy, którego - swoją drogą - zawsze lubiłem i szanowałem. Notabene, do teraz mam gdzieś "100 bajek" autorstwa tego pana. Żebyście dobry obraz mieli nastroju jaki panuje w przemyśleniach Phnoma pozwolę sobie przytoczyć ten fragment, który to On właśnie przytoczył:
A kapusta rzecze smutnie:
"Moi drodzy, po co kłótnie,
Po co
wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!"
Phnom Penh widząc beznadziejność całej sytuacji pogodził się z końcem każdego człowieka - śmiercią w zupie - i postanowił, iż będzie cały dzień leżał w łóżku. Bunt to doprawdy wielce zastanawiający, ciśnie mi się aż na usta bardziej drastyczne określenie, nerwy jednak utrzymam na wodzy, jak to się popularnie mówi. Tymczasem przytoczę fragment tekstu Phnoma, jedyny na który coś bezpośrednio odpowiem, wszak jest to swego rodzaju morał czy główne przesłanie artykułu.
"Więc wy, ludzie, budujcie domy, kochajcie się, piszcie książki, zdobywajcie sławę i pieniądze, pnijcie się po szczeblach kariery, płódźcie dzieci, które będziecie uważać za przedłużenie waszego życia, a ja sobie poleżę. To jedyne w miarę honorowe wyjście z tej beznadziejnej sytuacji. Bo jakiekolwiek działanie oznaczałoby przystąpienie do gry, a więc jednocześnie zgodę na jej reguły." - tako rzecze Phnom Penh.
Więć my, ludzie, budować będziemy domy, kochać się, pisać książki, zdobywać sławę i pieniądze, będziemy pnąć się po szczeblach kariery, płodzić dzieci, które być może uważać będziemy za przedłużenie naszego życia. Bo wszystkie z tych wspaniałych rzeczy, jakie dostajemy od życia, mogą dać nam tak dużo siły i szczęścia, by żyć dalej i życiem się cieszyć. Skoro już tu jestem, jestem na tym świecie, coś chcę z tego mieć. Nie po to się rodziłem, by leżeć jak skończony nieszczęśnik i czekać na śmierć. Gdy przyjdzie bowiem śmierć, gdy dostanie mnie kiedyś w swoje łapska, gdziekolwiek, nie chcę mieć możliwości powiedzenia sobie, że gówno na tym świecie zrobiłem. Nie chcę umierać w świadomości, że zmarnowałem życie na myślenie o jego sensie, samemu tymczasem nie robiąc nic, by mieć szanse sens ów odnaleźć i się z niego cieszyć. Nie chcę teoretyzować, a chcę budować domy, płodzić dzieci, chcę kochać innych ludzi. Bo to właśnie jest sensem życia, którego tak szukasz. Jest tak blisko, a Ty, Phnom Penhie, zdajesz sobie pewnie z tego sprawę, ale... ale co? Nie chcesz żyć? Życie polega na czerpaniu z niego przyjemności. I ja chcę przystąpić do tej gry. - tako rzecze Joe Defoe.
Koledze Phnomowi serdecznie dziękuję i współczuję - współczuć Mu mogę,
bo choć racji nie ma i ślepym jest człowiekiem, przynajmniej dobrze
pisze.
Drugim i ostatnim tekstem o jakim wspomnę słowko jest "Samobójstwo"
autorstwa Ecika. Tytuł niezbyt wyszukany, a i treść kuleje, bo tak jak Kolega
Penh wyskrobał coś ciekawego, tak twór Ecika jest takim samym do tysiąca innych.
Do kolegi współczucia nie zanotowano, niestety.
Najbardziej z całego artykułu spodobało mi się zdanie świadczące o totalnemu zaślepieniu autora i całkowicie wykluczające go z roli "biednego poszkodowanego", za którego próbuje uchodzić. Że zacytuję: "Ja o samobójstwie myślę przez niemalże cały dzień. I co? I mam iść do psychologa? Po co? Jeszcze przez przypadek pokaże mi sens życia! A raczej wrobi mnie w balona, pokazując ten niby 'sens życia'." Czy Ty czasem, Eciku drogi, nie przeginasz z lekka, słucham?
Kończąc powoli moje wywody po raz wtóry zacytuję Ecika, który w jednym z trzech PSów jakie dołączył zawarł zdanie: "Aha i [nie] używajcie w mailach zwrotu typu "Życie jest piękne" itp. - nienawidzę takich powiedzonek". Nie chciałbym być nieuprzejmy, ale że Ecika na tym padole ziemskim już nie ma podobno [rzecz w pierwszym PSie Jego - świeć Panie nad Jego duszą - tekstu: "Gdy czytacie te słowa, to może mnie już nie być..."], zaryzykuję więc i powiem: ŻYCIE JEST PIĘKNE!
Joe
Defoe
[Eddie: A ja bym proponował, żeby kolega Defoe zerknął do słownika i dokładnie sprawdził pisownię słowa "sein", gdyż z tą, której użył nie spotkałem się mimo dobrej znajomości języka niemieckiego.]
PS Wielu gotowych pomyśleć
zapewne, że zawsze w życiu mi bywało cud miód i kokosy, ograniczę się więc do
krótkiego "nie", w odpowiedzi. Więc: nie.
PS2 Szanowny Kolega Po
Piórze Qbuś w artykule o temacie "Rutyna" [AM44] posługuje się cytatem ze
świetnego filmu pt. "Chłopaki Nie Płaczą". Informuję jednak Szanownego Kolegę Po
Piórze Qbusia, iż zdanie wypowiadane przez obywatela Laskę w tymże filmie nie
brzmi „Musisz zadać sobie jedno zaj***ście ważne pytanie – Co lubisz robić? – I
rób to”, a "Musisz zadać sobie jedno zaj***ście, ale to zaj***ście ważne pytanie
- Co lubisz w życiu robić? - A potem zacznij to robić". Za głupie poprawianie
mille pardons.
PS3 Bardzo pragnąłbym, by młodzieniec o ksywce Publo
kiedyś skontaktował się ze mną drogą mailową i zapytał co sądzę o Jego tekstach.
Wtedy, nie postępując niekulturalnie, mógłbym powiedzieć Mu, że kiepski jest w
tym co robi, rzecz nie leży jednak w tym o czym Publo pisze, a jak Publo pisze,
a Publo pisze... Nie powiem, kultur muss zain!