Nienawidze dziewczyn... nienawidze facetow... nienawidze ludzi!!
[Eddie: Zostań pustelnikiem, w czym problem?]
Ten tekst pisze troszke zdolowany ale tylko w takich sytuacjach potrafie mówic prawde.
[Eddie: Mówiąc inaczej, żeby zmusić Cię do szczerości, trzeba Cię zdołować? Przechlapane.]
Wlasnie wrocilem z kolejnej nieudanej randki. Chodze z dziewczyna 6 dzien i zastanawiam sie po co.
[Eddie: Jedni mówią "po wsze czasy", inni zaś "po życia kres", są też ludzie, którzy twierdzą, że z dziewczyną chodzi się nie po coś a za coś - najlepiej za rączkę.]
Nasze spotkania wygladaja zalosnie. Spotykamy sie, idziemy do knajpki, siedzimy przez kilka godzin i nic... NIC!
[Eddie: Wiesz, z randką jest jak w tańcu - prowadzi facet. A jaki prowadzący, taki taniec, tudzież randka.]
Mam dosc gadania o niczym, zmyslania idiotycznych historii tylko po to aby nie bylo ciszy... zeby cos mowic.
[Eddie: Zacznij opowiadać historie prawdziwe, może będzie ciekawiej. A jeśli nie ciekawiej, to może przynajmniej śmieszniej.]
Czasami jednak brakuje slow. Patrzymy w siebie usmiechajac sie tak jak by wszystko bylo ok. Ale nie jest ok! Spotykam sie z kolejnymi dziewczynami, z wieloma z nich chodzilem ale nie potrafie znalezc tej jedynej. Byla kiedys... dziewczyna moich marzen. Dokladnie poltora roku temu. Bylem w niej bezgranicznie zakochany. Zrobilbym dla niej wszystko. Najpierw spotykalem sie z nia miesiac. Pozniej poprosilem zeby zostala moja dziewczyna.
[Eddie: Podpisałeś akt własności? Bo jak nie, to jaka ona Twoja?]
Zgodzila sie... zawsze sie zgadzaja.
[Eddie: Autor jest z natury skromny, co widać, prawda?]
I nastapil kolejny miesiac gdy bylismy razem. Do tej pory nie moge tego zapomniec. Najpiekniejszy czas mojego zycia. Pierwszy pocalunek, pierwsza impreza razem. Kazda rozmowa, kazde spotkanie bylo dla mnie jak zbawienie. Byla dla mnie wszystkim. I cos sie wydarzylo. Jakby po tym czasie spedzonym ze soba milosc ustala. Zaczalem sie zastanawiac czy to ma sens. Teraz wiem... bylem pojebany.
[Eddie: Byłeś? Jesteś pewien, że byłeś? Nie chcę być chamski, ale ja bym na Twoim miejscu czasu przeszłego nie używał...]
Sam wymyslalem sobie problemy, ktorych tak naprawde nie bylo. Codziennie mialem dola, pilem, raz bylem tak zdesperowany, ze ucpalem sie wachajac klej. Nie wiem czemu to robilem. Obudzila sie we mnie dusza wariata. Zachowywalem sie jak wielki romantyk, ktorego odrzucila kobieta jego zycia. Tylko, ze to bylo idiotyczne bo z nami bylo wszystko zajebiscie. Zaczalem sie zachowywac dziwnie. Zauwazyla to. Bylo coraz gorzej, az w koncu sie rozstalismy.
[Eddie: Przynajmniej ona wykazała się zdrowym rozsądkiem...]
Minelo poltora roku, a ja nie potrafie o niej zapomniec. Kazda kolejna dziewczyne porownuje do niej. Ludzie mysla, ze spotykam sie z dziewczynami, zeby rozkochac je w sobie, pochodzic kilka tygodni i rzucic. Mysla, ze robie to bo lubie. Jednak zle mysla. Nikt tak naprawde nie wie co we mnie siedzi. Teraz wy wiecie... ale i tak mnie nie znacie.
[Eddie: Że się tak wyrażę, cały obraz swój zawarłeś w jednym słowie... gdzieś tam wyżej... wybacz, tą brutalną szczerość, nie lubię opowiadać zmyślonych historii.]
Po co to wszystko pisze? Nie wiem.
[Eddie: Za to ja wiem dlaczego to zamieszczam, choć nie powinienem tak marnować swojego czasu.]
Tak samo jak nie wiem dlaczego robie to wszystko. Szukam dziewczyny, ktora bedzie sliczna, namietna, wesola, inteligetna...
[Eddie: Zapomniałeś dodać, że powinna mieć mocno rozwinięty instynkt macierzyński, żeby mogła się dzieckiem opiekować - znaczy, Tobą. ]
taka jaka kiedys mialem. Kiedys slyszalem opinie, ze jest tyle idealnych kobiet wartych wszystkiego ale nie ma facetow, ktorzy potrafiliby spelnic ich oczekiwania. Gdzie sa te dziewczyny? Spotkalem jedna w calym swoim (dla wielu z Was napewno niedlugim; nie bede sie chwalil bo pewnie wysmialibyscie mnie) zyciu. Ciekawe czy istnieje jeszcze druga tak idealna dziewczyna... Jesli tak, pewnie i tak jej nie spotkam.
Nienawidze wszystkich ludzi za to, ze sa zalosni.
[Eddie: Chłopie, bez takich mi tutaj, bo jak czytam ten tekst, to tylko jednego takiego jestem w stanie palcem wskazać! ]
Samego siebie tez nienawidze bo nie jestem inny. Moze jeszcze nie doroslem ale nie moge do tego dojsc. Skad sie bierze tyle malzenstw? Czyzby tyle par sie bezgranicznie kochalo? Nie wierze... Spotykalem sie z tyloma dziewczynami, rozmawialem z tyloma chlopakami i jeszcze nikt nie potrafil tak naprawde podzielic sie z innymi swoimi uczuciami. Denerwuja mnie ludzie niesmiali chociaz sam takim w pewnym sensie jestem. Malo jest osob, ktorym mozna by sie tak naprawde zwierzyc i powiedziec cala prawde, zeby cie nie wysmiali. Wyrazenie "wyruchal bym ja" jest w tej chwili najpopularniejszym sposobem uswiadomienia kolegi o sympatii do dziewczyny. Echh... koncze juz te wypociny. Starczy na dzisiaj... ulzylo mi troche. Heh... wlasciwie to co wyrylem nie ma najmniejszego sensu...
[Eddie: Otóż właśnie. Przynajmniej w ostatnim zdaniu powiedziałeś prawdę i trzeźwym okiem spojrzałeś na swój tekst. ]
Dzieki wszystkim, ktorzy przeczytali ten tekst bez usmiechu politowania :)
[Eddie: Taaaaa... wiesz, nie wiem, jak inni, ale ja bez tego uśmiechu nie byłem w stanie przebrnąć przez to, co stworzyłeś. Wierz mi, że o wiele lepiej by było, gdybym tej pracy nie zamieścił. Lepiej dla Ciebie, oczywiście.
Mam dla Ciebie jedną, ale za to dobrą radę. W zasadzie, jedyną jaką można Ci dać. Zamiast szukać kobiety, wróć do zabawy resorakami. Po tym, co napisałeś widać, że jest to najbardziej właściwa dla Ciebie rzecz, jaką powinieneś teraz się zajmować.
Do związku z kobietą trzeba przynajmniej trochę dorosnąć a przed Tobą jeszcze bardzo daleka droga.]
Squall,
squall@tlen.pl