pan_T.A.Rej

Terror, horror, marrmelada




    Namnożyło się nam wszelkiego plugastwa i tałatajstwa w Okolicy ponad miarę.Duchów, wąpierzy, zjaw i tym podobnych zwidów, że stare zamki nad Loarą przy nas wysiadają. Nic, tylko turystów spraszać i grubą kasę kręcić. Tyle tego, że i ojciec Maślaczek (czy inny grzybek. Ja tam na runie leśnym się nie znam) rady dać sobie z tym nie może. Już bezpiecznie po zmroku z chałupy wyjść się nie da. A to za sklepem na spóźnionych przechodniów Biała Dama się czai. Niby nic wielkiego - 18,50 + kaucja. Ale tak potrafi człowieka sponiewierać, że ledwo do domu się doczołga. A tam jeszcze od ślubnej młynkiem po łbie oberwie za szlajanie się z obcymi damami. A znów w chaszczach za remizą, przy blasku księżyca, grasuje swojski potwór - Sam Ogon. Ten ma moc! 70 stopni w cieniu. Niejeden po spotkaniu z takim synem wsiąkł na tydzień. Co się z napadniętym działo przez ten czas, gdzie był i co robił, to nikt nie dojdzie.
    Na wracających z wypłatą, jak już uda im się przedrzeć przez wszystkie okoliczne niebezpieczeństwa, w domu czekają babołaki. To straszne i podstępne bestie. W minutę potrafią niczego nie spodziewającego się chłopa z całej kasy obrobić. A na koniec jeszcze z uśmiechem pytają:
    - Kochanie, co tak mało? Nie schowałeś ty czasem jakiś zaskórniaków?
    Ale najgorszy ze wszystkiego jest pijany hutnik. Ten - jak to się mówi - żywemu nie przepuści. W swej zajadłości nie patrzy nawet, kogo dorwał - chłopa, czy babę. Każdego gotów do serca przytulić i żalić mu się, jak mało zarabia. Po paru godzinach tortur z takiego delikwenta zostaje pusta, bezmyślna, wyżęta z psychiki skorupa.
    Z pomniejszych są skrzaty, zanieczyszczające nabiał z okrzykiem "Pij mleko, będziesz wielki... Jak my!". Jest Znikopij, odpowiedzialny za znikanie zacieru tym, którzy ciągle gdzieś pędzą. Wspomnieć też trzeba o Klekocie. Ten ostatni u niejednej panny wzdęcia spowodował. I niejedna mężatka po powrocie męża z dwuletniego pobytu na placówce musiała się tłumaczyć, że ten miesięczny osesek  kwilący w łóżeczku, to sprawka zbyt częstej i namiętnej korespondencji ze ślubnym.
    Przed samym zachodem słońca z nor wypełzają wszelkie mózgotrzepy, korbopłoty, zakrapiańce i inne zaprzańce. Niektóre z tych strzygoni, czy innych wąpierzy, w stada się łączą. Wtedy są naprawdę niebezpieczne. Nie dość, że spiją, obrabują, to jeszcze wychędożyć gotowe. Mnietek do dziś z rozrzewnieniem wspomina tamtą sierpniową noc...
    A i w dzień na uczciwie pracujących niebezpieczeństwo się czai. W pobliskim lasku, przy wylotówce z Okolicy, południce się czają. I zawsze żonobojnych mężów, ojców - dziecinom, uczciwie z wypłatą do domu wracających, gotowe okrzykiem: "Trista w ruku, piat'sot w paszczu" wystraszyć.


Egzorcysta
pan_T.A.Rej