| Spotkanie z PUEFA: Wisła - Valerenga | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
To miała być tylko formalność, jak mówili wszyscy
znawcy futbolu. Po tym meczu powinni zaprzestać się określać mianem znawców...
Dnia 28 listopada na stadionie Wisły w Krakowie zasiadło ok. 9,5 tys. widzów. Wszyscy przyszli tylko po to, żeby zobaczyć, jak ich Wisełka wbija kilka goli walczącej kilka dni wcześniej o utrzymanie w lidze norweskiej Valerendze Oslo. Pierwszy gwizdek sędziego zabrzmiał zgodnie z zaplanowanym czasem. Pierwszą groźną sytuację stworzyli goście już w 2. minucie po błędzie Stolarczyka. Piłka szczęśliwie dla Wiślaków poszybowała nad bramką. Była to jak się okazało jedna z baaaardzo niewielu dogodnych sytuacji w tym meczu jeśli chodzi o Norwegów. Wisła na poważnie doszła do głosu po strzale Szymkowiaka w 6. minucie po rzucie rożnym. Piłka minimalnie minęła spojenie słupka z poprzeczką. Następna sytuacja, którą miała krakowska drużyna w 12. minucie również była udziałem "Szymka". Było w tym całym zamieszaniu trochę przypadku - pomocnik Wisły tak kopnął piłkę, że ta omal nie przelobowała bramkarza Valerengi. Kolejna sytuacja meczu niespodziewanie należała do graczy Valerengi, kiedy po groźnym strzale musiał interweniować Piekutowski. Od tego momentu zaczęliśmy być świadkami jakegoś kompletnego zastoju w grze obu drużyn. Nie było żadnych groźnych sytuacji, 90% gry odbywało się w środku pola, nikt nie kwapił się, żeby coś z tym zrobić. Valerendze taki styl gry pasował, bo po ich ustawieniu 1-5-4-1 było widać, że przyjechali po 0:0. Jakiś przebłysk w grze Wisły nastąpił dopiero w 36. minucie, kiedy to Szymkowiak dwa razy groźnie uderzał z rzutów wolnych. W 38. minucie Pater ładnie zagrał w pole karne do "Żurawia", lecz ten trochę źle przyjął piłkę i w efekcie jego uderzenie na bramkę rywala było niecelne. Po tej akcji wszystko wróciło do normy sprzed trzech minut, czyli niemrawa gra w środku pola. Piłkarze zeszli na przerwę z wynikiem 0:0, który bądź, co bądź był sprawiedliwy. Pierwsze 25 minut drugiej połowy, to dno takie samo, jak ostatnie 10 minut pierwszej. Nie wiem, czy Kasperczak nic im nie powiedzał w szatni, czy co, ale Wisła grała fatalnie, jeżeli nawet znajdowała się w polu karnym Norwegów, to albo nie potrafiła oddać strzału, albo ten strzał był tragicznej jakości. Od 70. minuty w Wiśle coś ruszyło, jakby woda zaczęła płynąć. Pierwsza dobra okazja miała miejsce w 75. minucie, kiedy strzelał Żurawski, ale piłka odbiła się od obrońcy i wyszła na rzut rożny. Dobrą sytuację mół mieć też w 79. minucie Cantoro, kiedy znalazł się przy piłce i jego mocny strzał z bliskiej odległości został zablokowany. w 81. minucie można powiedzieć, że Krakowianie mieli już świetną sytuację, kiedy po silnym strzale Żurawskiego zza pola karnego bramkarz gości wspaniale interweniował. Do końca drugiej połowy już nic ciekawego się nie wydarzyło, więc wynik nadal brzmiał 0:0. Przyszedł czas na dogrywkę, gdyż pierwszy mecz skończył się identycznym rezultatem. W pierwszej połowie dogrywki Wisła miała dwie dobre sytuacje - pierwsza po uderzeniu Dubickiego głową w 103. minucie, drugą, kiedy Frankowski się pogubił po dostaniu świetnej piłki w 105. minucie. W drugiej połowie w 111. minucie gola mogła zdobyć Valerenga, a w 108. Wisła, jednak ani gracz norweski, ani Baszczyński się nie popisali. Przyszedł czas na karne...
Legenda: czerwony - strzelec, niebieski - bramkarz Przyszła pora na skomentowanie "wyczynu" Wisły. Powiem, że jestem rozczarowany postawą Krakowian. Ogólnie są drużyną zdecydowanie lepszą i powinni pokonać słabego rywala. Słaby rywal zastosował jednak dobrą taktykę - zatamował dojście do bramki i czekał cierpliwie na rzuty karne. W tym meczu Valerenga zwyciężyła zasłużenie, bo doskonale zrealizowała swój plan, nie popełniała większych błędów w swojej taktyce. Na końcowy awans zasłużyła jednak polska drużyna, gdyż meczu w Norwegii nie wygrała przez wielkiego pecha. Szkoda, wielka szkoda, że nie ma dwóch polskich klubów w III rundzie PUEFA.
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| zabójca /zabojca@buziaczek.pl/ |