:: Felietony

   Sportowe
   Gwiazdy
   O Grach

 

:: Ambitne

   Ciekawostki
   Newsy
   Media

 

:: Na luzie

   Rywalizacja
   Wywiady
   Humor
   TOP 3

 

:: Kąciki

   Chelsea Londyn

 

:: Inne

   Poczta
   Linki
   Download
   Redakcja
   Wstępniak
   Powrót do AM

 

 

-=-= CHELSEA CORNER =-=-

Wszystko zaczęło się stosunkowo niedawno, bo coś ok. roku 1996, kiedy to na Stamford Bridge dzielił i rządził niejaki Ruud Gullit. Ź mocno przeciętnej drużyny, grającej jak wszyscy na Wyspach (jak najmocniejszy wykop piłki do napastnika, a potem sie zobaczy :-)) w ciągu kilku lat stworzył zespół grający piękną kombinacyjną piłkę. Źespół, który wyróżniał się w Anglii jak, nie przymierzając, lodowiec na czarnym kocie (porównanie nie moje, ale mi się podoba :-)). Oczywiście zaraz na oficjalnym forum kibiców Chelsea pojawiły się głosy, że to nie po angielsku, że to "pedalski futbol". Tym niemniej koncepcja gry z pierwszej piłki w tzw. trójkątach (każdy zawodnik przy piłce musi mieć co najmniej dwóch wolnych partnerów do podania - wymaga to mnóstwo biegania, ale wygląda świetnie i daje ciekawe efekty) i na małym obszarze boiska zaczęła sobie zdobywać zwolenników.

Później przyszło kilka słabszych wyników i Gullit opuścił Stamford Bridge. Na jego miejsce zaproponowano Gianlukę Viallego, jako grającego managera. Źaczęły się lata największej świetności Chelsea. Najpierw klubową gablotę zasilił Puchar Źdobywców Pucharów. Finał, przeciwko VfB Stuttgart zakończył się wynikiem 1:0 dla "niebieskich", a zwycięską bramkę strzelił już wtedy niezawodny Gianfranco Źola. W tym samym roku Chelsea pokonała Real Madryt w meczu o Superpuchar Europy, udowadniając tym samym, że jest w stanie wygrać z każdym

Kolejny sezon to gra w Lidze Mistrzów. Wtedy właśnie już byłem pewien, że The Blues to jest mój ulubiony klub. Grali, obok Barcelony, najpiękniejszą piłkę w Europie - długie rozgrywanie, by nagle błyskawiczną akcją oskrzydlającą, czy prostopadłym podaniem uruchomić napastników. Na tę drużynę nie było mocnych. I właśnie na Barcelonę trafili w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Pierwszy mecz w Londynie zakończył się świetnie, a mógł rewelacyjnie. Chelsea prowadziła już 3:0, ale solowy rajd Luisa Figo dał Katalończykom kontaktową bramkę. Na Camp Nou długo utrzymywał się wynik 2:1 dla gospodarzy, aż w końcowce trener Vialli zmienił zmęczonego prawego obrońcę Alberta Ferrera. I właśnie tą stroną przedarł się bodajże Rivaldo, zacentrował do Kluiverta i było po zawodach. Źałamani piłkarze z Londynu dali sobie w dogrywce strzelić jeszcze dwie bramki i odpadli z rozgrywek. Do szczęścia zabrakło mniej niż 5 minut...

Już sam skład "niebieskich" robił wrażenie. Pierwsza jedenastka zazwyczaj wyglądała tak: De Goey - Ferrer (Petrescu), Desailly, Leboeuf (wtedy para najlepszych stoperów na świecie), Le Saux (lub Babayaro) - Poyet, Wise, Di Matteo, Deschamps - Źola, Flo. A dodatkowo byli wyjątkowo zgraną drużyną. Niestety w lidze często lekceważyli przeciwników co kończyło się grą w Pucharze UEFA przez ostatnich kilka lat. To tracenie punktów ze słabeuszami pozostało im zresztą do dziś. Jak dla mnie, to byli i są oni taką "angielską Barceloną".

Niestety po odejściu Viallego rozpoczęła się straszna rozrzutność działaczy. Sprowadzono (głównie z Barcy) piłkarzy o znanych nazwiskach, ale bez formy. W końcu doprowadziło to do tego, że zamiast o mistrza, "niebiescy" walczą o miejsce w pucharach. Chociaż dalej potrafią wygrać z każdym, co wznosi ich ponad przeciętność. Niestety mobilizacji nie starcza na wszystkie mecze... Co prawda manager Claudio Ranieri próbuje od nowa ułożyć zespół, kupując młodych zawodników, ale to wymaga czasu, a po ostatnich wynikach Włoch może go za dużo nie mieć... Dodatkowo dochodzi rachunek za przeszłość w wysokości 97.7 mln funtów - tyle właśnie wynosi zadłużenie klubu (stan na rok 2002). Tak więc bardzo trudno powiedzieć co przyniosą następne lata. Chociaż nieprzewidywalność akurat zawsze była cechą Chelsea...

Autor: draakul