| Biathlonowy Puchar Świata
Biathlonem zacząłem się interesować zaledwie od poprzedniego sezonu, lecz spodobał mi się od razu. Wcześniej nie wiedziałem o nim zbyt wiele i nie chciałem tego zmieniać, bo nie lubiłem biegów narciarskich. Jednak za namową wujka (pozdrowienia!) obejrzałem jedną transmisję i bardzo mnie zaciekawił ten sport, a to za sprawą wielu czynników. Przede wszystkim jest to nieobliczalaność, bo tu można spaść z pewnego pierwszego miejsca na odległe jeśli tylko spudłuje się kilka strzałów. Nie napisałem nawet czym jest dokładnie biathlon, więc teraz to nadrobię :-). Otóż biathlon to połączenie dwóch sportów: biegów narciarskich i strzelnia z karabinku. Biega się na różnych dystansach, jest także różna liczba strzelań. Wszystko to zależy od rodzaju zawodów, bo tych jest kilka. Wszystkich zasad nie będę teraz wymieniał, bo napiszę o tym podczas relacji z kolejnych transmisji biathlonowego Pucharu Świata. Bo w niniejszy tekście będe właśnie relacjonował dla Was najważniejsze zdarzenia z kolejnych zawodów. 
I jeszcze słowo o zawodnikach. Mój ulubieniec i faworyt to Norweg Ole Einar Bjoerndalen i oczywiście Tomasz Sikora. Pierwszy to bardzo utytułowany biathlonista, ma na swoim koncie wszystki trofea, które mógł zdobyć. Natomiast Polak też odnosił kiedyś sukcesy (choć nie tak spektakularne jak Norweg, choć raz mistrzostwo świata zdobył), a w ostatnim sezonie uplasował się na 9 pozycji (zajmując często 7 miejsce w zawodach). A u kobiet sytuacji nie znam dokładnie, bo to będzie mój pierwszy sezon z kobiecym biathlonem :-). Wobet tego pozostaje tylko zaprosić do czytania tego, co zdołam napisać.
I. 4, 7 XII 2003; Kontiolahti (Finlandia)
1.
Przebieg:
Od mocnego uderzenia zaczęła polska biathlonistka Magdalena Gwizdoń udział w Pucharze Świata, która zajęła szóste miejsce, co jest najlepszym wynikiem Polki w PŚ. Tak dobrą lokatę mogła uzyskać dzięki wyśmienitemu strzelaniu (0 błedów). A mogło być jeszcze lepiej po drugiej wizycie na strzelnicy Polka była trzecia. Ostatecznie została wyprzedzona przez Ushi Disl i Kati Wilhelm. A zwycięstwo na dystansie 7,5 kilometra odniosła zawodniczka z Francji Sandrine Bailly, druga była Liv Grete Poiree.
Wśród panów nie zawiódł mnie Bjoerndalen, który dosyć wyraźnie wygrał sprint na 10 kilometrów. Następne trzy miejsca też przypadły Norwegom! Kolejno byli to: Halvard Hanevold, Frode Andresen i Lars Berger. Dwaj ostatni potrafili wygrać ze znakomitym Raphaelem Poiree mimo trzech karnych rund. Niestety słabo spisał się Sikora, zajmując dopiero 19 lokatę (2 rundy karne).
Podsumowanie:
Pierwsze zawody w sezonie 2003/2004 przyniosły radość i rozczarowanie. Pierwsze z tych uczuć to oczywiśce znakomity występ Gwizdoń i Bjoerndalena, a drugie to słaby występ Sikory. Jednak po pierwszych pojedynkach nie można wydawać dokładnych sądów, więc czekam na następne zawody.
2.
Przebieg:
Pierwsze do rywalizacji stanęły panie w biegu na dochodzenie na 10 km. Pierwsze strelanie i okazuje się, że poprzedni konkurs to nie był przypadek. Magdalena Gwizdoń jest trzecia, trafiając wszystkie próby. Po następnej wizycie na strzelnicy była już druga, ponownie nie pudłując ani razu. Ten stan utrzymał się także po trzecim strzelaniu. Była ogromna szansa na pierwsze podium w historii kobiecego biathlonu! Zwłaszcza, że następna zawodniczka spudłowała jeden raz. Widać było, że przy przyjechaniu do ostatniego już strzelania Gwizdoń czuła się niepewnie. Nie za sprawą Liv Poiree, która miał ponad półtoraminutową przewagę, ale Polka wiedziała, że ma 20 sekund przewagi nad następną zawodniczką, więc może sprawić niedpodziankę (miłą). Jednak zestresowała się zbyt i nie trafiła trzech pierwszych strzałów :-(. Dwa następne już były celne, ale 450 metrów dodatkowo to już niestety bardzo dużo. Cóż, trzeba jeszcze powiedzieć co działo się na strzelnicy po naszej zawodniczce. Wjechała po chwili dość duża grupa, więc Gwizdoń mogła spaść poza pierwszą dziesiątkę. Ale co to? Biathlonistka, która była do tej pory trzecia nie trafia trzech prób! To samo następna!! I jeszce dwie czy trzy kolejne!!! Pojawiła się jeszcze szansa na dobrą lokatę (choć i tak było wspaniale). Czekamy i wreszcie Magdalena wyjeżdza, jest tuż za Wilhelm, jednak o drugiej pozycji nie było co marzyć jeśli spojrzało się na Polkę. Widać było ogromne zmęczenie, nie poruszała się tak sprawnie, dlatego kilkaset metrów przed metą została wyprzedzona przez doświadczoną Niemkę Uschi Disl. Pierwsza na mecie była oczywiście Liv Grete Poiree (3 pudła), druga ze stratą 1.18 min Niemka Kati Wilhelm (4). Gwizdoń straciła do zwyciężczyni 1.32 min i dwie sekudny do Disl (aż 7 błedów). Magdalena Grzywa zajęła 47 pozcję tracąc 6.32 min. 
Mężczyźni biegali również na dochodzenie, ale na dystansie o 2,5 km dłuższym. Pierwszy wystartował Bjoern Einar Bjoerndalen i tak zostało do końca :-). Pierwszą pozycję miał niezagrożoną, ponieważ dwa pierwsze strzelania miał bezbłędne. Poźniej było troszkę gorzej, ale nawet z 4 rundami karnymi mój faworyt nie miał żadnych problemów z dobiegnięciam jako pierwszy. Zajmę więc się innymi zawodnikami. Nie może być inaczej niż tak, że pierwszy będzie Polak Tomasz Sikora. Przykro pisać, ale to był tragiczny występ naszego rodaka. Pierwsze dwa strzelania i... ani jednego celnego strzału!!! To już musiało mieć swoje skutki, dobrego wyniku nie można było już osiągnąć. Mimo lepszego strzelania (tylko dwa błędy) Sikora zajął 55 miejsce ze stratą ponad 6 minut do lidera. Podobno miał jakieś problemy z bronią... Ale zostawmy już ten słaby występ jedynego naszego przedstawiciela w tym biegu. Ciekawa była walka o drugą pozycję. Stoczyli ją Raphael Poiree i Siergiej Rozkhov. Pierwszy był daleko na początku (koniec drugiej dziesiątki), drugi utrzymywał się w czołówce. Po ostanim strzelaniu drugi był Rosjanin (łącznie 2 pudła) z przewagą ok. 5 sekund na Francuzem, który mimo 5 niecelnych strzałów nadal świetnie biegł. Już wiedziałem, że zaatakuje i wyprzedzi rywala, bo Poiree to jeden z najlepiej biegających biathlonistów (gdyby lepiej strzelał miałby duże szanse na wygraną, na szczęście tego nie robi ;-)). I rzeczywiście, na podjeździe nie dał szans Siergiejowi i na mecie miał nad nim 6 sekund przewagi.
Posumowanie:
Mimo wszystko świetny występ Gwizdoń, za który należą jej się ogromne brawa i gratulacje. Szkoda, że nie było podium, ale zabrakło Magdalenie doświadczenia i sił, by zdobyć 3 miejsce. Jednak to bardzo ważne przeżycie, dlatego przyda się na przyszłość. Tylko pojawia się pytanie czy to tylko pojedynczy sukces czy efekt przygotowywań i dobrej formy. O tym przekonamy się niedługo. Podobnie zobaczymy czy Sikory występ to tylko wypadek przy pracy czy jakiś poważniejszy problem (w końcu poprzednie występy też nie były rewelacyjne).
Klasyfikacje generalne:
Kobiety:
1 Liv Grete Poiree (Norwegia) - 96
2 Uschi Disl (Niemcy) - 86
3 Kati Wilhelm (Niemcy) - 83
4 Magdalena (Gwizdoń Polska) - 74
Mężczyźni:
1. Ole Einar Bjorndalen (Norwegia) - 100
2. Raphael Poiree (Francja) - 83
3. Halvard Hanevold (Norwegia) - 74
26. Tomasz Sikora (Polska) - 12
II. 11-14 XII; Hochflizen (Austria)
1.
Przebieg:
Trzeci konkurs i szkoła przeszkodziła mi w obejrzeniu relacji z biegu sprinterskiego kobiet na 7,5 km. No cóż, musiałem oprzeć się na innych źródłach. Oprócz wyników więcej napisać nie mogę, toteż: pierwsze miejsca zajęła Olena Zubriłowa (Białoruś) - 0 rund karnych, drugie Gro Istad-Kristiansen (Norwegia) - 0, ostatnie miejsce na podium przypadło dotychczasowej liderce Liv Grete Poiree - 2. Niestety Gwzdoń nie potwierdziła swojej doberj dyspozycji, zajęła dopiero 36 miejsce (z trzema niecelnymi trafieniami). Magdalena Grzywa była 54 (też 3 pudła).
Co do sprintu mężczyzn to też niestety nie dane mi było obejrzeć wszystkiego. Zdążyłe ledwie na końcówkę, a mianowicie na moment po drugim strzelaniu, w którym brał udział Bjoerndalen. W tym momencie było wiadomo kto wygrał, bo na mecie zameldowali się już Lars Berger z Norwegii i Władimir Draczew z Białorusi. Wystartowali oni wcześniej i dlatego, dzięki bardzo dobrym czasom, Ole Einar wiedział jaki czas musi osiągnąć, by wygrać. Niestety lider spudłował trzy razy i ostatecznie zajął 10 pozycję. Przy okazji stoczył pojedynek ze swoim rodakiem Halvardem Hanevoledem. Pojedynek to może niezbyt trafne określenie, bo Ole pomógł koledze zdobyć trzecie miejsce (jak? trochę przyspieszył, a Hanevold musiał za nim biec :-)). Zastanawiacie się pewnie kim jest zwycięzca - Lars Berger, sam też go nie znałem. Okazało się, że jest to młody zawodnik, który odniósł pierwsze zywcięstwo w karierze. Zrobił to mimo trzech rund karnych (Draczew miał jedną, a Hanevold żadnej). Jeśli będzie biegał dalej tak szybko to może z niego coś być dobrego. Zobaczymy jak będzie poźniej... Ach tak, jeszcze Tomasz Sikora - jego pozycja to 28 (3 rundy karne) i Wiesław Ziemianin - 36 (jedna runda).
Podsumowanie:
To był niestety nieudany konkurs, nie dość, że słabiutko wypadli Polacy, to i Bjoerndalen nie wygrał :-(. Na dodatek nie mogłem obejrzeć wszysktiego. Organizatorom też nie było łatwo, bo musieli dowieść śnieg, gdyż ten po prostu jeszcze nie spadł w tym rejonie Austrii. Wyglądało to dość dziwnie, wszędzie widać ziemię, trawy troszkę, a tu jeżdzą sobie na nartach ;-). Przynajmniej był jeden plus - zawodnicy nie mogli się zgubić :-). A w klasyfikacjach nie zaszły istotne zmiany, prowadzenie utrzymali dotychczasowi liderzy. Gwizdoń zdołała utrzymać się w pierwszej dziesiątce - zajmowała 9 lokatę. Natomiast miejsce Sikory to 30.
0. Następnego dnia odbyły sie biegi sztafetowe.
Przebieg:
Nie ma co się okłamywać, nie lubię ogladać sztafet zarówno męskich jak i żeńskich, więc tak tylko pobieżnie sprawdziłem co się dzieje na trasie. U kobiet odbył się bieg na dystansie 4 x 6 km. Zwycięstwo odniosły Białorusinki, co mnie niezmiernie zdziwiło, bo gdy spojrzałem na sytuację (była bodajże po drugim strzelaniu) nasze sąsiadki zajmowały dopiero siódmą lokatę. Nic to, drugie były Niemki, a trzecie Francuzki. Liczba karnych rund to, odpowiednio: 1, 2, 0. Zwycięski sład wyglądał następująco: Jekaterina Iwanowa, Olga Nazarowa, Ksenia Zikunkowa, Olena Zubriłowa. Polska drużyna wystawiła te zawodniczki: Krystyna Pałka, Magdalena Grzywa, Magdalena Gwizdoń, Katarzyna Ponikwia, które nie spudłówały ani razu, a mimo to straciły do Białorusinek ponad 5 minut i zajęły 10 miejsce.
U mężczyzn natomiast od początku do końca warunki dyktowali Norwegowie, którzy zdecydowanie wygrali bieg sztafetowy 4 x 7,5 km. Byli po prostu nie do zatryzmania, trafili wszyskie "okienka" i Bjoerndalen mógł spokojnie minąć linię mety jako pierwszy. Francuzi, choć minęli metą jako druga drużyna, to zostali sklasyfikowani na trzecim miejscu, bo na strzelnicy zasady złamał Raphael Poiree. Tak więc druga lokata przypadał Białorusinom. Polski skład: Wiesław Ziemianin, Tomasz Sikora, Ryszard Szary i Grzegorz Bodziana spisał się fatalnie. Z czterema rundami Polacy zajęli 16 miejsce.
Posumowanie:
Te konkursy pokazały jak daleko w tyle są nasze reprezentacje w biathlonie. O ile zawsze mieliśmy choć jedną dobrą osobę, to w tym roku (mimo początkowych sukcesów Magdaleny Gwizdoń) wszyscy wypadają bardzo blado w porównaniu z innymi krajami. Bardzo dobrze obraruje to strata Polaków - prawie 10 minut do Norwegów (w ich ekipie, oprócz Ole, biegli: Stian Eckhoff, Lars Berger, Halvard Hanevold). Zostało tylko liczyć, że Sikora odnajdzie formę, podobnie jak Gwizdoń, bo na resztę rodaków (i rodaczek) nie ma co liczyć :-(.
2.
Przebieg:
Niedzielny bieg na dochodzenie kobiet na 10 km był ciekawym widowiskiem. Jeśli uważnie śledziliście moją realcję, to wiecie, że jako pierwsza wystartowała Olena Zubriłowa z 20-sekundową przewagą nad następną zawodniczką. Gwizdoń startowała aż z 37 pozycji (strata ponad 2 minuty). Liderka w pierwszym strzelaniu popełniał jeden bład, ale nadal prowadziła, Gwizdoń też jedno pudło, ale przesunęła się w górę tabeli o kilka miejsc. Drugie strzelanie - Olena bezbłędnie, wydaje się, że jest pewną faworytką do wygranej, zwłaszcza, że większość zawodniczek (Gwizdoń także) musiała biec rundy karne. Nadspodziewanie dobrze biegła Chinka Liu, utrzymująca się w czołówce. Podczas biegu nie zaszły zmiany, lecz strzelanie na stojąco już je przyniosło. Zubriłowa popełniła aż trzy błędy i i na nic zdała się jej kilkunastosekudnowa przewaga. Wyprzedziła ją między innymi, bezbłędna, Sandrine Bailly. Gwizdoń ponownie jedna runda karna, ale i tak przesuwa się w górę. Robi się ciekawie, Białorusinka roztwoniła przewagę i zwycięstwo się oddaliło. A już pewną zwyciężcznią była Francuzka Bailly, która ponownie trafiła 5 strzałów i choć tuż za nią była Glasgow, to zdecydowanie szybsza była Sandrine. Zubriłowa straciła szanse na dobrą pozycję, bo 300 metrów za karę to już coś. Ostatecznie dotarła na metę 6. O trzecią pozycję walczyły Liu i Olga Zaitseva. Tuż po strzelaniu (odpowiednio 1 i 0 błędów) minimalnie szybsza była Rosjanka, lecz pozwoliła ona Chince się wyprzedzić. Jednak to Zaitseva zachowała więcej sił i na podjeździe zdecydowanie wyprzedziła Xianying. Polka ostatecznie uplasowała się na 17 miejscu ze stratą 2 minut do zwyciężczyni. Magdalena Grzywa awansowała z początkowej 55 na 41 pozycję. Na uwagę zasługuję wyczyn Kateriny Holubcovej, która z 52 miejsca dobiegła na 5 z dwiema rundami karnymi!
Po dobrym występie kobiet, przyszedł czas na mężczyzn, którzy biegli o 2,5 kilometra więcej. Pierwszy wystartował niespodziewanie szybki Lars Berger, później Dratchev, a dopiero 10 Bjoerndalen (47s straty). Pierwsze strzelanie zasadniczo nie zmieniło czołówki, prawie wszyscy mieli jedną rundę karną (Sikora, startujący jako 28 też) i trzeba było czekać na następne strzelania. W drugim było ciekawiej bo Lars zanotował aż 3 pudła, podnie jak drugi Hanevold i trzeci Eckhoff (Tomasz również nie był gorszy ;-)). Dwa błędy Ole, ale przesunął się on już na 5 miejsce. Trzecie strzały i prowadzący Dratchev musi biec dwa kółka, drugi Berger aż trzy. Skrzętnie wykorzystuje do Bjoerndalen, który bez problemów wychodzi na pierwsze miejsce :D. Ostatnie strzelanie i pojedynek między Norwegiem, a Białorusinem. Jednak można było poznać prawdziwego mistrza - Ole Einar bezbłędnie, a Dratchew 2 razy nie trafił. W takim wypadku mój faworyt mógł spokojnie dobiec do mety z minutową przewagą nad Vladimirem. Trzeci był Eckhoff, a Berger dwunasty. Tuż przed nim był... Tomasz Sikora! Na początku nie było go widać, bo późno przyjeżdzał na strzelnicę (tylko komentatora podawał jego wyniki), a na koniec, dzięki 5 celnym strzałom, awansował na 11 miejsce. Bardzo dobrze pobiegł (i strzelał) Sergei Tchepikov, który z 40 na 7 "spadł" ;-), bo tylko dwie rundy karne łącznie miał :-). Z drugiej strony słabiutko spisał się Raphael Poiree, zajmując 29 lokatę (8 kółek).
Podsumowanie:
Zawody odbywały się w trudnych warunkach atmosferycznych - ciągle padał śnieg, dlatego było aż tyle niecelnych strzałów. Tylko najlepsi potrafili temu podołać. Tak zrobił Bjoerndalen, potwierdzając znakomitą formę. Bardzo dobrze spisali się Polacy, którzy potrafili w tych niedogodnych warunkach znacznie zwiększyć ilość punktów ze te biegi. Gwizdoń awasnowała o 20 pozycji, Sikora o 11, Grzywa o 14, jedynie Ziemianin spadł o 6 miejsc (na 42). Może w końcu coś się ruszy u naszych, bo dziś pokazali, że są bardzo mocni.
Klasyfikacje generalne:
Kobiety:
1. Liv Grete Poiree - 151
2. Sandrine Bailly - 143
3. Olga Zajcewa - 140
11. Magdalena Gwizdoń - 88
Mężczyźni:
1. Ole Einar Bjoerndalen - 176
2. Stian Eckhoff - 154
3. Halard Hanevold - 147
22. Tomasz Sikora - 39
III. 18-21 XII; Osrblie (Słowacja)
1.
Przebieg:
Bieg mężczyzn na 20 kilometrów odbył się bez lidera klasyfikacji Ole Einara Bjoerndalena, po prostu postanowił on sobie odpocząć. Zawodników puszczano oczywiście w równych odstępach czasu (co 30 sekund). Wśród pierwszych nie było bardzo znanych biathlonistów (ewentualnie Rostovtsev, Bergman i Robert). A jako piętnasty wystartował Sikora, dlatego był często pokazywany (za każdym razem gdy był na strzelnicy). I początek był udany dla Polaka, po pierwszym, bezbłędnym strzelaniu był 3 (oczywiście tylko w chwili, gdy przebiegał przez punkt kontrolny, bo przecież za nim poźniej pobiegło mnóstwo zawodników). Drugie strzelanie było dla naszego rodaka mniej udane, bo mimo, że miał tylko jedno pudło, to patrząc na innych zawodników, nie było to najlepsze strzelanie. Tu za każdy niecelny strzał nie biega się rundy karnej tylko dostaje się minutę do czasu końcowego (wyniki były od razu aktualizowane na ekranie). Jednak na kontroli czasu Tomek był 5. W, tak zwanym, międzyczasie wystartowało kilku lepszych zawodników, między innymi Poiree, Eckhoff, Hanevold. Pierwszy zaczął bardzo mocno i po pierwszym (bezbłędnym) strzelaniu był pierwszy w porównaniu z innymi po pierwszej wizycie na strzelnicy. Wróce jednakże do Sikory, a resztę omówię poźniej :-). A Polak w dwóch kolejnych strzelaniach nie popełnił żadnego błędu, co sprawiło, że jego miejsce było bardzo dobre. Gdy przekraczał linię mety był czwarty, ale za nim było przecież prawie 100 zawodników. Dobry czas napwał jednak optymizmem. Jako pierwszy, z dobrym czasem przybiegł Carl-Johan Bergman (jedno pudło) - ostatecznie 8, później Julien Robert - 5, Gross - 2, Sikora, Tchepikov (1 błąd - jako jedyny z pierwszej "7") - 5 i Sendel - 3. Kto był więc pierwszy? O tym zaraz, bo napiszę jeszcze o Hanevoldzie, który biegł jako ostatni z "wielkich", miał więc czasy pozostałych. Niestety Norweg nie zdołał uratować honoru swego kraju i mimo celnych strzałów zajął 6 miejsce (coś wolno biegł...). A wygrał... Raphael Poiree! Tak, ten Francuz, który w poprzednich biegach wypadał zaskakująco słabo. Dzisiaj pokazł swoją prawdziwą formę. Nie dał szans rywalom, śmigał az miło było patrzeć ;-). Zdecydowanie jest to jeden z najlepiej biegających biathlonistów, mijał rywali jak patyki :-). A że trafił wszystkie strzały, to zwycięstwo miał w kieszeni. Ostatecznie miał 37s przewagi nad Niemcem Grossem i 71s nad drugim Niemcem Sendelem. Ziemianin był 75 (4 minuty karne), Grzegorz Bodziana 83 (2), a Ryszard Szary 98 (7).
Podsumowanie:
Tego dnia była bardzo dobra pogoda, w związku z czym zawodnicy oddawali bardzo dużo celnych strzałów. Więkość z czołówki wykorzystałe te warunki i maksymalnie pomyliła się raz (były wyjątki: Eckhoff trzy błędy, a Andressen cztery), dlatego liczył się każdy oddany strzał, bo minuta w ostatecznym rozrachunku to bardzo dużo. Nie było Ole-Einara oraz Larsa Bergera i po raz pierwszy w tym sezonie na najwyższym stopniu podium nie ustał Norweg. A zrobił to Francu Poiree, który pokazał siostrze, że nie tylko ona potrafi wygrywać ;-).
2.
Przebieg:
Dziesięciokilometrowy sprint osobników płci męskiej rozpoczął Sven Fischer, jako czwarty wybiegł Sergei Rozkhov, 5 - lider klasyfikacji Hanevold, 11 - nadzieja Norwegów Lars Berger, 13 - Raphael Poiree, a 15 ponownie Sikora. Zawodnicy biegali 3 okrążenia i 2 razy strzelali. Na pierwszym strzelaniu (leżenie) pierwszy był oczywście Fischer i nie trafił raz (jedna runda karna). Berger spudłował aż 4 razy i mógł już zapomnieć o sukcesie w tym biegu, bo mimo bardzo szybkiego poruszania się, 600 metrów to bardzo długi dystans. Zwyciezca w ostatnich zawodach odnotował jedną rundę karną, podobnie jak Tomasz Sikora (ostatecznie po pierwszym strzelaniu był dopiero 31). Drugie strzelanie na stojącą jest trudniejsze i od niego zależał końcowy rozkład miejsc. Fischer pokonał tę przeszkodę bardzo szybko i celnie, Hanevold, Poiree oraz Berger spudłowali po razie, a najlepszy Polak nie dał się zaskoczyć i ominął rundę karną. Czas na metę, do której dobiegł Fischer z nienajgorszym czasem. Chwilę po nim, z bardzo dobrym rezultatem, dobiegł Rozhkov i to do jego czasu miało się porównywać inne czasy. Dobiega Hanevold, ale ze słabym jak na niego wynikem (ostatecznie 12), następnie Poiree, który mimo dwóch błędów wyprzedził Fischera, Sergeia oczywiście nie mógł wyprzedzić. Sikora! Ach... było blisko, ale jednak 2 sekundy za Francuzem i na razie 3. Nie na długo, bo chwilę poźniej dobiega Gredler. W tej chwili większość liczących się zawodników już skończyła, zostali tylko Gross, Dratchev, Luck, Tchepikov. Pierwszy z nich wyprzedził Poiree, bo strzelał bezbłędnie, podobnie jak Tchepikov, który popełnił jeden błąd, a wylądował na trzeciej pozycji. Pozostali dwaj nie spisali się jednak dobrze i nie zagrozili czołówce. Próbował to zrobić Słowak Pavol Hurajt, który nie pomylił się ani razu na strzelnicy. Po drugiej wizycie w tym miejscu był 3 sekundy przed Sikorą, jednak nasz zawodnik jest znacznie lepszym biegaczem, dlatego ostatecznie biathlonista gospodarzy zajął 10 miejsce. Właśnie, Tomek pobiegł znakomicie, co dało mu 6 pozyjcę! :D.
Brak transmisji biegu kobiet na Eurosporcie sprawił, że trzeba było zadowolić się informacjami z internetu. "Francuzka Sandrine Bailly wygrała w słowackim Osrblie sprint na 7,5 km biathlonowego Pucharu Świata. Magdalena Gwizdoń (KKS Bielsko-Biała) zajęła trzynaste miejsce. Bailly uzyskała czas 20.09,4 (1 runda karna). Wyprzedziła dwie Niemki: o 31,5 s Katję Beer (0) i o 33,5 s Martinę Glagow (0). Gwizdoń straciła do zwyciężczyni 1.00,6 (1)." I to tyle, nie oglądałem, więc się nie wypowiadam. Dodam tylko, że Liv Grete Poiree była 23 (4 niecelne strzały).
Podsumowanie:
Nieobecność Bjoerndalena sprawiła, że Norwegowie biegają słabo - najlepszy z nich Hanevold dopiero 12 (Berger 37). Warunki były dość dobre, bo nie było mrozu i świeciło lekko słońce, a wiatr nie wiał. Najważniejsza informacja to ta, że swoją wysoką formę odzyskał Tomasz Sikora, który zajął bardzo dobre 6 miejsce, choć po pierwszym strzelaniu był 31, a po drugim 10. To napawa optymizmem przed biegiem na dochodzenie, bo jeśli nadal będzie tak biegał to jest szansa na podium...
3.
Przebieg:
W dniu swoich 30 urodzin i imienin (wszystkiego najlepszego!) Tomasz Sikora startował z 6 pozycji biegu na dochodzenie na dystansie 12,5 km. Polak miał zaledwie pół minuty straty do pierwszego Rozhkova, więc była duża szansa no podium. I tak właśnie zaczął - już na strzelnicy był 5, a po bezbłędnym strzelaniu 4. Ponieważ było duże zamieszanie (w końcu w wielu miejscach działo się kilka rzeczy naraz), zwracałem uwagę tylko na niektórych zawodnkiów, mających duże znaczenie w pucharze. I tak Rozkhov musiał pobiec jedno okrążenie, Poiree i Gross bez dodatkowych rund. Tego ostatniego zaraz po wyjeździe ze strzelnicy wyprzedził Sikora, który był już na trzecim miejscu! Było bardzo ciekawie, zwłaszcza że odpadł jeden zawodnik z czołówki - Tchepikov popełnił dwa błędy i spadł na 20 pozycję (ostatecznie popełnił on jescze 4 błędy i zajął odległą 30 lokatę). Kolejność w czołówce nie zmieniła się podczas drugiego strzelania na leżąco. Jednak zmiany nadzeszły po dwóch pudłach Tomka i Grossa oraz celncych strzałach prowadzących Francuza i Rosjanina. Niestety 300 metrów więcej i naszego zawodnika wyprzedziło bardzo dużo konkurentów (14 dokładnie), między innymi :Krouglov, Dratchev, Hurajt. Do trzeciego strzelania (na stojąco) Poiree przybiegł z dość dużą i bezpiczną przewagą, dlatego nawet jedno okrążenie dało mu zachowanie pozycji lidera biegu. Rozhkov strzalał bardzo wolno, ale celnie, Dratchev dwa kółka i wypadł z gry, a pozostał w niej Sikora - znów bezbłędny, co spowodowało przesunięcie się na 12 miejsce. Do ostatniego strzelania prowadzący Francuz pobiegł bardzo szybko, ale jeszcze szybciej zrobił to Tomek, będący 5 (!) na strzelnicy. Ale pierwsze strzały oddaje oczywiście Raphael i robi to wyśmienicie - znamy już zwycięzce. Teraz rozegra się walka od podium: Rozhkov - 5 celnych trafień, Sendel - 5, Hurajt - 5, Sikora - 4 :-(. Ach, niewiele brakowało, a tak niestety dopiero 11 pozycja po wyjeździe na punkt kontrolny. Tymczasem na metę dobiega (a właściwie wchodzi tyłem :-)) Poiree. Na drugie miejsce wysunął się Peter Sendel, a o 3 lokatę walczyli Rozhkov i Hurajt. Wygrał drugi z nich z 0,1 sekundy przewagi nad Rosjaninem. Ale gdzie jest Sikora? Jest w grupce biathlonistów zmierzających do mety! Jest! Nie, nie ma :-(. Nic nie dał szaleńczy pościg, to znaczy dał, bo awans na 7 miejsce, ale Luck i Robert okazali się lepsi o ułamek sekundy... Ziemianin był 49 (4 pudła), Gross 9, a Berger 31 (7 rund karnych).
Francuzka Sandrine Bailly broniła 30-sekundowej przewagi wywalczonej popredniego dnia i nie miała poblemów z wygraniem 10-kilometrowego biegu na dochodznie. Prowadziła przez cały wyścig i tylko raz spudłował, ale nawet to pudło nie sprawiło, ze mogłaby czuć się zagrożona. Bardziej emocjonująca była walk o dalsze lokaty choć i tu wszyskto była prawie jasne. Na początku liczyła się Uschi Disl i Martina Glagow, jednak błędy na strzelnicy sprawiły, że nie mogły one osiągnąć bardzo dobrej pozycji. Wykorzystały to Olga Pyleva i Anna Bogali. Rosjanki bardzo dobrze strzelały (po jednym błędzie) i po ostatnim strzelaniu były na drugim i trzecim miejscu. Jendnak Bogali dała się wyprzedzić przed metą Niemce Katrin Apel i musiała zadowolić się 4 lokatą. Pewnie zastanawiacie się co z Magdaleną Gwizdoń. Niestety całkowicie nie wyszedł jej ten bieg. Wystartowała z 13 pozycji, jednak już po pierwszym strzelaniu spadła na 22 miejsce (1 błąd), następnie na 27 po kolejnym dodatkowym okrążeniu. Po trzecim strzelaniu zdołała awansować znów na 22 miejsce, jednak trzy rundy karne po ostatniej wizycie na strzelnicy zepchnęły ją na 34 lokatę. Szkoda tego występu, bo z 5 niecelnymi trafieniami można dobrze się zaprezentować, jak zrobiła to Liv Grete Poiree, która z 23 przesunęła się na 15 pozycję (tuż za nią uplasowała się Glagow).
Podsumowanie:
Ostatnie zawody w 2003 roku sprawiły nam, Polakom lekki zawód. Mimo wszystko można było się spodziewać więcej po Tomaszu Sikorze niż 7 miejsce (tylko, żeby to nieszczęsne siódme miejsce znowu nie prześladowało Sikorę, tak jak to było w ubiegłym sezonie...). Nie ma jednak co narzekać, bo cieszy fakt, że Polak był najszybszym biegaczem podczas tych zawodów! Jedno pudło mniej i podium gwarantowane... Nie ma co gdybać tylko gratulować powrotu do pierwszej dziesiątki w klasyfikacji generalnej, w której przewodzi Rozkhov przed Poiree i Hanevoldem. Nieobecny Bjoerndalen spadł na 4 miejsce. U kobiet przewodnictwo przejęła Bailly przed Glagow i Poiree. Gwizdoń, po słabszym występie spadła na 13 pozycję.
Klasyfikacje generalne:
Kobiety:
1. Sandrine Bailly - 243
2. Martina Glagow - 232
3. Liv Grete Poiree - 221
13. Magdalena Gwizdoń - 108
45. Magdalena Grzywa - 11
Mężczyźni:
1. Sergei Rozkhov - 248
2. Raphael Poiree - 233
3. Halvard Hanevold - 229
4. Ole Einar Bjoerndalen - 176
5. Władimir Draczew - 171
6. Ricco Gross - 170
7. Stian Eckhoft - 159
8. Ludwig Gredler - 147
9. Peter Sendel - 142
10. Tomasz Sikora - 133
Słowo na koniec relacji:
Po tych wszystkich konkursach biathlonowych mogę powiedzieć tylko jedno: było warto! Nawet jeśli Polacy nie prezentowali się dobrze to i tak kibicowanie im sprawiałą niebywałą radość. A co dopiero mówić o sytuacji, gdy Magdalena Gwizdoń lub Tomasz Sikora zajmowalo czołowe lokaty. Po prostu byłem dumny, że jestem Polakiem :D. Przyjemnie było też oglądać rywalizację innych biathlonistów, ich zmagania z czasem, nerwami, pogoda. Po raz kolejny dostałem dowód na nieprzywidywalność biathlonu - jeden niecelny strzał i spadek na dalszą pozycję. Z tego powodu jest to mój ulubiony zimowy sport. Mam nadzieję, że moje próby przekazania tego, co dzieje się na trasie biathlonowej zachęciły kogoś do obejrzania następnych relacji z biathlonowego Pucharu Świata. Wiem, że wszystkiego opisać nie byłem w stanie, ala może ktoś sobie powspomina podczas czytania tego tekstu piękne chwile przeżyte z biathlonistami. Zachęcam wszystkich do oglądania biathlonu, bo to naprawdę bardzo ciekawa dyscyplina, w której mamy także swój udział, bo Sikora powraca do wyśmienitej formy. Ja tylko czekam na następne zawody, które odbędą się w 2004 roku (zdaję sobie sprawę, że u Was jest już po nich :-)).
spooky
|