|
TOREADOR: Powinienem tak myslec. Za dwie godziny czekaja mnie pewne obowiazki, ktorymi musze sie zajac. Nie mam zamiaru sie spoznic. VENTRUE: Tak, tak, obowiazki. No coz, nie wiem jak u was chlopaki, ale moje potomstwo zadalo mi nieco klopotliwe pytanie i ... MALKAV: Powiedz im po prostu, ze mamusia i tatus bardzo ich kochaja... VENTRUE: Zamknij sie. A wiec chca wiedziec skad pochodzimy, co, jak i dlaczego. Chca wiedziec wszystko. Mysle, ze nadszedl czas, aby im dac odpowiedz. (cisza) BRUJAH: Wiec o co pytasz, bo nie wiemy do kurwy nedzy. SAULOT: Jezyk !!! BRUJAH: Przepraszam. VENTRUE: Co z toba Ralph? Zdaje sie, ze wszedzie wtykasz swoj nos. NOSFERATU: Nie, jestem... nie nazywaj mnie Ralph. Od dzis do konca masz mowic mi Nosferatu. (cisza) RAVNOS: Czlowieku, Ralph do ciebie pasuje. NOSFERATU: Nie! Przylepiliscie mi to imie, odrzucam je. VENTRUE: Daj mu spokoj Ravnos. TOREADOR: Jesli juz o tym mowa... VENTRUE: Co znowu ? TOREADOR: Ja tez wzialem sobie przydomek "Toreador". (dluzsza cisza) HASSAN: Ty nawet nigdy nie widziales byka Norman. TOREADOR: Odczep sie ! RAVNOS: Mialem zamiar powiedziec cos o... niewazne. VENTRUE: Czy mozemy wrocic do sedna sprawy ? LASOMBRA: Mysle, ze "Nosferatu" brzmi lepiej Ralph. NOSFERATU: Wlasnie i jest fajniejsze. VENTRUE: Panowie! (cisza) VENTRUE: No dobra, sa jakies pomysly? TZIMISCE: Uh... VENTRUE: Tak Tzimisce? TZIMISCE: Czy nie sadzisz, ze to moglo byc przez jakas chorobe? SAULOT: Nieeeeee, nie sadze. Wiedzialbym gdyby to byla choroba. MALKAV: Ooo, mam pomysl. VENTRUE: (z jekiem) Jaki ? MALKAV: Wszyscy jestesmy... kosmitami. Tak. Z planety Yuggoth! BRUJAH: Malkav? MALKAV: Co? BRUJAH: Szlag z toba. (cisza) MALKAV: Czy nie jest to zle, ze nie masz wladzy? BRUJAH: Prawdziwy mezczyzna nie potrzebuje dominacji. (gluchy odglos) MALKAV: Ow! RAVNOS: No dobra, mam (pomysł- przyp.) VENTRUE: Tak? RAVNOS: Oni ( naasze dzieci- przyp.) nie sa prawdziwymi wampirami, po prostu mysla, ze sa. VENTRUE: Hmmm, niezle, tylko ze kiedys jeden gluchoniemy chcial to sprawdzic i wyszedl na slonce. LASOMBRA: No i co ? Wyrzucic takich glupoli. Mniej bedzie problemow i mniej nieznosnych bachorow zadajacych idiotyczne pytania. TOREADOR: Lasombra, jestes zboczencem. LASOMBRA: Hej, czy jestem obronca swojego brata czy co? TZIMISCE: Ma wlasne zdanie, to wszystko przyjacielu. TOREADOR: Obrzydliwa kreatura. SAULOT: Obronca braci ha! To przypomina mnie. Znacie tych dwoch chlopakow co nosza smieszne herbaciane reczniki na glowach? HASSAN: Ty, trojoki, uwazaj. SAULOT: Przepraszam. W kazdym razie maja te stara historie o chlopaku, ktory zabil swego brata i zostal przeklety. SUTEKH: Przeklety powiadasz, hmm... lubie to. NOSFERATU: Tak, ale jesli tak powiesz - nikt w to nie uwierzy. TREMERE: Wiem, zrobilismy to dzieki magii. (cisza) BRUJAH: Kim do diabla jestes ? TREMERE: Oh, Tremere - arogancki intrygant - do uslug. SAULOT: Chwila, mialo cie tu nie byc az do roku 1314! TREMERE: No i co? Jestem wyrocznia czasu. Bede tam, gdzie zechce. VENTRUE : Smiertelnik, tak? Hej, Tremere! TREMERE : Co? VENTRUE : Wynos sie! TREMERE : Jasne (trzaski, okrecil sie). Cholera, musze nauczyc sie jak to robic. VENTRUE : Teraz musimy zrobic cos, z ta przekleta sprawa. Nie slyszelismy jeszcze Gangrel, a potrzebujemy damskiej opinii. Jak myslisz Gangrel ? (cisza) VENTRUE : Gangrel? (dalej cisza) VENTRUE : Czy ktos widzial Gangrel? RAVNOS : Aaaa...... wlasciwie to.......... mielismy male nieporozumienie. MALKAV : O, mamusia cie juz nie kocha? RAVNOS : Odessij sie!!! MALKAV : Traktuje cie jak pieska? (uderzenie) RAVNOS : Dzieki Brujah. BRUJAH : Nie ma sprawy bracie. VENTRUE : No dobra, wiec co zrobimy z ta przekleta sprawa? SAULOT : No coz. Mowia, ze synowie pierwszego czlowieka, musieli dac ofiare Bogu. Pierwszy brat dal rosline, a drugi zwierzeca krew. WSZYSCY : Tak! Wlasnie! Brzmi swietnie! Extra! SAULOT : Wiec starszy brat - Kain, jak sie zdaje - zabil Abla (tego mlodszego) i zostal przeklety przez Boga, za pierwsze morderstwo. HASSAM : Pomyslowy facet z tego Kaina. SUTEKH : Zatem pochodzimy od psychopaty. A jesli przez to morderstwo zostalismy wybrani przez Boga, jako spadkobiercy Boskich mocy ? MALKAV : Naprawde masz kompleks Boga, prawda ? Opowiedz mi o swojej matce. Zamykala cie w szafie ? (uderzenie) BRUJAH : Ostatnie ostrzezenie, dupku. VENTRUE : Sutekh, nie stoj na swoim krzesle. TREMERE : Podoba mi sie pomysl z wykleciem przez Boga. VENTRUE : Jak sie tu dostales? TREMERE : Korespondencyjnie. O niczym nie wiesz? Hej, Saulot! SAULOT : Co? TREMERE : Wlasnie bralem sie do roboty, kiedy cie zobaczylem. Mozemy zamienic slowko na zewnatrz ? Nie zabiore ci wiecej niz 5 minut, obiecuje. SAULOT : Jasne. Wygladasz na calkiem przyzwoitego goscia. (trzask) LASOMBRA : Ciekawe, czego chce....... Hmm... niewazne. TOREADOR : Chyba wole tego starszego brata. Jest urocza osoba, ktora calkowicie poswieca sie Panu, ale pada ofiara desperacji i zazdrosci. Za pozno bylo na sprawiedliwy osad obojetnego Boga. Skazany zostal na wedrowke po ziemi. Horror! ANGST! (chyba powinno być Ankh?- przyp.) BRUJAH : Co to jest "angst"? SUTEKH : To rodzaj krzyza, ale z petla na gorze. Moi chlopcy go uwielbiaja. BRUJAH : Aha (przerwa), nie kapuje. TOREADOR : Glupota. (krzyk z zewnatrz) TZIMISCE : Co to bylo do diabla ? NOSFERATU : Brzmialo jak Saulot. Ej chlopaki! Zamknijcie sie tam! (otwieraja sie drzwi) TREMERE : O, przepraszam, uh...... Saulot chcial powiedziec, ze uh...... musial juz isc - naprawde - uh... ale jest szczesliwy, uh... ehehe... ze mogl sie z wami spotkac chlopaki..... uh... ehehe. NOSFERATU : Wydaje mi sie, czy on jest blady? VENTRUE : A kogo to obchodzi? Wrocmy do sedna sprawy. LASOMBRA : No wiec, czy jestesmy jego potomkami? Bo jesli tak, to dlaczego nie wiemy, gdzie on jest? MALKAV : Eeee... stworzyl nas i szybko zwial. RAVNOS : Nie, nie. Najpierw stworzyl innych, a dopiero tamci nas. TOREADOR : Zalowal tego, ze musial tulac sie po ziemi? Uciekl od wszystkiego! MALKAV : Uciekl i to szybko. TOREADOR : Jesli musial. VENTRUE : A jak wyjasnisz to, ze wszyscy jestesmy tak rozni? TOREADOR : Przeklenstwo dziala na rozne sposoby. NOSFERATU : Tak. Musialem byc najprzystojniejszym facetem na swiecie. RAVNOS : Jasne, jasne. BRUJAH : Moglem byc filozofem? RAVNOS : Toreador smakowal jak... MALKAV : A ja musialem byc oblakany. (cisza) VENTRUE : Mysle, ze powinnismy podziekowac naszemu szczesciu. SUTEKH : Jakies lepsze pomysly? VENTRUE : Coz, przeprowadzmy glosownie. Kto za magia ? TREMERE : Ja. VENTRUE : To juz jeden. (cisza) VENTRUE : Dobra. Kosmici z planety Yuggoth ? MALKAV : 23 VENTRUE : Nie licz swoich wcielen Malkav. MALKAV : Oo. VENTRUE : Wybrancy Boga?...... Sutekh, Lasombra, Tzimisce. Ktos jeszcze? HASSAM : Ja. VENTRUE : Dobra to 4. Przeklete dzieci psychopaty?...... 4 + ja to 5 (jeki) LASOMBRA : Oszukane wybory ty biurokrato! VENTRUE : Jak ci sie nie podoba, to idz i utworz wlasna grupe ! LASOMBRA : Moze tak zrobie. VENTRUE : O'K, powierzam wszystkim zadanie, aby rozglosic te opowiastke wsrod swoich podopiecznych. Ja zrobie to samo przed rozpoczeciem nowego roku. Spotkanie zamkniete. (gwar i syczenie) Ktos cos pije? MALKAV : Mysle, ze Tremere juz jadl, haahhaaahaaaha TZIMISCE : Dlaczego wyrzuciles go przez okno Brujah? BRUJAH : Zrobilem to, co powinienem byl zrobic, bracie. Nie zrozum mnie zle. HASSAM : (szepcze) Hej, Tremere... TREMERE : Co? HASSAM : Saulot - gadaliscie na zewnatrz - wyssales go? TREMERE : Uh........ tak. Zrobilem to. (cisza) HASSAM : Jak smakowalo? |