O smoczym rodzie słów kilka...


Maciej 'Tsalarioth' Laskowski



(c)opyright by Śledziu       Smoki.
       Znane także jako drakis, dragon, dragone, Drache, drage, drake, draco, drak, drako, dragan i pod tysiącami innych imion, charakterystycznych dla każdego narodu i regionu. Potężne, władcze, prawie nieśmiertelne...
       Są nierozerwalnie związane z ludzką wyobraźnią od czasów, kiedy bogowie ludów pierwotnych otwarcie manifestowali swoją moc.
Interesujące jest, że jeśli zestawimy mity i legendy o smokach z zachowaną dotycząca ich ikonografią, zawsze zobaczymy węża. Nie skrzydlatego jaszczura. Węża, który - choć śmiertelnie groźny - w starożytności był czczony na równi z bogami.
Wśród narodów nordyckich i germańskich do dzisiaj wręcz używa się dla określenia smoków słowa Wurm (lub Wyrm albo Orm), oznaczającej przecież węża. Z drugiej strony w niemal wszystkich językach wywodzących się z indoeuropejskich korzeni etymologia słowa smok wyprowadzona jest z greckiego drakon, oznaczającego 'bystrookiego'. To samo zresztą dotyczy języków słowiańskich. I tylko, jak zwykle, Polacy wyłamali się z szeregu. I to całkowicie. Mamy swoje własne i niepowtarzalne słowo. Skąd się wzięło? Jeśli wierzyć Aleksandrowi Brucknerowi pochodzi ono od indoirańskiego słowa oznaczającego 'połykanie' (stąd wywodzi się też 'smoktnąć' i 'cmoknąć')...



                    Smoki w legendach


     starożytność



       Dla starożytnych Egipcjan symbolem sił i mocy przypisywanych w późniejszych czasach smokom był Apopis. ApopisWe fragmencie Księgi Podziemia zwanym właśnie Księgą Apopisa znajdziemy opis boskiego konfliktu pomiędzy Re (bogiem słońca) i Horusem (bogiem nieboskłonu) a Apopisem i jego zwolennikami. Po serii bitew, które toczyli od Delty po Nubię, Horus przeszył smoka-węża oszczepem. Egipskiego smoka odnajdujemy potem w zaświatach, gdzie jednoznacznie symbolizuje siły zła. Zamieszkuje on krainę umarłych, gdzie czatuje na nieostrożne dusze. Zwraca się zawsze przeciwko Re. Ilekroć ten przemierza w swojej barce nocne rejony podziemi, gdzie panuje Apopis, tylekroć natyka się na węża-olbrzyma. Jednak solarna łódź Re pilotowana jest przez ryby, które ostrzegają o obecności potwora. Rozdział XXIX Księgi Umarłych opowiada o walkach bogów z wężem, kończących się stale okrzykiem: "Zaiste Re zwyciężył Apopisa!".

       Jednak nie tylko starożytnej kulturze egipskiej były znane smoki.Wizerunek Sirrusza na Bramie Isztar Wizerunek wielkiego jaszczura znajdziemy także na słynnej Bramie Isztar w Babilonie. Wedle legendy mieszkańcy tego miast czcili smoka zwanego Sirruszem. Można przypuszczać, że płaskorzeźba na Bramie Isztar przedstawia prawdziwe zwierzę z pojedynczym rogiem, ciałem pokrytym łuskami, łapami jak u ptaka lub jaszczurki i wężową głową na długiej szyi. Z pyska wystaje rozdwojony język. Sirrusz na bramie jest ukazany naprzemiennie z ogromnym, wymarłym już bykiem, przypominającym naszego żubra. W apokryfie zatytułowanym 'Bel i smok' znajdujemy dosyć ciekawą historię, stanowiącą jedno z możliwych wyjaśnień zagadki Sirriusza. Otóż prorokowi Danielowi (ok. 600 r. p.n.e.), przywódcy Izraelitów znajdujących się w niewoli babilońskiej, pokazano ogromnego smoka, którego czcili Babilończycy. Wedle innych źródeł był to wielki wąż. Król Babilonu, Cyrus, chciał w ten sposób przekonać Daniela aby ten uznał boskość smoka.

A tam znajdował się wielki wąż i Babilończycy oddawali mu cześć.
Król rzekł zaś do Daniela: "Nie możesz zaprzeczyć, iż to żywy bóg, czcij go zatem"
Daniel powiedział królowi, że zabije smoka, po czym wziął smołę, tłuszcz i włosy i zszywszy to wszystko w worku, nakarmił tą mieszanką smoka, który umarł z niestrawności. Ludność wzburzyła się przeciwko królowi i jego doradcom, gdyż Cyrus kazał zabić wszystkich kapłanów i zburzyć świątynię Bela po tym, jak Daniel uśmiercił smoka.


Pomijając drobny fakt, iż opisana powyżej historia brzmi dla nas dziwnie znajomo, właściwie byłoby to całkiem zgrabne i mieszczące się w legendarnym kanonie rozwiązanie zagadki Sirrusza, gdyby nie jedna jeszcze bardziej nieprawdopodobna hipoteza. Szwajcarski zoolog, Bernard Heuvelmans, pisze w swojej książce, że babiloński Sirrusz nie jest dokładnie taki sam jak iguanodon czy ceratops, ale wykazuje podobieństwo do tych zwierząt:
'Sirrusz mógł żyć w Afryce Środkowej, dokąd docierali Chaldejczycy, mogli więc widzieć tam i schwytać ową olbrzymią jaszczurkę. Hans Schomburgh przywiózł do Europy legendy o chipekwe, a wraz z nim kilka pokrytych ceramiką cegieł - takich samych, z jakich zbudowano Bramę Isztar.'
Wspomniane tutaj chipekwe to tajemnicze afrykańskie stworzenie, opisywane jako wielka bestia z wielkim błyszczącym pojedynczym rogiem na nosie i pozostawiająca ślady podobne do śladów nosorożca. Ostatnie wzmianki o tym zwierzęciu pochodzą z początku XX wieku. Czyżby więc tajemniczy Sirrusz był potomkiem dinozaurów? Wątpliwe? Ale któż to może wiedzieć? Kryptozoologia jest wyjątkowo niejasną dziedziną... Jednakże, aby wyjaśnić zagadkę Sirrusza, nie trzeba zgłębiać niepoznanego.
Rozwiązanie tkwi głęboko w babilońskiej mitologii.
Epos stworzenia, dzieło z drugiego tysiąclecia przed naszą erą opisuje walkę boskiej pary - Apsu, boga podziemnych wód i Tiamat, morza, z ich synem Eą, zwanym wszechwiedzącym. Po zabiciu Apsu Ea zajął jego królestwo i spłodził Marduka, boskiego bohatera. Tymczasem Tiamat, ponaglona przez swoje dzieci, poczęła planować zemstę. Na pomoc w swojej wojnie zawezwałaWizerunek Sirrusza na babilońskiej pieczęci

'Wielkie węże, o zębach ostrych i kłach licznych,
wypełniwszy ich ciała jadem miast krwi.
Dzikie smoki okryła straszliwymi płomieniami,
By w promienistych okryciach podobne były bogom
'Ktokolwiek spojrzy na nie padnie porażony strachem!'
(...)
I zawezwała tak węża o jednym rogu, mushussu i lahmu - bohatera,
Tworząc bezlitosne smoki, w bitwie strachu nie znające... '

Pomimo wysiłków Tiamat i jej początkowych zwycięstw, Marduk wyzwał ją do walki sam-na-sam i pokonał ją. Zaś wszystkie stworzenia wezwane i stworzone przez boginię trafiły w niewolę. Kiedy Marduk odebrał hołd od pozostałych bogów, smok zajął miejsce u jego stóp, stając się strażnikiem Króla Bogów. Na płaskorzeźbach przedstawiających babilońskie bóstwa zostało uwiecznione stworzenie wyglądające dokładnie jak Sirrusz! Tak oto upada legenda o potomku dinozaurów i służbie Cyrusa!

       Pozostańmy jeszcze przez chwilę w otoczeniu bogów. Grecja. Mity Hellenów przedstawiają znacznie bardziej rozbudowaną wizualnie stronę smoków. Późniejsze wersje tych samych opowieści pozwalają nam przyjrzeć się dokładnie rozwojowi wizerunku smoków w kulturze Zachodu.
W trakcie swoich dwunastu prac Herkules musiał stawić czoła dwóm smokopodobnym stworzeniom. Pierwszym z nich była Hydra lernejska - tajemnicze stworzenie o dziewięciu (przynajmniej początkowo) głowach terroryzujące okolice błot lerneńskich. Jednak w miejsce każdej odciętej przez Herkulesa głowy wyrastały dwie nowe. Zmęczony przedłużającą się walką heros poprosił swojego bratanka Iolaosa aby ten przypalał miejsce po każdym odciętym łbie, dzięki czemu druga z dwunastu prac mogła zostać wykonana.
Ladon i jedna z Hesperyd Przedostatnim czynem, jakiego miał dokonać Herakles było wykradzenie złotych jabłek - ślubnego prezentu Gai dla Hery - z ogrodu Hesperyd. Jednakże owoce te rosły na drzewie pilnowanym przez Ladona - wielkiego węża, który nawet na chwilę nie zamykał oczu - miał je otwarte nawet podczas snu. Był więc strażnikiem idealnym. Ale nawet on nie miał szans w bezpośrednim starciu z naszym herosem. Herakles pobił Ladona nie, nie na złote, tylko na kwaśne jabłko - i to ze skutkiem śmiertelnym. Wedle jednej z wersji mitu heros, by upamiętnić swoja zwycięstwo nad bestią rozkazał wyryć na tarczy jej podobiznę, zaś wedle drugiej wersji - bogowie zdecydowali przenieść Ladonowe truchło na niebiosa - i w ten sposób powstał gwiazdozbiór Smoka.
Nie sposób zapomnieć też o jeszcze jednym bardzo znanym smoku z helleńskiej mitologii - smoku tebańskim, zabitym przez Kadmosa, założyciela Teb. Na rozkaz Ateny heros zasiał na polu smocze zęby, z których następnie wyrośli rycerze nazywający siebie Spartanami (z gr. Spartoj - zasiani). Czy więc można w ten sposób uznać smoka za założyciela Sparty?

       Od czasów Hellenów poczęto postrzegać smoki jako strażników - zarówno skarbów czy tajemnic, jak i bóstw czy wielkich ludzi. Pogląd ten w kulturze Zachodu utrzymał się aż do czasów Średniowiecza.

       Zostając jednak cały czas w starożytności przenieśmy się na Wschód. Chińska literatura - stworzyła w zasadzie najbardziej pełny - przynajmniej jak na rozpatrywany przez nas okres - opis smoka:
'Z głową wielbłąda, rogami jelenia, krowimi uszami i szyją węża... O ciele małży i łuskach ryby, ze szponami orła, oczami diabła i łapami tygrysa...'
Chińska encyklopedia z 1660 roku podtrzymuje i rozbudowuje ten opis:
'Smok jest największym spośród stworzeń pokrytych łuską. Ze łba przypomina wielbłąda, z rogów - jelenia, z oczu - zająca, z uszu - byka, z szyi - węża, z korpusu żabę, z łusek karpia, z pazurów - orła, z łap tygrysa. Ma 81 łusek, co jak 9 pomnożone przez 9 jest wyjątkowo szczęśliwą liczbą, jego głos przypomina dźwięk gongu. (...) Jego oddech ma postać obłoczków, które czasem przemieniają się w deszcz, czasem zaś w ogień. (...) Kocha piękne klejnoty i jadeit. Ubóstwia jaskółcze mięso, lęka się żelaza, rośliny mong, stonóg, liści Chluby Indii i jedwabiu ufarbowanego na pięć różnych barw. Pragnąc deszczu należy mu złożyć w ofierze jaskółkę, kiedy chce się powstrzymać powódź - żelazo, pobudzić go można za pomocą rośliny mong'
Konio-smok oferuje cesarzowi Fu Xi 'Rzeczną Mapę' Jednak nie wszystkie smoki Chin odpowiadają temu opisowi. Dla przykładu: diagramy księgi I'Ching pochodzą z podarowanej przez konio-smoka legendarnemu cesarzowi Fu Xi tajemniczej 'Rzecznej Mapy' - dzięki temu też Chińczycy wiążą smoki zarówno z powietrzem jak i z lądem - co jest rzeczą niespotykaną w innych kulturach. Wielkie jaszczury stawały się dzięki temu strażnikami pogody - a przez to również i udanych lub i nie zbiorów, co zaś równa się byciem panami życia lub śmierci. Pomimo to liczne chińskie smoki nigdy nie sprawiały kłopotów. W przeciwieństwie do swoich średniowiecznych europejskich braci nie porywały dziewic, nie pożerały dzieci, nie walczyły z rycerzami. Nie trzeba było ich zabijać, zjadać ich serc, ani pić krwi.
W przeciwieństwie do Europejczyków, były uroczymi stworzeniami przynoszącymi ze sobą - zazwyczaj - dostatek i powodzenie. Napotykano je w rzekach, jeziorach i nawet - pomniejszone dzięki magii - w kroplach deszczu. Podobnie jak inne życzliwe ludziom stworzenia mitologii chińskiej żółwie, feniksy, czy jednorożce - smoki uwielbiały wylegiwać się w słońcu. Nie były drapieżne, no w najgorszym razie zdarzało im się przekąsić jakąś nieostrożną jaskółkę, która w pogoni za muchą sama wpadła im do paszczy. Przypisywano im nawet opracowanie wyjątkowo humanitarnego chińskiego kodeksu karnego. Jednak - co ciekawe - pomimo wielkiego pożytku z tych stworzeń - Chińczycy wykorzystywali je czasami w aptece lub kuchni. Ze smoka, który spadł do ogrodów pałacowych za panowania cesarza Ho, około roku 100 p.n.e., ugotowano wyjątkowo smaczną zupę, którą podano następnie na cesarski stół. Być może dlatego mimo wszystko nawet w Państwie Środka występowały bestie złe i drapieżne - rozzłoszczone potrafiły wypić całą wodę w okolicy wywołując suszę, zdarzało się również, że atakowały swego starego nieprzyjaciela - i pożerały kawałek lub nawet całą tarczę słoneczną. Zawsze zresztą musiały ją w końcu wypluć.

       Smoki japońskie w przeciwieństwie do swoich kontynentalnych kuzynów były nieco bardziej zróżnicowane. Stworzone z trzeciej części ciała ognistego boga Kaguzuchi, początkowo sprowadzały na ziemię deszcz i śnieg w odpowiedzi na ludzkie modlitwy.Zennyo, władca japońskich smoków Jednak po pewnym czasie ludzie nauczyli się zmuszać smoki do wywoływania deszczu - albo poprzez odmawianie sutr mających przerazić gady mieszkające w zbiornikach wodnych, by poleciały do nieba zabierając wodę ze sobą, lub - jeśli to nie skutkowało - kapłani rozpoczynali istna kakofonię za pomocą modlitewnych dzwonków i bębnów. Jak łatwo się domyśleć smoki nie były tym zachwycone - i pewnego dnia opuściły Kraj Kwitnącej Wiśni. Zaowocowało to trzymiesięczną suszą. Ostatecznie wysłannicy cesarza odnaleźli władcę smoków Zennyo w Indiach. Przebłagany smok zyskał sobie dozgonna wdzięczność Japończyków sprowadzając trzydniową ulewę, która uratowała kraj od klęski głodu. Od tego czasu wielkie gady zaczęto traktować niemalże z boskim szacunkiem.
Z japońską kulturą związany jest jeszcze jeden ciekawy aspekt dotyczący smoków - smocze jaja. Wierzono, że dojrzewają one w spokoju przez tysiąc lat na dnie morza, tysiąc lat na szczycie góry i przez następny tysiąc w ludzkiej osadzie w formie kamienia z małym wężem tkwiącym w środku. Ludzie, zaintrygowani ich pięknymi barwami, zabierali je ze sobą do swoich domów. Jednak piękno smoczych jaj nie było ich jedyną zaletą - posiadały też całkiem niezłe właściwości higroskopijne i dosyć duża wytrzymałość, dzięki czemu Japończycy mieszali na nich składniki inkaustu. Ale, jak to w brutalnym życiu bywa, kamienie te posiadały jedną, zasadniczą wadę - pod koniec trzeciego tysiąclecia istnienia jajo pękało, pozwalając wypełznąć zeń małemu wężykowi, który zaczynał rosnąć w zastraszającym tempie, aż przebijał się przez dach i ulatywał w niebo pośród gromów i błyskawic jako dorosły smok. Czasami jednak, w ramach zadośćuczynienia, smok zmieniał pęknięte jajo w klejnot. Choć nigdy nie stało się to regułą. Niestety. Przynajmniej dla poszkodowanych Japończyków.



     średniowiecze



       Przesuwając się powoli po linii czasu, docieramy w mroczne czasy Średniowiecza. Nim jednak powrócimy do Europy przyjrzyjmy się nieco światowi islamu. Wizerunek smoka w arabskiej kulturze stanowi konglomerat wierzeń i legend narodów zarówno tworzących islamskie imperia, jak i tych podbijanych przez nie. Szczególną rolę, jak zwykle, odgrywały w eposach, zwłaszcza w Shahnameh, zwanej też 'Księgą Królów', która zawiera wiele historii o starciach herosów ze skrzydlatymi bestiami. Zebrana w całość około 1010 roku przez poetę Firdausiego, księga zwiera historię Iranu od historycznych czasów dynastii sasańskiej, aż po ekspansję islamską.
Najbardziej czczonym z irańskich herosów był Rustam, który, aby uratować swojego króla Kaya Kavusa, musiał wypełnić siedem zadań. Jednym z nich - oczywiście poza wybiciem w pień wszelkiej maści plugastwa takiego jak demony, wiedźmy i wszelkie inne bestie - było starcie ze smokiem. Pewnej nocy zmordowany podróżą Rustam zasnął, nie wiedząc, że na schronienie wybrał sobie smocze leże. Kiedy gadzina wypełzła z najciemniejszego zakamarka jaskini i chciała zaatakować bohatera, Rakhsh, jego wierny cudowny rumak zarżał głośno i rzucił się na potwora. Jednak gdy tylko heros wstał zbudzony hałasem bestia znikła.
Złorzecząc położył się z powrotem, lecz gdy tylko zasnął, smok pojawił się znowu. I znowu zniknął, gdy tylko koń zarżał. Rozgniewany Rustam zbeształ niewybrednymi słowy swojego rumaka, nie wiedząc, ze ten właśnie już po raz drugi ocalił mu życie. Kiedy Rakhsh zarżał po raz trzeci heros zerwał się, chcąc uderzyć zwierze i ujrzał smoka. Dosiadł więc konia i zdekapitował bestię. Nie tylko Rustam napotykał na swoje drodze smoki. Wielkim gadom musieli się też - według legend - stawić czoła historyczni władcy tych ziem, jak Aleksander czy Barham Gur. Ich przygody zostały opisane przez dwunastowiecznego poetę Nizamiego w jego dziele 'Khamseh, albo pięć historii'. W kartach tej księgi smoki nie odbiegają od standardowego wizerunku stworzonego przez główny nurt kulturowy - to złe, dzikie bestie pustoszące ziemię i nękające niewinną ludność, będące też czasami strażnikami jakiegoś skarbu. Ich życiowym celem jest zginać z ręki dobrego króla lub innego herosa-wyzwoliciela. Oczywiście zdarzały się także dobre smoki, takie jak irański Szach Faridun, ale stanowiły one raczej wyjątek potwierdzający regułę, że wielkie gady są wcieleniem diabła.

       Zanim przejdziemy jeszcze do kręgu kultury chrześcijańskiej Europy przyjrzyjmy się jeszcze Europie pogańskiej.(C)opyright by Śledziu W zasadzie archetyp smoka jest jeden - potwora, który do demonologii trafił z mitologii w niemalże niezmienionej formie: potrafił latać, ział ogniem lub duszącymi oparami, zbierał skarby, by potem ich pilnować, znał mowę zwierząt (ten, kto napił się ich krwi, osiągał tę samą umiejętność), był podstępne, nie dotrzymywał słowa, znał się na magii. Z zasadzie powyższe elementy są stałe i niezmienne dla każdej pra-Europejskiej nacji.
Dla przykładu Stoor jest demonologiczną hipostazą znanego z mitologii Jormunganda lub Nidhogga. Przedstawiano go jako gigantycznego morskiego węża-skoma, który wynurzając się z wody zatapiał ogromne połacie lądu. Jedynym sposobem przebłagania Stoora było - jakże by inaczej - składanie mu w darze dziewic. Miejscowy król - a jego córkę też miano ofiarować - obiecał następstwo tronu, królewnę i magiczny miecz Odyna temu, kto zabije potwora. Wyczyn powiódł się bohaterowi o imieniu Assipatle, który nakarmił Stoora płonącym torfem. Dalsza część legendy jednoznacznie wskazuje, że terenem jej powstania była Norwegia lub wyspy północnej części Szkocji. Umierający potwór stracił zęby, które wpadły do morza, tworząc łańcuchy Orkadów, Wysp Owczych i Szetlandów. Z ciała smoka utworzyła się Islandia, znana z wybuchów wulkanów (efekt ciągle wrzącego ognia w ciele Stoora). Ostatnim uderzeniem ogona wąż oddzielił Norwegię od północnej Danii.
Sama idea karmienia gadziny wszelka zatrutą padliną nie wydaje się być zbyt odkrywcza - wszak słyszeliśmy już o tym w czasach babilońskich. Ale jak to zwykle z dobrymi pomysłami bywa, zostały one wielokrotnie przerobione i poczęły żyć własnym życiem. Nawet Polacy maja swoją własną wersję powyżej zaprezentowanej legendy - jest nią znana chyba każdemu z nas z dzieciństwa opowieść o Szewczyku Dratewce. Niewiele osób jednak wie, iż w średniowieczu obowiązywała nieco inna wersja tej historii. Oddajmy jednak głos Mistrzowi Wincentemu zwanemu Kadłubkiem i jego Kronice:
"Był bowiem w załomach pewnej skały okrutnie srogi potwór, którego niektórzy zwać zwykli całożercą. Żarłoczności jego każdego tygodnia według wyliczenia dni należała się określona liczba bydła. Jeśliby go mieszkańcy nie dostarczyli, niby jakichś ofiar, to byliby przez potwora pokarani utratą tyluż głów ludzkich. Grakch (zapewne chodzi o króla Kraka), nie mogąc znieść tej klęski, jako że był względem ojczyzny tkliwszym synem niż ojcem względem synów, skrycie synów wezwawszy, przedstawił (im swój) zamiar, radę przedłożył. (...) Na to oni: Zaiste, można by nas uważać za zatrutych pasierbową nienawiścią gdybyś nam pożałował tak chlubnego zadania! Do ciebie należy władza rozkazywania, do nas konieczność posłuchu. Gdy więc doświadczyli po wielokroć otwartej męskiej walki i daremnej najczęściej próby sił, zmuszeni zostali wreszcie uciec się do podstępu. Bowiem zamiast bydląt podłożyli w zwykłym miejscu skóry bydlęce, wypchane zapaloną siarką. I skoro, połknął je z wielka łapczywością całożerca, zadusił się od buchających wewnątrz płomieni. I zaraz potem młodszy napadł i zgładził brata, wspólnika zwycięstwa i królestwa, nie jako towarzysza, lecz jako rywala. Łże, jakoby zabił go potwór, ojciec jednak radośnie przyjmuje go jako zwycięzcę. Często bowiem żałoba przezwyciężona zostaje radością ze zwycięstw. Tak oto młodszy Grakch przejmuje władzę po ojcu, dziedzic zbrodniczy! Atoli dłużej skalany był bratobójstwem niż odznaczony władzą. Gdy bowiem wkrótce potem oszustwo wyszło na jaw, gwoli kary za zbrodnie skazany został na wieczne wygnanie.(...) A owszem, na skale całożercy wnet założono sławne miasto, od imienia Grakcha nazwane Gracchovia, aby wiecznie żyła pamięć Grakcha. I poty nie zaprzestano obrzędów pogrzebowych, póki nie zostały zamknięte ukończeniem (budowy) miasta. Niektórzy nazwali je Krakowem od krakania kruków, które zleciały się tam do ścierwa potwora'

Do dzisiejszych czasów dotrwała jednak wersja wprowadzona do polskiej literatury przez Józefa Ignacego Kraszewskiego w 'Starej Baśni':

'- Wisło biała, matko biała, czemu mętne wody twoje?
Jakże mętne być nie mają, kiedy do nich łzy padają! Lud u brzega ręce łamie, ręce łamie i ratunku woła, a ratunku nie ma... Smok w pieczarze siadł pod górą: co zobaczy, to pochłonie, co pochwyci, to pożera. Kiedy z głodu ryczy wściekły, cała góra drży od ryku. Kiedy syty dyszy w jamie, oddech powietrze zaraża... Noc i dzień spoczynku nie ma, pola puste, lud ucieka, zwierz do lasu goni z trwogą... Trzody wyplenił i ludzi, dławi niewiasty i dzieci, a nigdy pastwy niesyty, ciągle ryczy, ciągle dyszy. Czymże zgładzić żmiję, smoka? Miecz mu skóry nie przebije, pałka czaszki nie roztrzaska, gardła mu nie zduszą dłonie i piorun go nie zabije, i woda go nie pochłonie, i ziemia go nie przykryje.
Krak na grodzie smutny siedzi, myśli, duma, brodę zwija, podparł się i patrzy w ziemię. Jak mam pożyć tego smoka, jak potworę tę umorzyć? Myśli miesiąc, myśli drugi, smok żre ludzi, myśli trzeci, a smok ryczy... Rady! rady! Płacze, ręce załamuje. Jak mam pożyć tego smoka, jak potworę tę umorzyć?
Siedem razy miesiąc rośnie, siedem razy się roztapia, aż Krak Skubę wołać każe. "Skubo, człecze, rób, coć rzekę: Zabij wołu, owcę zabij, wnętrzności wyrzuć do wody, a smoły weźmij gorącej, a siarki nabierz palącej, a węgli nabierz czerwonych. Wypchaj ścierwo siarką, smołą, porzuć je pod smoczą jamę, kiedy żmij zaryczy z głodu. Smok niech ogień ten pochłonie, niech mu wnętrzności przepali, niech pęknie dzika potwora!" Poszedł Skuba i tak czyni, jako mądry król rozkazał. Zabił wołu, owcę zabił, nadział siarką, węglem, smołą, do pieczary je przywleka.
Gdy smok wyje z głodu wściekły i głodną paszczę otwiera. "Naści strawę, żmiju - smocze!" Połyka straszna paszczęka, ryknie, aż drży góra cała - i gród z stołbami się chwieje. W smoku palą się wnętrzności, trzewia ogień mu wyżera. I z jamy głowę wywleka, leci do Wisły i żłopie. Żłopie, aż się nadął cały i rycząc rozpukł i zdycha.
Wtem Krak z mieczem idzie z grodu, łeb żmii strasznej ucina, na żerdź go wtyka wysoko. Patrzaj, narodzie mój miły, że się twe męki skończyły. Ptacy niosą wieść wesołą, wiatry polami z nią biega, niech rolnik wychodzi z pługiem, niech pastuch bydło wyżenie, niech dzieci idą na łąki, nie ma już smoka na ziemi.
Nad smoczą jamą na górze, gród się kamienny podnosi, tam Krak króluje spokojny, na cztery strony spoziera, cztery zwojował narody. A broda rośnie mu siwa i już mu piersi zakrywa, już i do kolan mu sięga. A kiedy dotknie się ziemi, król wie, że umrzeć mu pora. Ni się weseli, ni smuci, że swe królestwo porzuci, dwu synów ma już u boku i córkę Wandę ma jedną. Broda dorosła już ziemi
- "Przyszła już na mnie godzina; weźcie królestwo na dwoje. Siostrze dać królewskie wiano i żyjcie w braterskiej zgodzie. Płacz po swym ojcu, narodzie!"
Naród zapłakał i ciało niesie na górę Lasotę, na stosie go posadzili, tryznę z obiatą sprawili, popioły Kraka zebrali, każdy wziął po garści ziemi, szli i sypali, dopóki mogiła w górę nie wzrosła.'


       Dopiero w chrześcijańskim średniowieczu stał się smok uosobieniem Szatana. Jako wcielenie diabła musiał być straszliwy - tworząc obraz smoka zebrano więc wszystko co najgorsze, co budzi zgrozę i wstręt: gadzie łuski, postać jaszczurcza (jaszczurek i salamander bano się panicznie) i falliczna zarazem, wężowy rozwidlony język i jadowita ślina, wężowy ogon, zębata paszczęka, na domiar złego ziejąca ogniem (oczywiście piekielnym), skrzydła nietoperza (którego też się bano). Krótko mówiąc - samo zło, sama ohyda, sama makabra. Takiego potwora mogli pokonać tylko archaniołowie - Michał - lub prawdziwie święci: Jerzy, Marta czy Roman. Ogółem na kartach hagiografii znajdziemy czternastu świętych, którzy na swojej drodze spotkali smoka i doprowadzili do rychłego zakończenia jego egzystencji. Pomińmy tutaj prymitywnych plebejskich smokobójców, nikczemnych trucicieli karmiących smoczęta różnymi plugastwami, wykorzystując metodę opatentowaną w czasach biblijnych przez proroka Daniela. Przyjrzyjmy się za to trzem najstarszym, archetypicznym wręcz przygodom świętych.
Święty Jerzy vs. smok Pierwsza opowieść dotyczy świętego Jerzego. Według najdawniejszych przekazów miał być on męczennikiem żyjącym w IV wieku, w północnej Afryce. Jego wizerunek uległ zmianie w epoce wypraw krzyżowych, kiedy to stał się występującym w rycerskiej zbroi świętym-wojownikiem. Najstarsze relacje o walce ze smokiem pochodzą z początku XIII wieku. Zwycięzcy miano ofiarować rękę uratowanej księżniczki. Jerzy jednak, po ukatrupieni gadziny, miał odrzucić ofertę ożenku, idąc za swym szlachetnym powołaniem. Jednak istnieje jeszcze druga wersja opowieści - wedle której święty miał poślubic uratowaną przez siebie dziewicę i po uprzedniej defloracji żyć z nią długo i szczęśliwie w Anglii. W końcu nawet święty ma prawo do szczęścia doczesnego.
W Apokalipsie natomiast znajdziemy opis walki świętego Michała przeciwko Diabłu.. Walkę rozpoczyna i rozpaczliwie prowadzi Smok-Szatan i jego aniołowie, tzn. zbuntowane duchy. Jednak atak sił zła kończy się klęską. Diabeł strącony zostaje z nieba na ziemię. Zwycięstwo odnosi dobro.
Poznaliśmy już dwie dość podobne opowieści o pogromcach smoków. Czy jednak jedynym sposobem na pokonanie bestii wedle chrześcijan jest stal miecza czy włóczni? A gdzie wiara, nadzieja czy miłość? I dla nich znajdzie się miejsce.
Święta Marta, siostra Łazarza i Marii Magdaleny jest patronką gospód, a także gospodyń domowych. To ona dwukrotnie gościła Jezusa w swym domu w Betanii. Jej atrybutami jest szczotka, warząchew i pęk kluczy, jak na dobrą gospodynię przystało. Dzień Św. Marty obchodzimy 29 lipca. Opowieści o tym, że w Tarasconie w Prowansji św. Marta zajmowała się oswajaniem miejscowego smoka, Taraskiem zwanego, uznać należy za mocno nieścisłe, ale doprawdy śliczne. Ale jak wątłe i kruche dziewczę radziło sobie z wielkim jaszczurem? Otóż dzielna gospodyni najpierw pokropiła bestię wodą święconą, potem zawiązała jej na szyi swoją opaskę na włosy - jako że każde bydle być musi na smyczy - i tak zaprowadziła smoka do Nerluc, gdzie gadzinę zakatrupiono. Na pamiątkę tego wydarzenia zmieniono nazwę miasteczka na Tarascon.
Jaki płynie z tej historii wniosek? Nie należy ufać gospodyniom domowym z opaską na włosach.


     Ale co, do cholery, symbolizuje smok? - czyli krótki resume



       Zwycięską walkę św. Jerzego interpretuje się zwykle jako alegoryczny wyraz tryumfu prawdziwej wiary nad siłami ciemności. (C)opyright by ŚledziuJednak fakt, że podobne opowieści znamy również z czasów dużo wcześniejszych i z miejsc odległych od kolebki chrześcijaństwa, pozwala nam interpretować je w bardziej uniwersalnych kategoriach.

       Na przykład, od najdawniejszych czasów i na obszarze sięgającym od Chin aż po Anglię smoki symbolizowały siły płodności. Brytowie twierdzili, że wiosną smoki rodzą się z jaja, rozwijając się wraz z otaczającą przyrodą. Jesienią, w porze gdy wegetacja zamiera, trzeba je było zabijać, aby zrobić miejsce nowej generacji potworów. W tradycji chrześcijańskiej, w której smoki wyrażają siły zła, zgładzenie bestii nabrało nowego sensu symbolizując nie tylko cykliczną przemianę pór roku, lecz także koniec jednej i początek drugiej epoki dziejów ludzkich. Nic dziwnego, że zabicie smoka stało się jednym z częstszych epizodów w biografii różnych, zarówno świętych, jak i nieuświęconych rzeczników nowej wiary.

       Być może nastawienie chrześcijaństwa miało wspólny mianownik z koncepcjami Babilończyków czy Egipcjan. W starożytnej mitologii mamy do czynienia z walką przeciwieństw - dnia i nocy, światła i ciemności. W niektórych wariantach opowieści wąż albo smok symbolizuje noc, co wieczór pożera Słońce, aby zwrócić je o świcie. W innych z kolei mówi się, że to Słońce zstępuje do podziemi codziennie, gdzie przez noc zabija i ćwiartuje smoka, i skąd rano wznosi się z powrotem na nieboskłon.

       Inny pogląd na sens tych mitycznych stworzeń reprezentuje współczesna psychologia. Walka z potworem ma jej zdaniem wyrażać wewnętrzne zmagania między nieświadomymi popędami i pragnieniami jednostki, a jej restrykcyjną świadomością. Psychologowie zinterpretowali na nowo także związek smoków ze zjawiskami płodności. Smok symbolizuje ich zdaniem starca, którego śmierć jest konieczna, aby synowie mogli przejąć jego rolę. Z kolei potwory strzegące skarbu mają oznaczać matkę lub ojca, uniemożliwiających swym dzieciom podjęcie normalnego życia płciowego.

       Na ogół nie uważa się dziś smoków za stworzenia realne lecz mityczne. Trzeba jednak przyznać, że wśród znanych nam zwierząt niewiele jest takich, które wzbudzałoby podobne zainteresowanie, i które tak silnie oddziaływałyby na ludzką wyobraźnię. I które tak głęboko osadziły się w naszej kulturze.