Chcecie usłyszeć moją historię? Ok. Nazywam się Thomas Graystock i urodziłem się 19 lat temu na Posterunku. W dzieciństwie wpajano mi nienawiść do Molocha i wszystkich jego tworów oraz uczono posługiwania się bronią. Poza tym dużo siedziałem na symulatorze i przy wrakach maszyn Bestii. Oczywiście jak każdy człowiek na tym świecie miałem i mam nadal jakieś hobby. Na przykład jedni lubią przywalić komuś pałą w łeb albo naćpać się jakimś zielem. Jednak ja wolałem siedzieć w warsztacie i podziwiać samochody. To jest rzecz wcale nie mała a cieszy i to bardzo, czyż nie?
Dobra nie będę się tak skupiał na opowiadaniu tylko o dzieciństwie, bo mógłbym tak długo. A więc w wieku 16 lat zostałem przydzielony do drużyny zwiadowczej. Trzy tygodnie później odbył się mój chrzest bojowy - rozpieprzyłem dwóch Łowców. Przez następne dwa lata odniosłem kilka sukcesów, a na kolbie mojego karabinu przybyło kilka kolejnych nacięć.
W maju zeszłego roku w trakcie zwiadu natknęliśmy się na kilka maszynek Molocha. Niestety udupiłem tylko jednego Łowcę, bo niedaleko mnie wybuchł granat. Po jego wybuchu zostałem lekko ranny i straciłem przytomność. Leżałem tak za kilkoma głazami i przysypany w znacznej części piaskiem do końca starcia. Po skończeniu walki moja drużyna nie mogąc mnie znaleźć powrócili do bazy z myślą że zostałem porwany przez Bestię.
Gdy się obudziłem i zebrałem do kupy zorientowałem się, że jestem sam a co najgorsze nie znałem obecnych współrzędnych Posterunku. A żeby jeszcze tego było mało moje radio siadło uniemożliwiając mi jakikolwiek kontakt. Miałem kilka pomysłów co robić dalej: dołączyć się do partyzantów doktora Alluvacha, spróbować odnaleźć Posterunek, pojechać na front i walczyć lub założyć własną organizację która skopała by stalową dupę Molocha. Jednak w tym stanie niewiele bym zdziałał więc postanowiłem skierować swoje kroki do najbliższej wioski która była oddalona o dwa dni drogi.
Podróż pośród piasków pustyni nie była łatwa ale jakoś udało mi się dotrzeć do tej wioski. Tam wymieniłem mojego M1 Garand wraz z amunicja oraz moje walnięte radio na opiekę medyczną, żarcie i nocleg. Dnia następnego przez ową wioskę przejeżdżała karawana do Detroit. Dołączyłem się do nich i tak trafiłem do tej knajpy tu pod Detroit.
Dzięki że wysłuchaliście z taką uwagą moją krótką jak narazie historię. Pamiętajcie że Moloch czeka... byśmy skopali jego stalową dupę!