Wolny jak...


Nie było go cały tydzień. Nie martwiliśmy się o niego, bo to nie pierwszy raz. Właściwie, jak tylko robi się cieplej, częściej go nie ma, niż jest. Gdzie chodzi? Co robi podczas swojej włóczęgi? To wie tylko on. Ja, co najwyżej, mogę się domyślać. Często ze swoich wypraw wraca poraniony. Zawsze po powrocie jest o połowę chudszy, zagłodzony. Ale ile czasu by go nie było, zawsze wraca czysty. Tak, czysty jest, to mu trzeba przyznać.
    Wpada do domu z krzykiem, opróżnia swoją część lodówki, po czym idzie odsypiać szaleństwa. Odpocznie ze dwa - trzy dni, i z powrotem rusza w trasę. Taki cykl powtarza się aż do pierwszych jesiennych chłodów.
    Czasem widzę, jak przemyka między opłotkami, pewnie w pogoni za następną przygodą. Kiedy indziej słyszę od ludzi, że pojawił się tu, czy tam, że coś nabroił, pobił się z kumplami, czy że widziano go z jakąś panienką.
    Kiedyś próbowałem go śledzić, ale ma przedziwną umiejętność znikania, zacierania śladów i gubienia śledzących go osób. Po prostu - w jednej chwili jest, a w następnej - jakby się zapadł pod ziemię. Albo rozpłynął w powietrzu.
    Za to zimą... Zimę poświęca nam. Pozwala się ze sobą bawić, siedzi z nami przed telewizorem, czy - w moim przypadku - ze mną przed komputerem. Wygłupia się, bawi z nami "w chowanego" czy turla po dywanie. Czasem tylko tęsknie wygląda przez okno. I zajada tak, jakby chciał zebrać zapasy na następne lato. Ale koty takie są. Luzaki. Wolne, jak... koty.


Wstęp
Artykuły
Zwierzaki
Ciekawostki
Wilki
Wywiady
Konkurs
Leksykon
Listy
Redakcja
Współpraca
Powrót do AM