|
Tresura "niebezpiecznych" psów
Przekrwione oczy, wyszczerzone kły, zabójczy ścisk. Pitbul, doberman, rottweiler... Lista epitetów, jakimi się je określa, jest równie długa, jak lista ras psów - morderców. Ze swojej strony dodałbym do niej jamnika, ratlerka, pudla... Ale na pierwszym miejscu umieściłbym ich właścicieli. Każdy pies, niezależnie od rasy, może być niebezpieczny. I odwrotnie - każdego psa można wychować na grzecznego, przyjacielskiego zwierzaka, który potrafi w razie potrzeby zmienić się w obrońcę. Co zyskujemy w zamian? Spokój, pewność, że pies nie zagryzie żadnego dzieciaka (co równoznaczne jest z nakazem uśpienia) i jeszcze coś. Zyskujemy dumnego władcę okolicznych zwierząt. Nie szaleńca, który na spacerze skacze po płotach, szczeka na wszystko, co się rusza i rzuca się na wszystkie mniejsze od siebie zwierzaki, ale pewnego swej siły wojownika, który nie musi na każdym kroku udowadniać swojej przewagi. Ileż to razy, gdy ze swoją Tiną (dobermanicą) byłem na spacerze w mieście, obszczekiwały ją małe pieski. Wystarczyło jedno spojrzenie i ostrzegawcze mruknięcie, by obcy pies (niezależnie od wielkości i rasy) trzymał się na dystans. Wszystko zależy od podejścia właściciela do spraw wychowawczych i - w mniejszym stopniu - od tresury. Wpierw zajmę się tą ostatnią, podam parę przykładów, jak ułatwić życie sobie i psu. Ale przystępując do nauki, pamiętać musimy o jednym - NIE WOLNO BIĆ. Szczególnie jest to ważne u ras z natury agresywnych, niebezpiecznych z racji swojej siły, szybkości, czy mocy ścisku szczęk. Ale też choćby dla tego, że zamiast przyjaciela, będziemy mieć wystraszoną ciamajdę, lub - żadziej - agresywnego potwora, który będzie się odgrywał na innych. Poza tym, jeśli chodzi o sposoby i metody, istnieje duża dowolność i można samemu kombinować i wymyślać, w jaki sposób psa czegoś oduczyć ( przede wszystkim o tym chcę napisać w części poświęconej tresurze, bo nauczanie, np. "dawanie głosu" czy inne cyrkowe sztuczki uważam za niekonieczne, chyba że mają na celu rozwijanie pamięci i posłuszeństwa u psa). Ważną - przynajmniej dla mieszkańców domków prywatnych (nie wyobrażam sobie, by doberman, czy rottweiler zimą mieszkał w budzie: zapalenie płuc pewne), gdzie pies śpi w domu - sprawą jest oduczenie psa otwierania drzwi. Nawet nie zauważymy, kiedy nasz pupil skojarzy naciskanie klamki z wydostaniem się na zewnątrz. Wystarczy na klamce - z nie widzianej przez psa strony drzwi - ustawić parę metalowych puszek (np. po piwie :-)). Gdy nasz kochany "postrach kotów" ruszy klamką, puszki spadną, powodując odstraszający hałas. Parę takich seansów powinno psa odstraszyć od klamki. Oduczając psa załatwiania swoich potrzeb na dywan, najlepiej wystraszyć go. Ale, tak jak wyżej, nie biciem, czy krzykiem. Mnie pomogły w tym... zapałki. Jak tylko widziałem, że moja - malutka jeszcze wtedy - Tina szykowała się do kucnięcia w wiadomym celu, rzucałem gdzieś obok niej (odradzam celowanie w psa) pudełko zapałek. Zaraz, oczywiście, psiaka trzeba wyprowadzić na zewnątrz, gdzie w spokoju pozwalamy mu zrobić to, co zamierzał w domu. Bezcelowe, czy wręcz szkodliwe jest wychodzenie z pupilem na dwór (na pole - to dla tych z Krakowa [Wypraszam sobie sugerowanie wieniackiego pochodzenia moich roda... miasta... eee ludzi tak jak ja z Krakowa!!! :-) - windoo) po fakcie. Nasz przyjaciel skojarzy te dwie sprawy ze sobą i każde załatwienie się na dywan będzie traktował jako sygnał dla opiekuna, że ma ochotę na spacer. Czytałem kiedyś o pewnym gościu, który - gdy pies narobił na podłogę - wystawiał go za okno (pewnie miało się to zwierzakowi kojarzyć z wychodzeniem za potrzebą na zewnątrz). Po pewnym czasie psiak, po "podlaniu" mieszkania - dumny z opanowania nowej sztuczki - wskakiwał na parapet. Przykłady powyższe podałem po to, by uświadomić czytelnikowi dwie sprawy. Pierwszą z nich jest absolutny zakaz bicia. Biciem raczej oduczymy psa przyjaźni do siebie, niż złych nawyków. Drugą sprawą jest pomysłowość, inwencja. Dostałem od "Animals'ów" czteroletniego owczarka podchalańskiego. Jego ulubianym zajęciem jest kopanie dołów w - nie wykończonym jeszcze - garażu. Złapałem go na tym "przestępstwie" dwa razy. Obydwa razy wyniosłem go stamtąd (ciężki to jest...). Zyskałem tylko tyle, że Brychu (Bryś - takie imię dostał w schronisku, ale wydawało nam się zbyt pospolite) skojarzył, że nie wolno mu wchodzić do garażu, gdy ja tam jestem. Aż ostatnio (piszę to w maju), w upały, schłodziłem go wodą z polewaczki, co mu się bardzo nie spodobało. Dzień później szedłem podlewać ogródek. Pies, jak zobaczył, że niosę polewaczkę, zwyczajnie uciekł. To mi nasunęło pewien pomysł. Ustawiłem pełne wody "narzędzie tortur" przy wejściu do garażu. Jak na razie, kłopoty z kopaniem skończyły się. Teraz inna ważna sprawa - przy tresurze psów obronnych obowiązuje reguła lewej ręki. To znaczy, że karmimy, nagradzamy i głaskamy psa lewą ręką.W lewej też trzymamy smycz w czasie spaceru. Prawa służy do karcenia (nie bicia!). Do czego to? Większość stanowią ludzie praworęczni. Pies powinien kojarzyć, że prawa ręka jest niebezpieczna. Że to na tą rękę trzeba uważać, i przed nią - w razie ataku - bronić siebie i właściciela (chodzi tu o pierwsze uderzenie, osoba praworęczna zazwyczaj najpierw atakuje prawą ręką). Choć przez kilkanaście lat spacerów z dobermanem nigdy nie zostałem zaczepiony (kto by się odważył? Gościa z dobermanem?), miałem okazję przekonać się o słuszności tej zasady. Kiedyś podszedł do mnie kolega, którego mój pies nie znał. Chłopak wyciągnął na powitanie rękę i... To wystarczyło, by między mną, a nim znalazła się szczerząca kły bestia. Na szczęście, skończyło się na warczeniu i pokazaniu zębów. Co by było, gdyby naprawdę chciał mnie uderzyć? Od tej pory byłem ostrożniejszy. W jakiś czas później - też byłem z psem - jakiś facet poprosił mnie na ulicy o zapałki. Oczywiście, podałem mu je, ale gdy chciał ode mnie je wziąść, Tina rzuciła się na niego. Szczęśliwie, odciągnąłem ją, zanim go zdążyła ugryźć, ale ile ja się musiałem natłumaczyć i naprzepraszać, to moje. Innym razem jakiś "rozdawacz ulotek" wcisnął mi jakąś reklamę. I nic się nie stało. Dla czego? Podał mi ją lewą ręką - to wystarczyło, by pies nie zareagował. Ale ta reguła, że prawa ręka zła - lewa dobra, ma też wady. Kiedyś miała miejsce śmieszna (jak to dzisiaj widzę), ale o mało co tragiczna dla psa sprawa. Kiedyś wyjechałem na tygodniowe wakacje. Po powrocie, pierwsze co usłyszałem, to porządny opieprz od ojca (prawowitego właściciela psów; ja tylko zajmuję się tresurą, wychowaniem i opieką, osobiście mam tylko jamniczkę, bo na wykarmienie wielkich - było nie było - żarłoków na razie mnie nie stać) za to, że oduczyłem psa jeść. Zapomniał staruszek, że Tina ruszy jedzenie podane tylko lewą ręką i biedna dobermanica przez tydzień nic nie jadła. Teraz parę słów o wychowaniu psa. Sprawa jest o tyle ważniejsza od tresury, jak zachowanie od wykształcenia (wykształcony dresiarz? Bijący "bejsbolem" w takt "Pana Tadeusza"?). Znam przypadek, że żona i dzieci właściciela dwóch dorodnych wilczurów nie mogą bezpiecznie wyjść z domu, gdy te biegają po ogrodzie. Widziałem dom, w którym rządzi pies. Nikt nie może usiąść na "jego" fotelu, gotów za to jest ugryźć nawet właściciela. A jeśli macie już w domu psa, choćby małego, próbowaliście mu zabrać kość? Pociągnąć za ogon? I co, warczał, czy nawet gryzł? To właśnie jest skutek złego wychowania. Nie powiem, moja Tina - według ludzkich norm - też była źle wychowana (świńskie zachowanie przy jedzeniu, czy zganianie niuchem z "jej" fotela). Ale nigdy nawet nie warknęła na nikogo z domowników. Dom, a właściwie mój (i psa, bo częście była u mnie, niż gdzie indziej) pokój, zawsze pełen był kolegów i koleżanek Po podwórku często biegały dzieciaki tej, czy innej ciotki (moje cioteczne, choć zbyt hałaśliwe, rodzeństwo). Nieraz urwisy dokuczały biednej dobermance, ale ta znosiła to ze stoickim spokojem. Raz tylko... Do sąsiadki przyjechał na wakacje wnuczek. Z nudów pewnie (a może psa nigdy wcześniej nie widział?) obrzucał Tinę kamykami i patykami (cwaniak, odważny, bo byli po różnych stronach ogrodzenia). W następne wakacje też przyjechał - teraz już starszy i poważniejszy, psa mi nie drażnił. A moich rodziców odwiedziła ciotki córka. Odprowadzałem ją - z psem, oczywiście - na przystanek. Normalna rzecz, to ona chciała Tinę prowadzić, a ja, głupi, zgodziłem się na to. Traf chciał, że na ulicy bawiła się gromada dzieciaków, w tym chłopak, który rok wcześniej drażnił się z moim dobermanem. Tina, widząc łobuza, wyrwała się siostrze, i - z całej bandy dzieciaków - ugryzła właśnie jego. Na szczęście, zdążyłem doskoczyć, tak, że skończyło się tylko na małej ranie w łydce. Ale ile miałem kłopotów? Pokazywania zaświadczeń o szczepieniach, biegania z psem do sanepidu (po co, nie wiem. Facetka tylko spojrzała na psa i od razu, bez żadnych badań, wypisała papierek, że pies jest zdrowy), i innych nieprzyjemności! Dla tego, dla własnego bezpieczeństwa, trzeba zdobyć nad psem przewagę, uświadomić mu, kto rządzi, kto jest przewodnikiem stada (pies jest zwierzęciem stadnym, a wszyscy domownicy - nawet mieszkające razem koty - są jego stadem). Jak? Na pewno nie biciem (powtarzam się, ale sprawa jest naprawdę ważna). Bity pies nie będzie naszym przyjacielem i obrońcą, a w gorszych przypadkach zacznie się bronić, co może skończyć się tragicznie. Ja ze swoimi psami walczyłem, uprawiałem... zapasy. Zarówno z dobermanem, jak i z młodszą o parę lat wilczycą. Oczywiście, trzeba to zacząć, gdy pies nie ma jeszcze żadnych szans, gdy jest niegroźnym szczeniakiem. A jak już zdobędziemy jego respekt, gdy wyrośnie, też można się z nim poprzewracać. W walce można go przygnieść swoim ciężarem, położyć się na nim. Tylko trzeba trzymać go za pysk (nie za mocno, by go nie bolało, ale i nie za lekko, by się nie wyrwał), żeby przypadkiem nas nie ugryzł. Wtedy - bez bicia - czworonóg zrozumie, kto jest cięższy i silniejszy, i kto w tym stadzie przewodzi. Wiecie, na czym polega gra w "łapki"? Zagrajcie ze swoim psem. Po prostu lekko go klepnijcie, raz jedną, a raz drugą ręką. Jest szybki, ale Wy macie przewagę (ta pełna zębów paszcza jest jedna, a Wy macie dwie ręce). Tą zabawę też lepiej zacząć, kiedy pies jest jeszcze mały (może przypadkiem ugryźć), ale gdy już pozna zasady i zrozumie, że nie wolno gryźć, a raczej wolno tylko trącać niuchem, można zagrać i z dorosłym psiskiem. A gra nauczy go, kto jest szybszy i zwinniejszy. Tina, po paru rundach odchodziła dumna, udając, że gra jej się znudziła. Ale moje wilczysko, po przegranej aż łeb chowała między łapy (wiem, że personifikuję, ale napiszę to) ze wstydu. Od początku (no, może nie parotygodniowego, ale już trzymiesięcznego szczeniaka) "złośliwie" łapcie za ogon, popchnijcie, gdy obok Was przechodzi, lekko (lekko!) go uszczypnijcie. On to potraktuje jako zabawę, ale zarazem nauczy się, że nie może traktować Waszych zaczepek, jako agresywnego zachowania. I od początku zabierajcie mu jedzenie. Nie, nie "na zawsze", ale w połowie jedzenia odsuńcie od niego miskę, by za chwilę mu ją oddać. To samo z innymi rzeczami. Bawi się czymś? Zabierz mu to na chwilę. Gryzie kość (kości lepiej nie dawać, chyba że dużą, wołową. Drobne, szczególnie kurze, mogą psu zaszkodzić), zabierz mu ją po to, by za moment oddać. To zabieranie jest ważne, nawet dla zdrowia i życia psa. Co będzie, gdy na spacerze znajdzie jakąś padlinę, i zacznie to jeść? Albo natknie się gdzieś na trutkę na szczury? Oczywiście, dobrze ułożony pies nic takiego nie powinien ruszyć, ale czasem natura może zwyciężyć nad wychowaniem. Poza tym, takie zabieranie jedzenia ma też drugi cel. W stadzie, w przyrodzie, najpierw zjada swoją część przewodnik. Potem inni, słabsi. A dużemu, niebezpiecznemu (potencjalnie) psu musimy uświadomić, że tym słabszym w naszym stadzie jest on. Równie ważne w procesie wychowywania jest głaskanie, przytulanie, pieszczenie. Dla psa, tak jak dla dziecka, liczą się nie tylko prezenty, ale i miłość opiekuna. Czasem, gdy coś dobrze zrobi, lepsza będzie pochwała, niż jakiś smaczny kąsek. Na koniec jeszcze uwaga. Nie próbujcie drażnić, zabierać jedzenia, czy grać w "łapki" z dorosłym już psem, jeśli wcześniej tego z nim nie robiliście. To może skończyć się - w lżeiszych przypadkach - pobytem w szpitalu i brzydką blizną. |
![]()
|